More

    Masz ekran i internet? W 2026 to może wystarczyć, żeby zapłacić

    W 2026 r. abonament RTV wraca do rozmów nie dlatego, że podrożał (choć podrożał), tylko dlatego, że w praktyce odbiornikiem przestaje być wyłącznie telewizor stojący w salonie. Jeśli urządzenie potrafi odebrać program, a dziś potrafi to prawie wszystko z ekranem i internetem, system zaczyna patrzeć na nie jak na pełnoprawne RTV.

    To zmiana, która uderza w nasze przyzwyczajenia: wielu ludzi od lat żyje bez klasycznego TV, a treści ogląda na telefonie lub laptopie. I nagle okazuje się, że ta nowoczesność wcale nie zwalnia z opłaty, wręcz przeciwnie, może być argumentem, żeby ją naliczyć.

    Co dokładnie zmieniło się od 2026 roku?

    Zacznijmy od twardych liczb. Stawka miesięczna wynosi teraz 9,50 zł za radio oraz 30,50 zł za telewizor (albo telewizor + radio). W skali roku, przy płatności co miesiąc, robi się odpowiednio 114 zł i 366 zł.

    Jeśli ktoś woli mieć spokój i zapłacić z góry, nadal działają zniżki, przy rocznej wpłacie wychodzi 102,60 zł za radio i 329,40 zł za telewizor. Oficjalne tabele zniżek rozpisują też warianty na 2–11 miesięcy.

    I tu pojawia się najważniejszy haczyk: w praktyce smartfony, tablety i laptopy są traktowane jak odbiorniki telewizyjne, czyli wchodzą w stawkę 30,50 zł. Innymi słowy – jeśli masz obowiązek płacić, to nie na poziomie radia, tylko telewizora.

    funkcje smart tv

    Dlaczego smartfon zaczyna być traktowany jak telewizor?

    W tle jest podejście sądów administracyjnych, które w uproszczeniu sprowadza się do jednej myśli: liczy się funkcja, a nie forma. Skoro urządzenie jest technicznie zdolne do natychmiastowego odbioru programu, to może być uznane za odbiornik, nawet jeśli wygląda jak komputer, a nie jak telewizor z pilotem.

    To podejście nie bierze jeńców, bo odrywa obowiązek od realnych nawyków. Możesz nigdy nie uruchamiać żadnego programu telewizyjnego na laptopie, ale sam fakt, że laptop potrafi to zrobić, przestaje być detalem technicznym, a staje się argumentem formalnym. I właśnie dlatego temat tak ludzi drażni: nowoczesny sprzęt w domu przestał być neutralny.

    Praktycznie wygląda to tak, że w komunikacji o abonamencie coraz częściej pojawia się język urządzeń mobilnych, bo to one stały się dziś podstawowym ekranem do treści. System, który powstał w czasach anten i kineskopów, nagle próbuje dogonić streaming, aplikacje i przeglądarki.

    Ile to realnie kosztuje w domu i gdzie ludzie wpadają w pułapki?

    Najważniejsze: abonament co do zasady rozlicza się na gospodarstwo domowe, a nie od sztuki urządzenia. To oznacza, że jeśli w danym mieszkaniu obowiązek jest już spełniony, bo np. zarejestrowany jest telewizor i opłata jest opłacana, to nie dopłaca się osobno za każdy telefon domowników.

    Problem zaczyna się tam, gdzie ktoś nie ma zarejestrowanego niczego, bo żyje bez klasycznego TV/radia i jest przekonany, że temat go nie dotyczy. W nowej interpretacji niczego często znaczy po prostu brak starego sprzętu, a w domu i tak są laptopy i smartfony, czyli urządzenia zdolne do odbioru. I wtedy ryzyko wchodzi nie przez samą kwotę 30,50 zł, tylko przez zaległości, odsetki i całą procedurę administracyjną.

    Do tego dochodzi kwestia opłaty karnej za brak rejestracji, co do zasady to 30-krotność miesięcznej stawki obowiązującej w dniu kontroli. Przy obecnych stawkach daje to 285 zł (radio) albo 915 zł (telewizor / „pełna” stawka).

    Zwolnienia: sporo osób nie płaci, ale często trzeba to formalnie „uruchomić”

    W systemie nadal istnieją zwolnienia ustawowe i to całkiem szerokie. Na liście są m.in. osoby, które ukończyły 75 lat, część emerytów po 60. roku życia (przy limicie świadczenia powiązanym z 50% przeciętnego wynagrodzenia), a także wybrane grupy osób z niepełnosprawnościami oraz inne kategorie wskazane w przepisach.

    Ważny detal: niektóre zwolnienia działają z mocy prawa, ale inne wymagają zgłoszenia i pokazania dokumentów w placówce pocztowej wraz z oświadczeniem. I tu jest klasyczna pułapka, wiele osób spełnia warunki, ale formalnie nadal widnieje jako zobowiązane, bo niczego nie zgłosiło.

    Jeśli ktoś ma w rodzinie seniorów, to naprawdę warto to sprawdzić, bo w praktyce stawka jest jedna, ale wejście w zwolnienie bywa równie ważne, jak sama podwyżka.

    tv

    A może to i tak ostatnia prosta dla abonamentu?

    W tle cały czas krąży scenariusz, w którym obecny abonament ma zniknąć, a finansowanie mediów publicznych zostanie rozwiązane inaczej, m.in. poprzez mechanizm powiązany z rozliczeniem podatkowym. W przestrzeni publicznej pojawia się też kwota rzędu ok. 2,5 mld zł rocznie jako skala takiego finansowania, ale jednocześnie widać spór o to, jak ten ciężar miałby wyglądać w budżecie i czy da się go udźwignąć bez efektów ubocznych.

    Kluczowe jest to, że nawet jeśli system zostanie przebudowany, zaległości z obecnego abonamentu nie znikają automatycznie, w dyskusjach przewija się raczej scenariusz utrzymania ich w mocy i dalszej egzekucji. To podnosi temperaturę rozmów, bo ludzie słyszą o końcu abonamentu, a jednocześnie dowiadują się, że stare rachunki mogą zostać.

    Na dziś więc mamy dość paradoksalny obraz: system jest jednocześnie w wygaszaniu i w rozszerzaniu (interpretacyjnie) na nowe urządzenia. I to właśnie buduje frustrację, bo trudno zaakceptować reguły, które wyglądają jak rozwiązanie tymczasowe, ale działają bardzo konkretnie.

    I tu robi się ciekawie

    Najbardziej uderza mnie to, jak bardzo abonament RTV przestał być opłatą od posiadania telewizora, a stał się opłatą od faktu, że żyjemy w cyfrowym świecie. Smartfon jako telewizor brzmi absurdalnie na poziomie języka, ale w logice prawa, które lubi definicje funkcjonalne, to akurat zaskakująco spójne.

    Tylko że spójność formalna to jeszcze nie jest społeczna akceptacja. W praktyce większość ludzi płaci za treści w inny sposób: subskrypcjami, internetem, pakietami. A tu dostaje rachunek, który nie pyta, czy cokolwiek oglądasz, tylko czy możesz. To zmienia emocje wokół tematu z kolejnej opłaty na system, który nie nadąża, więc łapie wszystkich hurtem.

    Zobacz też