Słup LED Philips Hue Signe Gradient. Niech żyją ściany | TEST

Kiedy w maju testowałem pierwszy większy zestaw Philips Hue, spodziewałem się, że na jednej publikacji raczej się nie skończy. Tak obszernego ekosystemu nie da się opisać w kilku akapitach. Do mojego salonu trafiły wtedy żarówki, taśma LED Flux, mostek Bridge Pro i pilot Dimmer Switch. Taki komplet startowy. Było trochę eksperymentowania z kolorami, ustawiania scen i szukania odpowiedniego miejsca dla każdego elementu. Ostatecznie najbardziej spodobało mi się to, że po całej tej zabawie i początkowej fascynacji system zaczął funkcjonować w domu bez mojej ingerencji. Kilka ulubionych ustawień pełna automatyzacja.

Przyszła pora na Philips Hue Signe Pole. To długa, smukła lampa, którą można oprzeć o ścianę i wykorzystać do oświetlenia większego fragmentu pomieszczenia. Przyznaję, że początkowo miałem pewien problem ze znalezieniem jej odpowiedniego miejsca. W salonie jest już sporo sprzętu, a ustawienie niemal dwumetrowej listwy wymaga trochę kombinowania, przynajmniej w moim zapchanym salonie. Ostatecznie lampa wylądowała w towarzystwie gitary basowej, roślin, a poźniej obok kolumny głośnikowej. Jak się okazało, słup Signe całkiem dobrze się ze wszystkim dogaduje.

Dwa metry lampy i ani grama przesady

Signe Pole ma około 180 cm wysokości, a jej obudowa jest naprawdę wąska. Philips Hue postawił na aluminiową konstrukcję, która przypomina długą listwę świetlną. Żadnego klasycznego klosza, szerokiej podstawy czy ozdobników. Z jednej strony wygląda to bardzo nowocześnie, z drugiej — łatwo przeoczyć lampę, kiedy jest wyłączona. Mnie takie wzornictwo odpowiada. W salonie mam już wystarczająco dużo przedmiotów walczących o uwagę, więc kolejny nie jest mi szczególnie potrzebny. Signe wygląda schludnie, a dzięki niewielkiej średnicy można ją ustawić w dość wąskiej przestrzeni. Trzeba tylko pamiętać, że jej zadaniem jest oświetlanie ściany, więc nie ma sensu wciskać jej za meble, które zasłonią większość światła.

 

W pudełku znajdziemy również zasilacz i przewody. Sama lampa korzysta z niewielkiego modułu połączeniowego, a całość podłączamy do gniazdka. Montażu właściwie nie ma — wystarczy znaleźć miejsce i ustawić Signe pod odpowiednim kątem. Można się nieźle pobawić. Kilka centymetrów różnicy w ustawieniu potrafi zmienić rozkład światła na ścianie. Przy roślinach dochodzą jeszcze cienie liści, które potrafią wyglądać świetnie, ale równie dobrze zasłonić część kolorowego gradientu. Trochę przestawiania było, ale za to bez wiercenia i kołków.

Philips Hue Signe Pole Słup LED
Philips Hue Signe Pole Słup LED

Najlepiej wygląda, kiedy patrzymy obok niej

Signe Pole korzysta z oświetlenia gradientowego. W praktyce oznacza to, że na długości jednej lampy mogą pojawić się różne kolory, które płynnie przechodzą jeden w drugi. Nie musimy wybierać między czerwonym a niebieskim. Możemy mieć oba, a pomiędzy nimi jeszcze kilka odcieni. Na zdjęciach widać to najlepiej. Kolory rozlewają się po ścianie, a jeśli obok stoi roślina – nabiera zupełnie innego wyglądu. Przy takim oświetleniu zwykły narożnik salonu może wyglądać ciepło i kojąco, albo przypominać scenografię teledysku.

