Nie potrzebuję ciszy absolutnej podczas biegu. Poproszę więcej takich otwartych słuchawek

Słuchawki w ostatnich latach nauczyły nas jednej rzeczy: im skuteczniej odcinają od świata, tym lepiej. W metrze, samolocie, biurze czy podczas pracy z domu to bywa zbawienne. Ale na rowerze, podczas biegania po mieście albo zwykłego spaceru z psem pełne odcięcie od otoczenia zaczyna być bardziej problemem niż luksusem. I chyba właśnie dlatego słuchawki otwarte powoli przestają wyglądać jak niszowa ciekawostka dla audioentuzjastów, a coraz częściej trafiają do zwykłych użytkowników.

Nothing dorzuca do tego segmentu nową, niebieską wersję Ear (open). Nie jest to nowa generacja ani model po większym liftingu technicznym, tylko świeży wariant kolorystyczny znanych już słuchawek. Sama zmiana jest jednak na tyle charakterystyczna, że dobrze wpisuje się w styl marki, która od początku lubiła projektować elektronikę trochę bardziej „do patrzenia”, a trochę mniej według zasady: czarne, białe, bezpieczne. Ear (open) Blue kosztują 99 euro, czyli około 421 zł, i są już dostępne w sprzedaży.

Słuchawki, które nie zamykają świata na klucz

Konstrukcja open-ear ma jedną podstawową zaletę: muzyka, podcast albo rozmowa telefoniczna nie wygrywają całkowicie z rzeczywistością. Nadal słychać samochód nadjeżdżający z boku, dzwonek roweru, komunikat na peronie czy kogoś, kto próbuje zwrócić naszą uwagę. W przypadku osób aktywnych brzmi to dużo rozsądniej niż kolejny wyścig o to, kto lepiej wytnie szum miasta.

Biegacz na ścieżce rowerowej, rowerzysta przecinający osiedlowe uliczki, ktoś idący wieczorem przez centrum – to są sytuacje, w których „świadomość otoczenia” przestaje być hasłem z pudełka, a zaczyna mieć praktyczne znaczenie. Ear (open) korzystają z technologii Open Sound, a kierunkowe głośniki i system Sound Seal mają ograniczać uciekanie dźwięku na zewnątrz. Tę ostatnią obietnicę, jak zawsze przy konstrukcjach otwartych, najlepiej weryfikować w codziennym użyciu, ale sam kierunek jest zrozumiały: dać użytkownikowi trochę prywatności, nie odbierając mu kontaktu z otoczeniem.

fot. Nothing

Komfort ważniejszy

Nothing akcentuje sportowy charakter Ear (open) Blue i tu trudno się dziwić. Każda słuchawka waży 8,1 grama, ma silikonowy zaczep na ucho, a cała konstrukcja opiera się w trzech punktach. Producent ustawił ją pod kątem 50 stopni, tak aby przetwornik znalazł się nad kanałem słuchowym, ale bez wciskania czegokolwiek do środka. To detal, który osobom przyzwyczajonym do dokanałowych modeli może wydawać się drobiazgiem, dopóki nie przypomną sobie treningu w upale i tego irytującego momentu, gdy trzeba co kilka minut poprawiać słuchawkę.

Otwarte modele mają swoje ograniczenia, zwłaszcza w głośnym otoczeniu. Nie stworzą prywatnej bańki jak dobre słuchawki z ANC, a bas z natury rzeczy nie będzie pracował tak samo jak w szczelnie osadzonych pchełkach. Tyle że nie każdy scenariusz wymaga od sprzętu koncertowego odcięcia od świata. Czasem ważniejsze jest, żeby słuchawki nie męczyły po godzinie, nie drażniły kanału słuchowego i nie prowokowały do ciągłego sprawdzania, czy jeszcze siedzą na miejscu.

fot. Nothing

Bateria, rozmowy i kilka funkcji, które się przydają

Pod względem parametrów Nothing nie robi rewolucji, ale zestaw jest solidny. Ear (open) Blue mają działać do 30 godzin z etui, a 10 minut ładowania ma zapewniać do 10 godzin słuchania. W praktyce ten drugi wynik jest szczególnie wygodny dla osób, które przypominają sobie o rozładowanym sprzęcie tuż przed wyjściem. Do tego dochodzi Dual Connection, tryb niskich opóźnień oraz aplikacja Nothing X z 8-pasmowym korektorem i gotowymi ustawieniami dźwięku. Użytkownicy urządzeń z Nothing OS dostają także głosowy dostęp do ChatGPT przez słuchawki.

Ciekawie wygląda też odporność IP54, czyli zabezpieczenie przed kurzem i zachlapaniem. Pot, lekki deszcz, trening na zewnątrz – właśnie tu taki certyfikat ma znaczenie.

fot. Nothing

Niebieskie Nothing Ear (open) nie przewracają rynku słuchawek do góry nogami. Nie muszą. To estetyczna aktualizacja modelu, który sam w sobie pokazuje większą zmianę: po latach zachwytu nad maksymalnym odcięciem od świata coraz częściej szukamy elektroniki mniej agresywnej wobec codzienności. Takiej, która pomaga, ale nie zasłania wszystkiego dookoła.

Trudno mi się temu dziwić. Muzyka podczas biegu jest świetna, podcast na spacerze też. Ale możliwość usłyszenia auta, roweru albo własnego otoczenia bywa ważniejsza niż idealnie szczelna scena dźwiękowa. Ear (open) Blue nie będą słuchawkami dla każdego. W zatłoczonym tramwaju klasyczne ANC nadal wygra bez walki. Na trasie biegowej, podczas jazdy na rowerze albo w codziennym ruchu po mieście ten kompromis może jednak okazać się znacznie rozsądniejszy.

Zobacz też