MOVA G70 Station to odkurzacz, który jest pełnoprawnym następcą dużego, przewodowego klamota z szafy. Ma siłę ssania, która spokojnie wystarcza na generalne porządki, głowicę docierającą pod meble i pod same listwy oraz stację, która po każdym sprzątaniu sama opróżnia pojemnik i ładuje baterię. W teorii to taki system, który ma sprawić, że odkurzanie stanie się raczej odruchem sięgnięcia po gotowy sprzęt niż małą operacją logistyczną z kablami, workami i rozsypanym przy koszu kurzem.
To urządzenie jest więc skierowane do osób, które często sprzątają całe mieszkanie albo dom, a nie tylko przelatują po panelach raz na tydzień. G70 Station obiecuje połączenie trzech rzeczy, które rzadko chodzą w parze: siły ssania zbliżonej do klasycznego odkurzacza, wygody bezprzewodowego sticka i komfortu systemu, który sam dba o swój pojemnik na kurz. Pytanie brzmi, czy w praktyce faktycznie można zapomnieć o starym odkurzaczu przewodowym i zostawić w domu tylko ten zestaw?
Konstrukcja, zestaw i pierwsze wrażenia
W wersji G70 Station dostajesz komplet, który faktycznie ma zastąpić klasyczny odkurzacz przewodowy. W pudełku jest korpus odkurzacza, teleskopowa rura ze sporą regulacją długości, główna elektroszczotka do podłóg, dodatkowa szczotka, dłuższa ssawka szczelinowa, końcówka 2w1 i akcesoria do przechowywania. Do tego dochodzi sama stacja z wbudowanym workiem na kurz i modułem ładowania.
Korpus odkurzacza waży niespełna dwa kilogramy, więc jak na sprzęt tej klasy jest zaskakująco lekki, a w połączeniu z rurą i głowicą nadal da się nim wygodnie operować jedną ręką. Całość jest utrzymana w charakterystycznej dla MOVA stylistyce – matowa czerń, proste kształty, wyraźny, czytelny ekran, zero przesadnych ozdobników. To jest ten rodzaj sprzętu, który może spokojnie stać na widoku w salonie obok stacji i nie będzie wyglądał jak przypadkowy garażowy odkurzacz.

Stacja dokująca to smukły słupek, który nie zajmuje dramatycznie dużo miejsca na podłodze, ale robi swoje w środku. Ma własny silnik o dużej mocy, który przy każdym odstawieniu odkurzacza zasysa zawartość niewielkiego pojemnika na kurz z korpusu i przenosi wszystko do dużego, szczelnego worka w środku. To rozwiązanie celuje w dwie grupy: alergików, którzy nie chcą mieć twarzy w chmurze pyłu przy każdym opróżnianiu, oraz osoby, które po prostu nie cierpią kontaktu z brudnym pojemnikiem.
Ramię sprzątające, manewrowość i szczotka
Najbardziej charakterystyczny element G70 to głowica z tzw. zerową szczeliną przy ścianie. Przód szczotki został tak zaprojektowany, że można prowadzić ją praktycznie na styk przy listwie, szafce czy nodze stołu, zamiast zostawiać wzdłuż ściany ten klasyczny, wąski pasek paprochów. Po kilku przejazdach w wąskich korytarzach albo przy zabudowie kuchennej szybko widać, że to nie jest marketing, tylko realna funkcja – kurz i okruchy znikają tuż spod listwy, bez poprawiania małą końcówką.
Przegub głowicy ma bardzo duży zakres ruchu, więc odkurzacz kładzie się niemal na płasko. Dzięki temu da się nim realnie wjechać pod łóżko, sofę czy niską komodę bez siłowania się z nadgarstkiem. Teleskopowa rura pracuje w kilku zakresach długości, co ułatwia dopasowanie sprzętu i do wzrostu użytkownika, i do zadania – w jednej chwili ogarniasz podłogi, a za moment dosięgasz górne listwy, karnisz albo pajęczyny pod sufitem.

