AOC dorzuca do serii G4 kolejny monitor QD-OLED, tym razem z odświeżaniem 280 Hz w rozdzielczości 2560 x 1440 px. Model nazywa się Q27G4ZD i celuje w graczy, którzy chcą wejść w OLED-y bez schodzenia do Full HD, ale też bez polowania na najbardziej ekstremalne konstrukcje 360 Hz.
Q27G4ZD ma wypełnić lukę między wariantem 240 Hz a 360 Hz w tej samej rodzinie. To ciekawy ruch, bo w praktyce sporo osób i tak dobija do granicy możliwości karty graficznej dopiero w e-sporcie, a tam QHD bywa kompromisem. 280 Hz może więc okazać się bardziej do zrobienia w realnych ustawieniach niż 360 Hz, zwłaszcza gdy ktoś nie chce iść w niższą rozdzielczość.
Z perspektywy rynku to też sygnał, że QD-OLED przestaje być wyłącznie pokazem technologii w topowych, drogich modelach. Jeśli producent faktycznie trzyma cenę w ryzach, to 27 cali QHD z OLED-em zaczyna wchodzić do tej półki, gdzie do tej pory królowały szybkie IPS-y.

Matryca QD-OLED w wersji dla graczy: szybkość, kontrast i ta słynna reakcja
W środku siedzi QD-OLED 3. generacji, a czas reakcji producent podaje jako 0,03 ms GtG. W praktyce OLED-y wygrywają nie tylko cyferką, ale tym, że przejścia tonalne są bardzo szybkie, więc obraz w ruchu wygląda czysto bez typowego dla LCD smużenia.
Do tego dochodzi to, co OLED-y robią najlepiej: kontrast i czerń. Ten model ma certyfikat VESA DisplayHDR True Black 400 oraz szczytową jasność HDR do 1000 cd/m², ale w bardzo typowym dla OLED-ów scenariuszu okna jasności, czyli przy 3% APL. W skrócie: błyski i detale w jasnych punktach potrafią wyglądać świetnie, ale nie należy mylić tego z „stałą jasnością całego ekranu” przy białych planszach.
Kolory, HDR i realne ale, o których warto pamiętać
W specyfikacji jest też konkret o gamucie: 123,6% sRGB, 95,2% DCI-P3 i 91,4% AdobeRGB. To sugeruje, że monitor może być ciekawy nie tylko do gier, ale też do pracy z obrazem, o ile ktoś akceptuje charakterystykę OLED-a i dba o ustawienia. W grach z kolei szeroki gamut często daje po prostu bardziej soczysty obraz, choć czasem kosztem naturalności, gdy profil jest ustawiony agresywnie.

Warto też mieć z tyłu głowy typowe cechy QD-OLED-ów, które potrafią zaskoczyć nowych użytkowników: automatyczne ograniczanie jasności w dużych jasnych scenach, okresowe procedury odświeżania pikseli czy specyficzne zachowanie czcionek na krawędziach w niektórych zastosowaniach. To nie są wady tego konkretnego egzemplarza, tylko ogólny pakiet technologii, który jednych zachwyca w grach i filmach, a innych irytuje w pracy biurowej.
Złącza, ergonomia i funkcje użytkowe, które robią różnicę na biurku
Pod kątem podłączeń jest nowocześnie i prosto: 2x HDMI 2.1 oraz DisplayPort 1.4. Do tego dochodzi hub USB: cztery porty USB-A 3.2 Gen 1 i USB-B do komunikacji z PC, plus wyjście słuchawkowe minijack 3,5 mm. To ważne, bo część osób kupuje monitor nie tylko jako ekran, ale też jako „centrum biurka” dla myszy, klawiatury czy dongli.
Ergonomia wygląda na kompletną: regulacja wysokości, pochylenia, obrót i pivot oraz zgodność z VESA 100 x 100. Producent dorzuca też sterowanie ustawieniami z poziomu Windows przez aplikację G-Menu, obok klasycznego OSD. W praktyce to wygodne, jeśli często przełączasz profile pod pracę i gry, bo kliknięcia myszą zwykle wygrywają z przeklikiwaniem joysticka w monitorze.

Cena, dostępność i to, co naprawdę interesuje przy OLED-ach
Monitor ma trafić do sprzedaży w lutym 2026 w sugerowanej cenie 2021 zł. Istotny detal to 3-letnia gwarancja uwzględniająca wypalenie pikseli, bo to nadal najczęstsza mentalna blokada przy zakupie OLED-a do PC. Taki zapis nie sprawia, że temat znika, ale zmienia relację ryzyka: mniej jest strachu, a więcej normalnego użytkowania.
Najciekawsze w tym ruchu jest to, że QD-OLED przestaje być luksusem dla wybranych, a zaczyna walczyć o mainstream gracza, który chce jednocześnie szybkości i jakości obrazu. Jeśli cena faktycznie utrzyma się blisko zapowiedzi, to robi się z tego bardzo konkretna propozycja w segmencie, gdzie dotąd dopłacało się albo do OLED-a, albo do wysokiego odświeżania, rzadziej do obu naraz.
Źródło: Informacja prasowa
