Szybkie buty do codziennego biegania, które nie każą od razu walczyć o życiówkę. To lubię

W butach do biegania ostatnich lat łatwo było odnieść wrażenie, że bez karbonowej płytki człowiek właściwie powinien zostać w domu. Nawet modele treningowe coraz częściej dostawały rozwiązania kiedyś zarezerwowane dla startówek, a „dynamiczny” zaczęło znaczyć niemal to samo co „usztywniony i bardziej wymagający”. Dlatego nowa Puma Deviate Pure Nitro wydaje mi się ciekawa już na poziomie pomysłu. Ma być lekka, szybka i sprężysta, ale bez płytki, która dla jednych jest wybawieniem, a dla innych po kilku kilometrach staje się przypomnieniem, że noga nie zawsze chce pracować według planu inżyniera.

Puma wprowadza ten model do rodziny Deviate, lecz ustawia go trochę obok klasycznej ścieżki „im bardziej wyścigowo, tym lepiej”. Deviate Pure Nitro ma zadebiutować globalnie 4 czerwca w cenie 150 euro, czyli około 637 zł. W tej kwocie producent nie proponuje kolejnej namiastki startówki, tylko but treningowy dla osób, które lubią pobiec szybciej, ale nadal chcą czuć, że to one prowadzą krok, a nie geometria podeszwy.

Puma wyjmuje płytkę i wcale nie rezygnuje z ambicji

Deviate Pure Nitro bazują na zaktualizowanej piance NITROFOAM, bez karbonowej lub kompozytowej płytki PWRPLATE znanej z innych modeli Deviate. To główna zmiana, ale zarazem najważniejsza deklaracja. Puma nie rezygnuje z szybszego charakteru, tylko próbuje osiągnąć go inną drogą: przez niską masę, sporą ilość pianki i geometrię, która nadal ma zachęcać do żwawszego przetaczania stopy.

Męska wersja w rozmiarze UK 8 waży 220 gramów, damska w UK 4,5 – 180 gramów. To bardzo lekko jak na but treningowy z podeszwą o wysokości 38 mm pod piętą i 30 mm pod przodostopiem. Drop wynosi 8 mm. Puma nie idzie więc w minimalizm ani w surowy „kontakt z podłożem”, ale też nie buduje ciężkiego kapcia do spokojnego człapania. To ma być model do biegania częściej i bardziej różnorodnie: od szybszych akcentów po dłuższe wybiegania, kiedy chcemy mieć pod stopą coś żywszego niż klasyczny daily trainer.

Mam wrażenie, że właśnie takich butów wielu amatorom brakowało. Nie wszyscy potrzebują treningówki z płytką, która podczas każdego tempa sugeruje: „no dalej, pracuj mocniej”. Czasem przyjemniej mieć sprężystość bez usztywnienia. But, który pomaga, ale nie narzuca charakteru całemu treningowi.

Super trainer, ale bez miny sprzętu dla półprofesjonalistów

Deviate Pure Nitro trafiają do kategorii, którą coraz częściej określa się jako super trainery. To buty mocniej zaawansowane niż zwykłe modele do codziennego biegania, ale mniej wyspecjalizowane niż startówki. Rynek zrobił się tu zresztą bardzo ciekawy. Obok siebie stoją dziś Adidas Boston 13, Nike Zoom Fly 6, ASICS Superblast 2 czy adidas Adizero Evo SL, a każdy z nich trochę inaczej odpowiada na pytanie: jak dać biegaczowi „więcej”, nie zamieniając zwykłego treningu w symulację zawodów?

Puma stawia na wersję bardziej naturalną. Brak płytki może być odczytany jako brak jednego efektownego punktu w specyfikacji, ale dla części biegaczy to będzie zaleta. Takie buty zwykle łatwiej polubić na różnych prędkościach. Nie trzeba ich „odpalać” dopiero przy konkretnym tempie, nie sprawiają też tak często wrażenia, że na wolnym biegu ktoś założył narty do spaceru po osiedlu. Oczywiście ostatecznie wszystko zweryfikują testy, bo sama pianka potrafi przesądzić o odbiorze modelu bardziej niż obecność lub brak płytki. Na papierze kierunek wydaje się jednak bardzo sensowny.

Komfort nie został potraktowany jak nudny dodatek

W szybszych butach treningowych komfort bywa omawiany trochę z obowiązku, między „zwrotem energii” a „napędem”. Tu Puma wyraźnie pilnuje, żeby Deviate Pure Nitro nie były modelem efektownym tylko przez pierwsze 20 minut biegu. Cholewka została wykonana z technicznej siateczki, język jest wyściełany, podobnie jak kołnierz wokół pięty. To drobiazgi, które w specyfikacji nie brzmią widowiskowo, ale przy dłuższym treningu potrafią zadecydować, czy po godzinie nadal myślimy o rytmie, czy już tylko o tym, gdzie coś zaczyna obcierać.

Do tego dochodzi podeszwa z gumą PUMAGRIP. Ta technologia ma już dobrą opinię w butach Pumy za przyczepność na mokrym asfalcie, więc jej obecność w modelu przeznaczonym do regularnego biegania wypada po prostu rozsądnie. Nie każdy trening odbywa się przy idealnej pogodzie, choć branża obuwnicza czasem pokazuje swoje nowości tak, jakby od maja do października nie padało ani razu.

Cena może być jednym z najmocniejszych argumentów

150 euro, czyli około 637 zł, nie czyni z Deviate Pure Nitro butów budżetowych. W świecie zaawansowanego obuwia biegowego to jednak cena ustawiona wyraźnie niżej niż wiele flagowych modeli treningowo-startowych i startówek. Dla porównania, topowe Deviate NITRO Elite 4 w europejskim sklepie Pumy są wyceniane na 230 euro, czyli około 976 zł. Różnica jest na tyle duża, że Pure Nitro mogą zainteresować osoby, które chcą wejść poziom wyżej od zwykłych treningówek, ale nie widzą powodu, by płacić niemal tysiąc złotych za but bardziej wyspecjalizowany niż ich realne potrzeby.

Deviate Pure Nitro wydają się butem dla osób, które doceniają rozwój technologii, lecz nie chcą zostać zakładnikami jednej modnej recepty. Lekka konstrukcja, dużo pianki, szybki charakter, brak płytki i cena, która nie odlatuje w absurd – z tego może wyjść jedna z ciekawszych premier w kategorii codziennych, dynamicznych treningówek. Teraz pozostaje poczekać na pierwsze dłuższe testy. Bo jeżeli Puma dobrze wyważyła sprężystość i naturalność biegu, może mieć model, który spodoba się nie tylko kolekcjonerom kolejnych „super” nowości, ale przede wszystkim ludziom, którzy po prostu lubią dobrze pobiec.

Zobacz też