Polski rynek inteligentnych urządzeń sprzątających już dawno przestał przypominać spokojną półkę z odkurzaczami, na której wszystko różni się głównie kolorem obudowy i wysokością rabatu. Dziś to jedna z tych kategorii elektroniki użytkowej, gdzie producenci próbują sprzedawać nie tylko sprzęt, ale wręcz małe domowe systemy logistyczne. Jonr wchodzi do tej gry z dość czytelnym komunikatem: nie chce być jedną z wielu anonimowych marek od sprzątania, tylko firmą, która buduje własną pozycję na technologii, produkcji i szybkim skalowaniu. Według informacji z materiału prasowego marka pod 2022 roku do 2024 r. miała zwiększyć sprzedaż o 800 proc. rok do roku!
To wejście nie jest też pojedynczym eksperymentem ograniczonym do Polski. Dystrybucją zajmuje się Upun, i to nie tylko na naszym rynku, ale szerzej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – od Polski po kraje bałtyckie, Czechy, Słowację i Węgry. Z biznesowego punktu widzenia to ważny szczegół, bo pokazuje, że nie chodzi wyłącznie o sprawdzenie, czy Polacy klikną zakup w sklepie internetowym, lecz o budowę przyczółka w całym regionie. Jonr deklaruje przy tym ambitny cel: do 2029 roku chce znaleźć się w globalnej czołowej trójce w segmencie robotów sprzątających i urządzeń wet&dry, a w Europie sięgnąć po 15–20% udziału w rynku.
Brzmi odważnie, ale właśnie tak dziś mówi większość marek, które chcą wybić się w AGD premium i aspirującym do premium. Różnica polega na tym, czy za tym sloganem stoi coś więcej niż katalog obietnic. W przypadku Jonr firma mocno akcentuje to, że nie opiera się wyłącznie na zewnętrznych producentach ODM, lecz kontroluje własne zakłady i zaplecze badawczo-rozwojowe. To nie gwarantuje sukcesu, ale daje przewagę w tempie rozwoju i większą kontrolę nad produktem. W świecie robotów sprzątających, gdzie coraz więcej urządzeń wygląda podobnie na zdjęciach, a zaczyna różnić się dopiero w detalach pracy, takie zaplecze może mieć większe znaczenie, niż sugeruje sam marketing.



