Klipsch na CES 2026 zrobił coś, co jeszcze niedawno brzmiałoby jak pomyłka w opisie produktu: wziął klasyczne, dwukanałowe aktywne kolumny i zaczął traktować je jak pełnoprawne centrum kina domowego. Nie soundbar z dodatkami, tylko para głośników, do których podłączasz źródła po HDMI, puszczasz obraz dalej do TV, a dźwięk ma być jednocześnie bardziej hi-fi i bardziej kinowy.
Efekt to odświeżona generacja The Fives II, The Sevens II i The Nines II – w sam raz na 80. rocznicę marki – z trzema hasłami, które brzmią jak manifest: Dolby Atmos, Dirac Live i HDMI 2.1 z obsługą 4K/120 Hz. I to właśnie zestaw tych trzech elementów zmienia układ sił bardziej niż sama nowa wersja znanych modeli.
Stereo, które chce udawać kino: Dolby Atmos w aktywnych kolumnach
Największa różnica jest prosta: Dolby Atmos trafia do aktywnych kolumn jako wirtualizacja sceny 3D – bez dodatkowych głośników efektowych. Klipsch obiecuje więc bardziej kopułowy dźwięk z dwóch skrzynek: szerszą scenę, lepsze rozłożenie planów i wyraźniejszy dialog w filmach.
To nie jest Atmos w rozumieniu fizycznych kanałów wysokości, więc warto trzymać oczekiwania w ryzach. Z drugiej strony – jeśli ktoś i tak żyje w świecie dwóch głośników przy TV, to wirtualizacja potrafi dać realny efekt większego dźwięku bez stawiania satelitów i ciągnięcia kabli. Właśnie w tej niszy Klipsch ewidentnie chce podgryzać soundbary.
Ciekawostka dla fanów formatów: topowe The Nines II idą jeszcze krok dalej i dorzucają obsługę DTS:X. To sygnał, że te głośniki mają być nie tylko ładnym upgrade’em do telewizora, ale też rozwiązaniem dla osób, które faktycznie podpinają różne źródła i chcą spokoju z kompatybilnością.

Dirac Live w salonie, czyli korekcja akustyki przestaje być luksusem amplitunera
Drugi filar tej generacji to Dirac Live – technologia korekcji akustyki pomieszczenia, którą zwykle kojarzy się z droższymi amplitunerami i procesorami AV. Tu trafia do The Sevens II i The Nines II i ma wyrównać to, co w domach psuje odsłuch najbardziej: dołki i górki od ustawienia, rezonanse basu i dziury w paśmie wynikające z pokoju, a nie z głośnika.
W praktyce wygląda to tak: aplikacja prowadzi przez pomiar, a potem nakłada filtr korygujący charakterystykę. Dirac podkreśla, że w pakiecie jest wersja limited bandwidth, a pełne pasmo można odblokować płatną licencją. To sprytne: podstawowa korekcja ma poprawić sytuację u większości ludzi, a bardziej wymagający dostają ścieżkę rozbudowy.
Do tego dochodzi opcja Dirac Live Bass Control jako płatny upgrade – sensowna rzecz dla tych, którzy planują dołożyć subwoofer. Bo jeśli w salonie bas żyje własnym życiem, to nawet świetne kolumny potrafią brzmieć przypadkowo, a dobrze ogarnięta kontrola niskich częstotliwości bywa największym skokiem jakościowym w całym systemie.
HDMI 2.1 w kolumnach: to nie fanaberia, tylko odpowiedź na realny bałagan kabli
Najbardziej CES-owy element to jednak HDMI 2.1 w układzie in/out: jedna para głośników ma przyjąć sygnał z konsoli lub przystawki, przepuścić obraz do telewizora i jednocześnie ogarnąć dźwięk przez eARC. Czyli de facto – głośniki stają się węzłem AV, a telewizor może być po prostu ekranem.