Główna szczotka jest podwójna i uniwersalna. Łączy miękkie elementy dobrze współpracujące z panelami czy płytkami oraz bardziej agresywną strukturę, która potrafi wyczesać brud z dywanu. Dzięki temu nie trzeba za każdym razem zmieniać końcówki przy przejściu z salonu w dywanach do kuchni z gresem. Na froncie głowicy znajduje się także mocne oświetlenie. Szeroki kąt świecenia podświetla kurz i włosy na podłodze dużo lepiej niż klasyczne małe diody – dopiero wtedy widać, ile faktycznie zbiera się przy listwach, pod szafkami czy na ciemnych panelach.
Na samym wałku zastosowano elementy, które mają ograniczać wkręcanie się długich włosów i sierści. W domu, gdzie ktoś ma długie włosy albo mieszka pies czy kot, działa to zauważalnie – wałek co prawda nie jest magicznie samoczyszczący, ale wymaga dużo mniej walki z nożyczkami niż w typowych szczotkach.

Skuteczność odkurzania
Sercem odkurzacza jest bezszczotkowy silnik wysokich obrotów o mocy nominalnej 700 W. Producent deklaruje siłę ssania rzędu 225 airwatów i podciśnienie w okolicach trzydziestu kilku kilopaskali, co w praktyce przekłada się na bardzo konkretne odkurzanie. Na twardych podłogach G70 zbiera nie tylko lekki kurz, ale też cięższe rzeczy – piasek z korytarza, żwirek wysypany z kuwety, drobne kamyki przy wejściu. Na dywanach, zwłaszcza w trybie Auto albo maksymalnym, czuć wyraźnie, jak głowica przykleja się do podłoża, a po sprzątaniu w pojemniku zostaje mieszanka kurzu, włosów i tego, co często zostaje w runie po przejeździe tańszego odkurzacza.
Tryb automatyczny korzysta z czujników, które analizują, po jakiej powierzchni porusza się szczotka. Kiedy wjeżdżasz na dywan, siła ssania rośnie, a przy powrocie na panele spada, żeby oszczędzać energię. W codziennym sprzątaniu to naprawdę wygodne – zamiast pamiętać o przełączaniu trybów, po prostu jeździsz po mieszkaniu, a elektronika robi swoje.

Pod względem realnej skuteczności G70 zachowuje się jak pełnoprawny następca dużego odkurzacza przewodowego. To nie jest model, który nadaje się tylko do szybkiego odkurzania kuchni, tylko sprzęt, którym można spokojnie ogarnąć całe mieszkanie lub dom.
Tryby pracy i czas działania na baterii
Odkurzacz oferuje kilka trybów pracy, od najoszczędniejszego, przez tryb pośredni, po auto i maksymalny. Najsłabszy tryb sprawdza się przy przelotnym odświeżaniu podłogi, kiedy gdzieś tam nazbierał się lekki kurz, ale nie ma większych zabrudzeń. Tryb pośredni jest najbardziej uniwersalny – wystarczająco mocny, żeby porządnie sprzątnąć mieszkanie, ale nadal rozsądny dla baterii. Tryb auto, jak wspomniałam wyżej, sam dopasowuje siłę ssania do podłoża i stopnia zabrudzenia, a tryb maksymalny to już tryb specjalny do dywanów, sierści i plam piasku po wejściu z podwórka.
Akumulator składa się z ośmiu ogniw o pojemności 2500 mAh każde. W praktyce oznacza to nawet do dziewięćdziesięciu minut pracy na najniższej mocy z lekkimi końcówkami i około pięćdziesięciu minut z główną elektroszczotką w trybie standardowym. Przy typowym mieszkaniu rzędu sześćdziesięciu–osiemdziesięciu metrów kwadratowych spokojnie da się sprzątnąć całość w jednym podejściu bez doładowywania. Sam czas ładowania nie jest kluczowy, bo G70 i tak większość czasu spędza w stacji, gdzie doładowuje się automatycznie po każdym odłożeniu.

