Coraz częściej słyszymy komunikat, który brzmi uspokajająco: w wielu regionach świata roczne sumy opadów mają rosnąć. Problem w tym, że rolnictwo nie żyje z rocznych sum. Żyje z tego, czy w kluczowych tygodniach sezonu wegetacyjnego woda jest dostępna w glebie, dokładnie wtedy, gdy roślina najbardziej jej potrzebuje. I tu pojawia się paradoks: można mieć więcej deszczu w statystykach, a jednocześnie więcej suszy na polu.
Nowe analizy pokazują, że w ocieplającym się klimacie ryzyko tzw. suszy rolniczej, czyli niedoboru wilgoci w glebie w sezonie wzrostu, rośnie w wyraźnych pasach ryzyka — również w regionach, które historycznie kojarzyły się z dość stabilnymi warunkami dla upraw.
Więcej deszczu, mniej wody dla roślin: gdzie leży haczyk
Różnica zaczyna się od tego, że opad i dostępna woda to nie to samo. Gdy atmosfera się ogrzewa, rośnie jej apetyt na wilgoć, szybciej wyciąga wodę z gleby i roślin poprzez parowanie i transpirację. W praktyce oznacza to, że nawet dodatkowe opady nie muszą nadążać za tempem wysychania.
Co gorsza, sama jakość opadu ma znaczenie. Jeśli deszcz przychodzi rzadziej, ale intensywniej, część wody spływa po powierzchni, zamiast wsiąkać i zasilać strefę korzeniową. Z punktu widzenia rolnika może to wyglądać jak sezon pełen gwałtownych ulew… i jednocześnie pól, które w krytycznych momentach i tak są przesuszone. Badacze podkreślają, że roczne uśrednianie takich zjawisk potrafi zamaskować realne ryzyko w sezonie upraw.
Wiosna ustawia lato: pamięć wilgoci w glebie
Najmocniejszy wniosek jest zaskakująco prosty: w wielu regionach o tym, czy lato będzie suszowe, decyduje to, ile wilgoci zostanie w glebie na starcie sezonu. Jeśli wiosna zaczyna się od niedoboru wody, gleba niesie ten deficyt dalej, a rośliny wchodzą w lato z gorszej pozycji, nawet gdy później popada.
To działa jak efekt domina. Sucha gleba oznacza mniejsze parowanie i transpirację, a więc mniej chłodzenia powierzchni. Temperatura przy gruncie rośnie szybciej, a wraz z nią przyspiesza dalsze wysychanie. W rezultacie stres wodny roślin nie jest jednorazowym epizodem, tylko procesem, który potrafi się sam wzmacniać, gdy robi się cieplej.
Nowe hotspoty suszy rolniczej: nie tylko globalne Południe
W prognozach i analizach jako wyraźne ogniska rosnącego ryzyka wskazywane są m.in. duże obszary Europy w tym zachodnia i centralna, zachodnia część Ameryki Północnej, a także regiony w północnej części Ameryki Południowej oraz południowej Afryce. To ważne, bo pokazuje przesunięcie narracji: susza rolnicza przestaje być problemem gdzieś daleko, a staje się ryzykiem również dla kluczowych obszarów produkcji żywności w strefach umiarkowanych.
Co istotne, badacze zwracają uwagę, że trendy wysychania mogą być widoczne nawet tam, gdzie modele nie są zgodne co do zmian samych opadów. Innymi słowy: jeśli patrzymy wyłącznie na deszcz, obraz bywa niejednoznaczny. Jeśli patrzymy na wilgoć w strefie korzeniowej w sezonie upraw, sygnał ryzyka staje się czytelniejszy.
Rolnictwo w świecie cieplejszej atmosfery: co trzeba przestawić w głowie
W praktyce to przesuwa punkt ciężkości z pytania: ile spadnie? na pytanie: kiedy spadnie i czy zostanie w glebie na czas. To ma konsekwencje dla wszystkiego: od doboru odmian i terminów siewu, przez zarządzanie glebą (retencja, struktura, okrywa), po planowanie nawadniania i magazynowania wody. Badacze wprost podkreślają, że potrzebne będą uprawy bardziej odporne na suszę i lepsze zarządzanie zasobami wody.

Jest tu też bardzo rynkowa konsekwencja: jeśli susze rolnicze mają częściej uderzać w regiony o dużym znaczeniu dla globalnych łańcuchów dostaw żywności, to wahania plonów i cen mogą stać się bardziej nerwowe, nawet wtedy, gdy na poziomie kraju roczna statystyka opadów wygląda pozornie stabilnie.
Ta historia ma jeden morał: przestańmy mierzyć rolnictwo roczną średnią
Najbardziej uderza mnie to, jak bardzo rolnictwo bywa zakładnikiem niewłaściwej miary. Roczne opady są wygodne do wykresów i nagłówków, ale pole działa w kalendarzu tygodni, a nie lat. Jeśli wiosna wysuszy glebę, roślina nie ma z czego pożyczyć wody w lipcu tylko dlatego, że roczny bilans się zgadza.
I jeszcze jedno: dyskusja o suszy często brzmi jak rozmowa o braku deszczu. Tymczasem coraz częściej to rozmowa o popycie atmosfery na wodę. W cieplejszym świecie możesz dostać deszcz, tylko że gleba i rośliny oddają wilgoć szybciej, niż zdążysz się nią nacieszyć. Dlatego najbardziej logicznym kierunkiem jest dziś myślenie sezonowe: jak utrzymać wodę w profilu glebowym na starcie, jak zmniejszać straty i jak budować odporność na powtarzalne epizody stresu. A to już nie jest jednorazowa walka z suszą, tylko nowy standard prowadzenia upraw.
