More

    Robot koszący, który nie głupieje pod drzewami? W 2026 to ma być standard

    Robotyczne kosiarki w ostatnich dwóch sezonach przestały być ogrodowym gadżetem dla fanów nowinek, a stały się odpowiedzią na bardzo prozaiczny problem: kto raz układał przewód graniczny w trawniku, ten wie, że instalacja potrafi zjeść cały weekend… i nerwy. Dlatego najciekawszy kierunek na 2026 rok jest prosty: wyjmujesz z pudełka, stawiasz na trawie i zaczynasz mapowanie w aplikacji. Bez kabli, bez masztów, bez kombinowania.

    Nowa generacja Navimow wchodzi do Polski właśnie z takim założeniem – i co ważne, nie próbuje wygrać samą specyfikacją. Tu chodzi o to, żeby robot nie głupiał w wąskich przejściach, nie tracił orientacji pod drzewami i nie orał darni przy zawracaniu.

    Dlaczego bez kabla to dziś najważniejszy standard?

    Przewód graniczny był przez lata fundamentem robotów koszących, ale w praktyce to też ich największa wada. Ogród żyje: dosypujesz ziemi, przesuwasz obrzeże, dokładasz rabatę, stawiasz basen na lato. Każda taka zmiana w tradycyjnym układzie oznacza poprawki w instalacji, a to jest dokładnie ten moment, w którym automatyzacja przestaje być automatyczna.

    W podejściu bezprzewodowym największą przewagą staje się nie sama technologia pozycjonowania, tylko elastyczność. Gdy granice są wirtualne, łatwiej też myśleć o koszeniu jak o usłudze: wykluczasz strefy, ustawiasz harmonogramy dla różnych fragmentów działki, korygujesz mapę bez przekopywania połowy trawnika. W tej filozofii mieści się też trend koszenia do krawędzi, bo robot ma realnie rozumieć geometrię ogrodu, a nie tylko jechać gdzie kabel pozwoli.

    fot. Segway Navimow

    Co konkretnie wnosi nowa rodzina Navimow na 2026?

    Wspólny mianownik całej nowej gamy to szybkie mapowanie i praca bez przewodu granicznego: robot ma sam zbudować mapę, a Ty możesz podzielić ogród na wiele stref i osobno nimi zarządzać. Do tego dochodzi mocny nacisk na manewrowanie bez niszczenia darni – czyli zwroty w miejscu i kontrola trakcji na śliskiej nawierzchni.

    Drugi wątek, dużo bardziej życiowy, to walka z dwoma klasycznymi porażkami robotów: utratą sygnału pod gęstymi koronami drzew oraz problemami w narożnikach i wąskich przejściach. Właśnie tu pojawia się LiDAR i rozwiązania oparte o łączenie kilku metod pozycjonowania, żeby urządzenie nie stawało bezradnie w cieniu satelitarnym.

    Mały ogród, trudny teren: i2 AWD i i2 LiDAR

    Najbardziej „polska” część premiery to segment do 500–2000 m², bo to dokładnie metraż wielu przydomowych trawników. W serii i2 AWD kluczowa jest trakcja: napęd ma pomagać na nierównościach, zboczach i miejscach, gdzie koła potrafią się uślizgnąć na mokrej trawie. Ciekawie brzmi też podejście do oszczędzania energii – dodatkowy napęd ma się włączać tylko wtedy, gdy faktycznie jest potrzebny, zamiast pracować non stop.

    Z kolei i2 LiDAR celuje w ogrody z przeszkodami – drzewa, krzewy, prześwity między rabatami, ścieżki, w których robot ma się zachowywać bardziej jak odkurzacz w salonie. Jeśli urządzenie potrafi sensownie mapować otoczenie i stabilnie pracować tam, gdzie sygnał satelitarny bywa chimeryczny, to jest to realna różnica w codziennym użytkowaniu, a nie tylko marketingowy dopisek.

    fot. Segway Navimow / model i2 LDR Pro

    W Polsce modele i2 AWD i i2 LiDAR mają być dostępne od 3 lutego 2026 r. Wyceny startują (w zależności od wariantu i rekomendowanej powierzchni) od ok. 3899 zł dla podstawowych modeli i2 AWD, a i2 LiDAR wchodzi od ok. 5199 zł, przy czym wyższe wersje rosną wraz z deklarowaną powierzchnią.