Stacja dokująca – mały system centralny
To, co odróżnia wersję Station od zwykłego G70, to właśnie stacja dokująca. Jej rola nie sprowadza się tylko do przechowywania i ładowania odkurzacza. W środku jest mocny silnik, który przy każdym zaparkowaniu odkurzacza uruchamia kilkusekundowy cykl odsysania. W tym czasie zawartość niewielkiego pojemnika na kurz w korpusie jest zasysana przez wąż do dużego worka schowanego w stacji.
Worki są szczelne i mają antybakteryjną powłokę. Przy wyjmowaniu zamykają się, więc nie masz do czynienia z chmurą pyłu – po prostu wyciągasz worek i wyrzucasz go jak klasyczny worek z odkurzacza workowego. Sam wlot pojemnika w odkurzaczu jest wyposażony w element zgarniający, który przy każdym opróżnianiu czyści krawędzie kanału, ograniczając osadzanie się kurzu.
Taki system ma dwa skutki. Po pierwsze, naprawdę ogranicza kontakt z pyłem – szczególnie ważne przy alergiach i w domach, gdzie często się sprząta. Po drugie, odkurzacz jest zawsze gotowy. Nie ma sytuacji, w której sięgasz po sprzęt, a on jest po sam korek i trzeba najpierw lecieć nad kosz. W praktyce pamiętasz tylko o tym, żeby raz na kilka tygodni wymienić worek w stacji.

Filtracja i czystsze powietrze w domu
G70 Station ma bardzo rozbudowany system filtracji. Powietrze przechodzi przez kilka filtrów – od wstępnej separacji cyklonicznej większych zanieczyszczeń, przez metalowe i siatkowe elementy, aż po filtr HEPA wysokiej klasy. Producent deklaruje zatrzymywanie ponad 99,9 proc. drobnych cząsteczek kurzu i alergenów, które normalnie fruwają w powietrzu przy odkurzaniu.
Dodatkowym ułatwieniem jest ręczny mechanizm oczyszczania filtra. Wystarczy przesunąć pierścień w górę, żeby wewnętrzny skrobak strząsnął kurz z powierzchni filtra do pojemnika na śmieci. Nie trzeba go od razu wyjmować i myć – to można zrobić co jakiś czas, już na spokojnie. Całość wspiera się zresztą na tym, że spora część brudu ląduje w worku w stacji, więc pojemnik i filtry zapychają się wolniej niż w zwykłych konstrukcjach.
W domu, gdzie ktoś jest wrażliwy na kurz albo są dzieci, to odczuwalna różnica – w czasie odkurzania mniej pyłu wraca do powietrza, a przy opróżnianiu pojemnika praktycznie w ogóle go nie widzisz.

Obsługa w praktyce
Na rękojeści odkurzacza znajduje się czytelny wyświetlacz, na którym widzisz wybrany tryb, stan baterii i komunikaty systemowe. Obsługa jest prosta – raz włączasz i odkurzacz pracuje cały czas, nie musisz trzymać spustu. Przełączanie trybów odbywa się kciukiem, więc można to robić w locie, bez przerywania pracy.
Długość rury łatwo dopasować do swojego wzrostu, co jest bardzo ważne, jeśli z jednego sprzętu korzystają osoby o różnym wzroście. Wymiana końcówek jest klasyczna – przycisk, klik, już. Pojemnik na kurz w korpusie można otworzyć jednym ruchem nad koszem, jeśli akurat nie chcesz korzystać ze stacji lub odkurzacz jest w innym pomieszczeniu. Elementy, które mają kontakt z brudem, da się rozebrać i przepłukać, co jest przydatne przy sprzątaniu czegoś bardziej problematycznego, jak np. rozsypana karma dla psa zmieszana z piaskiem.
Oświetlenie w głowicy uruchamia się automatycznie, gdy sprzątasz przy podłodze, więc niczym nie trzeba dodatkowo sterować. W praktyce po kilku sprzątaniach łapiesz się na tym, że już nie chcesz wracać do głowic bez lampki – ilość niespodzianek przy listwach i pod meblami jest zupełnie inna, kiedy widzisz wszystko w ostrym świetle.