Z punktu widzenia graczy to ważne, bo HDMI 2.1 oznacza wsparcie dla 4K/120 Hz, VRR, ALLM i HDR bez konieczności kombinowania z rozdzielaczami czy ograniczeniami portów w TV. Jeśli to działa tak, jak obiecuje specyfikacja, dostajesz wygodniejszą konfigurację i mniej sytuacji typu: obraz super, ale dźwięk się rozjeżdża albo trzeba iść na kompromisy.
Do tego dochodzą klasyczne plusy eARC: sterowanie głośnością pilotem od telewizora i lepsza synchronizacja audio-wideo. Brzmi drobno, ale w codziennym użyciu to właśnie takie małe wygody decydują, czy sprzęt jest kochany, czy po miesiącu zaczyna irytować.
Streaming i złącza: Klipsch buduje hub, nie tylko zestaw stereo
Nowa generacja ma też mocny pakiet connected: wbudowane streamowanie i popularne standardy, w tym Google Cast, AirPlay 2 i Spotify Connect, a do tego wsparcie dla usług typu Tidal Connect i Qobuz Connect oraz Roon Ready. Czyli – niezależnie od tego, czy ktoś żyje w Apple, Androidzie czy w świecie audiofilskich bibliotek – ma być prosto.

Jeśli chodzi o wejścia, idea jest jasna: podłączysz i nowoczesne źródła, i stare. W zestawie mają być m.in. HDMI eARC, dodatkowe HDMI 2.1, analog, optyk, coax i USB-C, a także wejście phono (czyli gramofon bez zewnętrznego preampa). The Nines II dostają jeszcze XLR, co jest ukłonem w stronę bardziej „studyjnych” źródeł i użytkowników, którzy lubią sprzęt pro w domu.
Warto też odnotować techniczny detal: większe modele oferują opcjonalne bezprzewodowe połączenie między lewą i prawą kolumną, ale wtedy maksymalna częstotliwość próbkowania spada do 48 kHz. To uczciwy kompromis – większość i tak wybierze wygodę, a purystów nic nie blokuje przed klasycznym połączeniem przewodowym.
Modele, ceny i kiedy to trafi do sprzedaży
W środku nadal ma być ten charakter Klipscha: horn (Tractrix) i wysoka skuteczność, ale tym razem na nowej platformie elektroniki projektowanej przez inżynierów Onkyo. Do tego dochodzą różnice stricte fizyczne – m.in. rozmiary wooferów: 5,25 cala w The Fives II, 6,5 cala w The Sevens II i 8 cali w The Nines II.
Cenowo wygląda to tak (w przybliżeniu, po przeliczeniu z dolarów): The Fives II to około 5 050 zł za parę, The Sevens II około 7 220 zł, a The Nines II około 8 660 zł. Dedykowane standy KS wypadają na mniej więcej 1 710 zł. To kwoty orientacyjne. To oczywiście bez lokalnych podatków, marż i polityki cenowej w UE, ale daje skalę, w jakim segmencie Klipsch chce grać. Premiera sprzedażowa ma ruszyć wiosną 2026 r.

To jest atak na soundbary – tylko ubrany w hi-fi
Najbardziej podoba mi się w tym ruchu brak udawania. To nie jest kolumna do muzyki, która przy okazji ma wejście do TV. To jest próba stworzenia rozwiązania dla ludzi, którzy chcą mieć w salonie tylko dwie skrzynki, ale nie chcą rezygnować ani z kinowej otoczki, ani z wygody podpinania źródeł, ani z narzędzi do ogarnięcia akustyki pokoju.
W praktyce to także test, czy rynek jest gotowy na nową definicję prostego zestawu. Kiedyś prosto znaczyło: podłącz RCA i gra. Dziś prosto znaczy: jeden kabel do TV, pełna obsługa konsoli, streaming bez kombinowania i korekcja pomieszczenia, bo większość mieszkań nie jest studyjnym pokojem odsłuchowym.
Jeśli Klipsch dowiezie to bez typowych wpadek pierwszej generacji funkcji smart (stabilność aplikacji, szybkie aktualizacje, przewidywalne działanie HDMI), to może to być jedna z tych premier, które po CES-ie nie znikają w szumie, tylko realnie przesuwają ludzi z kategorii soundbarów do kategorii dwóch porządnych kolumn.