Zrobiłem też zdjęcia z dużo spokojniejszym, ciepłym światłem. I muszę przyznać, że właśnie te ustawienia podobają mi się najbardziej. Delikatna bursztynowa poświata wygląda naturalnie, nie męczy wzroku i dobrze pasuje do wieczornego siedzenia w salonie. Kolorowe gradienty są świetne do eksperymentowania, ale nie chciałbym przez cały tydzień mieszkać w czerwono-turkusowej scenerii.

Ciekawie wyszło również ustawienie Signe w pobliżu kolumny głośnikowej. Chłodny błękit podkreślił narożnik pomieszczenia i wyraźnie oddzielił go od reszty salonu. Warto jednak pamiętać, że końcowy efekt zależy od koloru ściany, odległości lampy i przedmiotów znajdujących się obok. Nie ma jednego ustawienia, które wszędzie będzie wyglądać identycznie.

Hue ma już swoje miejsce w moim telefonie

Przy okazji poprzedniego testu sporo pisałem o aplikacji Philips Hue, więc nie będę ponownie opowiadał, gdzie znajduje się każdy przycisk. Dodanie Signe do istniejącego systemu było naturalnym kolejnym krokiem. Na ekranie głównym mojego salonu widać już między innymi Hue Liane 360, taśmę Flux i nową lampę. Każdym urządzeniem mogę sterować osobno, ale znacznie ciekawsze są wspólne sceny.

W przypadku lampy Signe przydaje się edytor gradientów. Na kolorowym kole ustawiamy punkty odpowiadające poszczególnym fragmentom lampy. Można dobrać dwa podobne odcienie i uzyskać spokojne przejście albo zestawić kolory z przeciwnych końców palety. W aplikacji zmienimy również jasność, a przygotowane ustawienia zapiszemy do późniejszego wykorzystania.

Jest też galeria scen. „Kojący półmrok”?„Łagodne wzgórza”? „Zorza Polarna”? Proszę bardzo. To może być zestaw ciepłych barw inspirowanych zachodem słońca, albo zimnych imitujących prawdziwą zorzę polarną. Podobnych propozycji jest sporo. Niektóre wyglądają bardzo dobrze, inne są dla mnie zbyt intensywne. Na szczęście nie muszę korzystać z gotowych kompozycji, jeśli żadna nie pasuje do tego, co akurat chcę osiągnąć. Użytkownik ma możliwość zaprojektowania własnej kompozycji od zera.

W aplikacji znalazłem również efekty imitujące świecę, kominek czy błyszczące refleksy. Przykładowy kominek, wprowadza delikatnie pulsujące ciepło światło i sprawia, że ściana nie wygląda zupełnie statycznie. Nie zastąpi to prawdziwego ognia, ale przynajmniej nie trzeba później wynosić popiołu, tak?

Automatyzacja – coś co docenia się z czasem

Podczas pierwszych dni z Philips Hue sprawdzałem chyba wszystkie dostępne kolory. Teraz znacznie częściej korzystam z automatyzacji. W mojej aplikacji mam na przykład ustawioną pobudkę o 7:00 w dni powszednie i wieczorne zasypianie o 23:00. Chodzę spać różnie ale najczęściej maksymalnie do tej godziny zbieram się spać, nie muszę wtedy pamiętaj o wyłączaniu oświetlenia. Jest też symulacja obecności, która może sterować światłem podczas nieobecności domowników.

Signe można włączyć do tych samych scenariuszy. Nie potrzebuje osobnego harmonogramu ani kolejnej aplikacji. To duża zaleta, kiedy w domu działa już kilka urządzeń Hue. W moim przypadku najbardziej sensowne wydaje się korzystanie z Signe wieczorem. Ciepłe światło tworzy przyjemne tło, a jasność można zmniejszyć do naprawdę niskiego poziomu. Philips Hue deklaruje możliwość przyciemnienia nawet do 0,1%. Przy takim ustawieniu lampa może świecić bardzo subtelnie.

Doceniam również to, że nie muszę za każdym razem sięgać po telefon. W poprzednim teście chwaliłem pilot Dimmer Switch i zdania nie zmieniam. Lubie przyciski, a pilot jest dla mnie wygodniejszy od nawet najlepszej aplikacji. Zwłaszcza późnym wieczorem, kiedy ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest świecenie sobie po oczach kolejnym ekranem.