Muszę się jednak przyczepić do rozwiązania podstawki, którą podpinamy pod stację, na której montuje się dodatkowe końcówki. Przy lekkim przesuwaniu stacji potrafi ona odczepić się nieproszona. Nie jest to jednak większy problem patrząc na to, że stacja zajmuje w naszym domu raczej jedno stałe miejsce i przesuwana jest tylko czasem, aby pod nią posprzątać.
Hałas i kultura pracy
Przy pełnej sile ssania G70 potrafi być głośny, ale to jest głośność typowa dla mocnych odkurzaczy – nic szokującego, po prostu czuć, że pracuje solidny silnik. W trybach słabszych i w automacie, gdy poruszasz się po twardych podłogach, dźwięk jest znacznie łagodniejszy i dużo bliżej mu do nowoczesnych konstrukcji premium niż do tanich, wyjących rurkowców.
Najbardziej wyróżnia się dźwięk stacji przy opróżnianiu pojemnika. Ten krótki strzał mocy jest głośniejszy, bardziej przypomina intensywnie pracujący wyciąg. To trwa kilka sekund i da się to zaplanować – jeśli sprzątasz późno wieczorem, po prostu możesz odłączyć odkurzacz od stacji rano, żeby nie budzić nikogo dodatkowym hałasem.

Dla kogo G70 Station ma największy sens?
Ten zestaw najbardziej sprawdzi się w domach i mieszkaniach, gdzie sprzątanie to nie jest pięć minut w tygodniu, tylko regularna, konkretna robota. Jeśli masz dywany, zwierzęta, wiecznie naniesiony piasek w korytarzu i ogólnie wkurza cię ciągłe opróżnianie pojemnika, G70 Station ma szansę realnie zmienić komfort. Docenią go też osoby z alergią – tutaj i filtracja, i zamknięty worek w stacji pracują na twoją korzyść.
Jeżeli mieszkasz na małej powierzchni, masz same płytki i odkurzasz raz na jakiś czas z doskoku, może się okazać, że zwykły, tańszy G70 bez stacji w zupełności wystarczy. Wersja Station naprawdę pokazuje przewagę tam, gdzie sprzęt jest w użyciu często, a wygoda i higiena są wysoko na liście priorytetów.

Cena, koszty i czy warto?
Na stronie producenta zestaw MOVA G70 Station + G70 kosztuje obecnie 1299 zł w cenie promocyjnej, przy czym regularna cena katalogowa wynosiła 1749 zł. Sam odkurzacz MOVA G70 bez stacji jest wyceniony podczas promocji na 999 zł. Różnica mniej więcej 300 zł to realny koszt dołożenia stacji, która przejmuje na siebie ładowanie, przechowywanie i automatyczne opróżnianie pojemnika. W praktyce płacisz właśnie za to, żeby nie wysypywać kurzu ręcznie i mieć sprzęt, który po każdym odkurzaniu wraca do stanu zero bez twojej ingerencji.
W porównaniu z innymi mocnymi odkurzaczami bezprzewodowymi ze stacjami autoopróżniającymi MOVA wypada agresywnie cenowo – szczególnie biorąc pod uwagę moc ssania 225 AW, akumulator do 90 minut pracy i wielostopniową filtrację z filtrem HEPA. Do tego dochodzą koszty eksploatacyjne w postaci wymiennych worków do stacji i okresowej wymiany filtrów, ale są to wydatki rozłożone w czasie, liczone raczej w dziesiątkach złotych na miesiące.
Biorąc pod uwagę oszczędność czasu, mniejszy kontakt z kurzem i fakt, że G70 Station spokojnie może zastąpić duży odkurzacz przewodowy, stosunek ceny do możliwości wypada bardzo sensownie.
