Wysokiej mocy powerbanki dzielą się na dwie szkoły. Jedne są szybkie i efektowne na papierze, ale w praktyce i tak kończysz z telefonem ładowanym błyskawicznie i laptopem, który dostaje coś tam, o ile akurat nie podłączysz niczego innego. Druga szkoła zakłada, że laptop jest pełnoprawnym odbiornikiem energii, a powerbank ma zachowywać się bardziej jak mobilny zasilacz niż większa bateria do smartfona. Anker Power Bank 25K 165W zdecydowanie idzie w tę drugą stronę.
To urządzenie dla osób, które pracują w drodze, często są między biurem a domem, siedzą w pociągach, na lotniskach i w kawiarniach, albo po prostu nie chcą planować dnia wokół gniazdka. Największa różnica polega na tym, że tu można sensownie zasilać laptop, telefon i dodatkowe urządzenia jednocześnie, bez poczucia, że powerbank zaraz skapituluję albo zacznie dzielić prąd w sposób zupełnie losowy. Producent deklaruje możliwość ładowania do czterech urządzeń naraz, z wyraźnie określonymi limitami mocy dla portów i dla sumy.
Pojemność i “90 Wh”, czyli dlaczego ten parametr jest ważniejszy niż same mAh?
Anker podaje pojemność jako 25 000 mAh, ale dla sprzętu o wysokiej mocy kluczowe jest to, że mówimy o 90 Wh. To jednostka, która lepiej opisuje realny zapas energii, a przy okazji utrzymuje urządzenie poniżej typowego progu 100 Wh, który najczęściej przewija się w zasadach przewozu baterii w bagażu podręcznym. Anker wprost komunikuje, że powerbank jest flight-approved, czyli projektowo mieści się w tym bezpiecznym zakresie.
W praktyce 90 Wh daje wygodny bufor do dnia pracy, w którym laptop naprawdę działa, a nie tylko dogorywa na 10–15 procentach baterii. Nie obiecywałabym tu magicznych X pełnych ładowań laptopa, bo to zależy od pojemności baterii w konkretnym modelu, sprawności konwersji i tego, czy ładujesz w trakcie pracy. Sens jest gdzie indziej. Ten powerbank potrafi oddać wysoką moc na USB-C przez dłuższy czas, więc laptop z USB-C PD ładuje się jak z normalnej ładowarki, a nie jak z awaryjnego źródła energii.

Konstrukcja, gabaryty i jakość wykonania: to nie jest kieszonkowy gadżet
Wymiary to około 157 × 54 × 49 mm, a masa około 595 g. To są liczby, które od razu ustawiają ten model w kategorii do torby i do plecaka, a nie do kieszeni kurtki.
Z jednej strony to oczywiście kompromis, bo prawie 600 g czuć w bagażu. Z drugiej strony, trudno oczekiwać 25 000 mAh, 90 Wh i zasilania klasy laptopowej w obudowie, która znika w dłoni. W tej klasie sprzętu liczy się też stabilność i kultura użytkowania. Powerbank ma wbudowany ekran pokazujący parametry pracy, a producent podkreśla obecność zabezpieczeń ActiveShield 2.0 monitorujących temperaturę w trakcie ładowania.
Porty i kable, czyli powód, dla którego ten model jest realnie wygodniejszy od większości konkurencji
Na papierze to cztery wyjścia, ale praktycznie najważniejsze jest to, jak Anker rozwiązał temat kabli. Masz trzy tory USB-C i jedno USB-A. Dwa z tych USB-C są zrealizowane jako wbudowane przewody: jeden zwijany, drugi w formie krótkiego kabla pełniącego też rolę paska do przenoszenia. Długość zwijanego przewodu to około 70 cm i krótkiego około 15 cm.
To brzmi jak detal, dopóki nie zaczniesz używać powerbanku w terenie. Wtedy nagle okazuje się, że brak kabla jest najczęstszą przyczyną, dla której w ogóle nie korzystasz z powerbanku tak, jak planowałaś. Tutaj ten problem w dużej mierze znika. Podłączasz laptopa zwijanym kablem, telefon krótkim, a trzeci port USB-C i USB-A zostają na resztę. I nie ma tego irytującego momentu, gdy w torbie masz wszystko poza jednym, konkretnym przewodem.

Moc i ładowanie laptopa: gdzie zaczyna się sens 165 W
Każdy port USB-C w tym modelu ma maksymalnie 100 W. To dotyczy zarówno portów, jak i wbudowanych kabli USB-C. USB-A ma do 33 W.
To są wartości, które realnie obejmują laptopy, a nie tylko telefony. 100 W na pojedynczym USB-C jest typową górną granicą dla wielu ultrabooków i sporej części komputerów do pracy, szczególnie jeśli mówimy o ładowaniu w trakcie normalnego użytkowania. Jeśli twój laptop wymaga więcej niż 100 W z USB-C, to oczywiście nadal będzie działał, ale może ładować się wolniej albo wcale nie podnosić poziomu baterii pod wysokim obciążeniem. To nie jest wada Ankera, tylko ograniczenie standardu USB-C PD w tym konkretnym profilu urządzenia.
W codziennym scenariuszu laptop + telefon ten powerbank jest najbardziej przekonujący. Daje ci do 165 W łącznej mocy, o ile korzystasz z dwóch wyjść USB-C. To oznacza, że możesz jednocześnie trzymać laptop na wysokiej mocy i w tym samym czasie szybko ładować telefon, bez tego typowego spadku do poziomu: ładuje się, ale jakby nie chciało.
Podział mocy i limity portów: jak to działa naprawdę?
Tu warto powiedzieć wprost: Anker nie udaje, że przy czterech urządzeniach każdy port nadal będzie miał 100 W. Gdy ładujesz dwa urządzenia przez USB-C, powerbank może dostarczyć do 165 W łącznie. Gdy ładujesz trzy lub cztery urządzenia jednocześnie, maksymalna moc wyjściowa spada do 130 W.
Nie ma tutaj tajemniczego dzielenia bez ograniczeń, tylko jest twardy sufit łączny zależny od liczby aktywnych wyjść. Dodatkowo każdy port ma własny limit maksymalny, czyli 100 W dla USB-C i 33 W dla USB-A.
Co z tego wynika w praktyce? Jeśli podłączysz laptop do USB-C, telefon do drugiego USB-C i np. słuchawki do USB-A, powerbank nie doda magicznie 100 + 100 + 33. Zadziała budżet 130 W i urządzenie zacznie rozdzielać moc dynamicznie według negocjacji USB Power Delivery i realnego zapotrzebowania sprzętów. To zresztą jest zdrowe, bo w prawdziwym życiu telefon zwykle nie bierze non stop maksymalnej mocy, tylko wchodzi w fazy, a słuchawki i akcesoria biorą śladowe wartości. Laptop natomiast jest najbardziej żarłoczny, szczególnie gdy ładuje się od niskiego poziomu.