    Duże i skomplikowane trawniki: H2 oraz X4

    Wyżej pozycjonowana H2 ma być odpowiedzią na ogrody, które są trudne z natury: nieregularny kształt, przesmyki, drzewa, strefy zacienione i wieczorne koszenie. Liczy się nie tyle szybkość, co odporność na sytuacje, w których robot gubi się dokładnie wtedy, gdy Ty nie masz ochoty go ratować. Tu wchodzą rozwiązania łączące różne metody lokalizacji i wykrywanie drobnych przeszkód, żeby sprzęt nie traktował wszystkiego jak niewidzialnej ściany.

    Seria X4 jest opcją do intensywnego koszenia dużych trawników, z mocnym naciskiem na wydajność i pracę na stromych zboczach – to ten przypadek, gdy ogród wygląda pięknie, ale jest koszmarem dla kółek i przyczepności. Jeśli producent faktycznie dowozi stabilne manewrowanie na pochyłościach i koszenie do krawędzi bez zostawiania pasa do podkaszarki, to X4 może być sprzętem, który zmienia sposób myślenia o automatycznej pielęgnacji dużych działek.

    fot. Segway Navimow / model H2

    Wybrane modele i2 LiDAR Pro oraz X4 mają pojawić się w Polsce od 31 marca 2026 r., z cenami sięgającymi ok. 10 899 zł i 13 899 zł dla najmocniejszych wariantów X4, zależnie od wersji i powierzchni.

    Profesjonalna skala: Terranox i zarządzanie flotą

    Najciekawszy zwrot akcji jest jednak gdzie indziej: wejście w segment profesjonalny. Terranox to już nie robot do ogrodu, tylko narzędzie do utrzymania dużych terenów – mówimy o powierzchniach liczonych w dziesiątkach tysięcy metrów kwadratowych i o pracy, którą zwykle robi człowiek z kosiarką samojezdną (albo ekipa).

    fot. Segway Navimow / model Terranox

    Tu liczy się nie tylko hardware, ale też oprogramowanie do zarządzania: zdalny podgląd, kontrola stanu urządzenia i zarządzanie kilkoma maszynami naraz, serwis i wsparcie w modelu dla biznesu. Jeśli ten element jest dopracowany, to roboty koszące zaczynają przypominać flotę autonomicznych maszyn – i właśnie w tym kierunku idzie rynek, bo koszt pracy i dostępność ludzi do pielęgnacji zieleni potrafią być większym problemem niż sama technologia.

    Co to może zmienić na Polskim rynku?

    W praktyce ta premiera ustawia poprzeczkę w dwóch miejscach. Po pierwsze koszenie ogrodów przestaje być luksusem dla najdroższych modeli – schodzi do segmentu, w którym zakupy robi większość właścicieli domów. To będzie wymuszało na konkurencji lepsze mapowanie, stabilniejszą nawigację i sensowniejszą obsługę w aplikacji, bo użytkownicy szybko porównują: czy robot radzi sobie w cieniu, czy stoi i czeka, aż niebo łaskawie się przejaśni.

    fot. Segway Navimow / model X4

    Po drugie, rośnie znaczenie bezpieczeństwa i łączności. Robot koszący to sprzęt zostawiany samemu sobie, często na widoku, więc ochrona przed kradzieżą i sensowne lokalizowanie urządzenia przestają być dodatkiem. Jeżeli da się to połączyć z wygodną kontrolą stref i prostą zmianą mapy, to kosiarka przestaje być urządzeniem sezonowym, a staje się elementem domowej automatyki – takim, którego nie chcesz wymieniać co dwa lata.

    Źródło: Informacja prasowa

    Zobacz też