Philips Hue Signe Pole Słup LED
Philips Hue Signe Pole Słup LED

Ładnie świeci. Czy zastąpi zwykłą lampę?

Signe Pole oferuje do 2550 lumenów przy temperaturze barwowej 6500 K, a jej moc wynosi 20 W. To całkiem sporo jak na tak smukłą konstrukcję. Światło odbite od jasnej ściany może wyraźnie rozjaśnić część pomieszczenia, choć nie kupowałbym tego modelu z myślą o zastąpieniu głównego oświetlenia salonu.

Jego największą zaletą pozostaje możliwość tworzenia nastroju. Przy jasnym, neutralnym świetle sprawdzi się jako dodatkowe źródło oświetlenia, natomiast wieczorem można zmienić je w dyskretny element dekoracyjny. Zakres temperatur barwowych i dostępne sceny dają sporo swobody.

Warto pamiętać jednak, że Signe Pole jest przeznaczona do użytku wewnętrznego i ma klasę ochrony IP20. Nie można więc traktować jej jak lampy ogrodowej. Wbudowanego źródła LED nie wymienimy tak łatwo jak zwykłej żarówki. Do tego dochodzi przewód zasilający, który trzeba gdzieś poprowadzić. Przy minimalistycznym wyglądzie lampy taki kabel potrafi napsuć trochę krwi przy próbach ukrycia go – zależy jak bardzo jesteśmy uczuleni na takie detale.

No i wreszcie…cena. Philips Hue Signe Pole kosztuje około 1350 zł. To sporo pieniędzy za dodatkowe oświetlenie salonu, nawet jeśli bardzo efektowne. Z drugiej strony mamy tu rozbudowane sterowanie, gradienty, automatyzacje i integrację z całym ekosystemem. Każdy musi sam ocenić, ile jest gotów zapłacić za taki dodatek.

Philips Hue Signe Pole Słup LED
Philips Hue Signe Pole Słup LED

Signe dobrze odnalazła się w moim salonie

Po kilku miesiącach korzystania z Philips Hue, najbardziej cenię ten system za wygodę. Kolory nadal lubię, i będę lubić – szczególnie kiedy mam ochotę pobawić się aranżacją pokoju, ale na co dzień wybieram spokojniejsze ustawienia. Signe sprawdzi się również do takiego sposobu korzystania ze światła.

Największe wrażenie robią oczywiście gradienty kolorów i przeróżne efekty dynamicznego oświetlenia. Podoba mi się też smukła konstrukcja lampy. Nie zajmuje wiele miejsca, choć wymaga odpowiedniego ustawienia względem ściany. Warto to uwzględnić przed zakupem, bo w mocno zastawionym pomieszczeniu nie zawsze uda się uzyskać tak dobry efekt.

Czy kupiłbym ją jako pierwsze urządzenie Philips Hue? Ja raczej zacząłbym od czegoś bardziej uniwersalnego – na przykład taśma LED. Jeśli jednak nie chcesz rozpoczynać przygody z ekosystemem Hue od montowania zasilania przy sufici, lampa LED Signe jest prostsza, minimalistyczna i zwyczajnie ciekawsza kiedy podstawowe oświetlenie mamy już zorganizowane i chcemy dodać do niego coś dekoracyjnego.

W moim salonie znalazła swoje miejsce obok pozostałych urządzeń Hue. I choć podczas testów chętnie sprawdzałem wszystkie dostępne kolory, najwięcej satysfakcji daje mi jej zwykłe, ciepłe wieczorne światło.

Rafał
Rafał
Właściciel / Redaktor Naczelny Numag.pl / Pasjonat brytyjskiej muzyki i włoskiej motoryzacji. Od ponad 10 lat zajmuje się dziennikarstwem technologicznym, specjalizuje się w testach elektroniki użytkowej i trendach w branży IT

Zobacz też