Warto też odnotować istotną uwagę. Powerbank osiąga szczytową moc 100 W tylko wtedy, gdy poziom naładowania wewnętrznej baterii przekracza 25 procent. To typowe zachowanie dla mocnych powerbanków i w praktyce oznacza, że pod koniec rozładowania możesz zobaczyć niższe wartości na ekranie, szczególnie przy obciążeniu laptopem.
Anker komunikuje obsługę PD i wprost pokazuje profile napięć dla USB-C, w tym 20 V przy 5 A (czyli 100 W), a także zakresy typowe dla szybkiego ładowania. W materiałach produktowych i specyfikacji przewija się też wsparcie dla kilku standardów, w tym PD, QC i PPS, a także SCP/FCP i UFCS.
Dla użytkownika najważniejsze są dwie rzeczy. Po pierwsze, laptopy i większość nowoczesnych urządzeń z USB-C dogadują się z powerbankiem przez PD, więc nie trzeba żadnych sztuczek. Po drugie, PPS jest ważny dla wielu telefonów, bo pozwala ładować szybciej i bardziej efektywnie, bez nadmiernego grzania. W praktyce oznacza to, że to jest powerbank, który nie jest tylko do iPhone’a albo tylko do laptopa, tylko sensownie ogarnia cały zestaw urządzeń w torbie.
Ekran i kontrola: po co to w ogóle jest i kiedy ma znaczenie?
Ekran w powerbanku można uznać za gadżet, dopóki nie zobaczysz, jak bardzo zmienia to korzystanie z dużej mocy. Tu masz podgląd na poziom energii, moc wejściową i wyjściową oraz szacowany czas do pełnego naładowania.
To przydaje się szczególnie wtedy, gdy ładujesz laptop. Bez ekranu często masz tylko ikonę baterii i poczucie chyba ładuje. Z ekranem widzisz, czy laptop faktycznie bierze 60–90 W, czy może wartość spadła do 20–30 W, bo używasz złego kabla albo portu w laptopie. W tej klasie mocy to realnie wpływa na to, czy po godzinie pracy jesteś uratowana, czy nadal wisisz na resztkach baterii.
Szybkie ładowanie samego powerbanku i pass-through: co warto wiedzieć, żeby się nie zdziwić?
Powerbank przyjmuje do 100 W na wejściu USB-C, czyli możesz go ładować sensownie szybko, o ile masz odpowiednią ładowarkę i kabel 100 W.
Ciekawa rzecz, o której Anker mówi w FAQ, to zachowanie No Recharging Mode. Producent tłumaczy, że przy wysokim obciążeniu powerbank się nagrzewa, a mechanizm ochronny może tymczasowo wstrzymać przyjmowanie energii z wejścia, dopóki temperatura nie spadnie, jednocześnie nadal pozwalając na oddawanie energii. To istotne, jeśli chcesz używać go w trybie pass-through, czyli jednocześnie ładować powerbank i zasilać urządzenia. Da się to robić, ale przy naprawdę wysokich mocach trzeba liczyć się z tym, że elektronika będzie pilnować bezpieczeństwa, a nie spełniać życzenia wszystko, naraz, zawsze i bez wyjątków.

Cena i opłacalność: kiedy to ma sens, a kiedy lepiej kupić coś prostszego?
W polskich sklepach ten model potrafi chodzić w promocjach w okolicach 269 zł, przy sugerowanej cenie producenta 359 zł. I teraz najważniejsze pytanie: czy warto? Jeśli ładujesz głównie telefon, a laptopa używasz sporadycznie i raczej przy gniazdku, 25 000 mAh i 165 W będą przerostem formy. Zapłacisz za moc, której nie wykorzystasz, i będziesz nosić prawie 600 g na wszelki wypadek.
Natomiast jeśli faktycznie pracujesz na laptopie poza domem, jeździsz, latasz, robisz zdjęcia, montujesz, masz zestaw urządzeń i chcesz jeden powerbank do wszystkiego, ten Anker zaczyna wyglądać jak sprzęt, który spina cały setup. Wtedy opłacalność nie polega na tym, że taniej niż dwa mniejsze, tylko na tym, że nie musisz myśleć, co dziś poświęcić, bo brakuje mocy albo portów.
W tej cenie promocyjnej największą przewagą Ankera jest połączenie czterech wyjść, wysokiej mocy, budżetu 165 W dla dwóch urządzeń, limitu 130 W dla 3–4 oraz wbudowanych kabli, które realnie redukują tarcie w codziennym użyciu.
