Soundcore V40i to model z kategorii open-ear, czyli taki, który nie wchodzi do kanału słuchowego i nie uszczelnia ucha. Zamiast tego opiera się na zaczepie i kieruje dźwięk w stronę ucha z bardzo bliskiej odległości. Taki koncept kupuje się z konkretnego powodu: chcesz słuchać muzyki, podcastów albo prowadzić rozmowy, ale jednocześnie nie chcesz odcinać się od otoczenia.
To jest sprzęt pod miasto, spacer, rower, pracę w domu, biuro, sytuacje typu: muszę słyszeć co się dzieje, tylko bez męczenia ucha i bez tego wrażenia zatkania, które wielu osobom przeszkadza w klasycznych dokanałówkach. I od razu ważna rzecz: open-ear nie robi ciszy jak ANC, bo fizycznie nie ma uszczelnienia. To świadomy kompromis. W zamian dostajesz wygodę i świadomość otoczenia. Jeśli tego szukasz, V40i są sensownym pomysłem, bo Soundcore dołożył tu kilka rozwiązań, które realnie poprawiają codzienne użytkowanie, a nie tylko wyglądają w specyfikacji.
Konstrukcja i komfort: lekkie, przewiewne i bez presji w kanale słuchowym
V40i są projektowane jako non-intrusive open-ear, czyli w praktyce mają być neutralne dla ucha. Nie wpychasz nic do środka, nie walczysz z tipsami, nie masz efektu podciśnienia i mniejszego komfortu po godzinie słuchania. Soundcore podaje wagę jednej słuchawki na poziomie 10,1 g, co jak na konstrukcję z zaczepem jest rozsądne, bo ciężar nie ciągnie ucha w dół, jeśli dopasowanie jest ustawione poprawnie.
To jest typ słuchawek, który w dłuższym noszeniu zwykle wygrywa z dokanałówkami u osób wrażliwych na ucisk lub z alergią na silikon albo po prostu tych, którzy nie znoszą uczucia czegoś w uchu. W ciepłe dni docenisz też przewiewność. Nie ma tu zjawiska nagrzewania kanału słuchowego, a to niby drobiazg, ale po kilku godzinach pozwala uniknąć dyskomfortu.

Dopasowanie: 4-stopniowa regulacja zaczepu to nie jest marketingowy detal
Najbardziej charakterystyczna rzecz w V40i to regulowane zaczepy na ucho w czterech pozycjach. Soundcore wprost mówi, że to rozwiązanie ma dopasować się do ponad 99% kształtów i rozmiarów uszu.
W open-ear dopasowanie nie służy wyłącznie temu, żeby słuchawka nie spadła. Dopasowanie jest kluczowe dla brzmienia. Im bliżej ucha ustawisz przetwornik i im stabilniej utrzymasz jego pozycję, tym mniej dźwięku ucieknie w powietrze, a tym samym łatwiej o sensowny bas i pełniejsze granie. Właśnie dlatego regulacja ma tu realny wpływ na odczucia, a nie jest ozdobą.
Jeśli chcesz z tych słuchawek wyciągnąć maksimum, warto poświęcić kilka minut na dobranie pozycji zaczepu, bo różnica między gra ok a gra zaskakująco dobrze jak na open-ear często sprowadza się do minimetrów.
Etui i codzienna obsługa: mały twist, który robi się wygodny
Soundcore wyróżnia tu etui o przezroczystym wyglądzie, z mocnymi magnesami i paskiem świetlnym sygnalizującym status. To jest ten typ gadżetu, który początkowo może brzmieć jak designerski popis, ale w praktyce bywa po prostu wygodny. Magnesy dają poczucie pewności, że słuchawki faktycznie siedzą na miejscu, a pasek świetlny jest szybkim sygnałem czy w ogóle warto je teraz brać, czy trzeba podłączyć do ładowania.
W przypadku open-ear dochodzi jeszcze jedna rzecz: zwykle wyjmujesz je częściej niż klasyczne dokanałówki, bo zakładasz na chwilę, zdejmujesz, rozmawiasz, wracasz. Etui powinno działać bez frustracji, a tu konstrukcja ma być nastawiona właśnie na szybki dostęp.

Dźwięk: jak na open-ear jest ambicja, ale fizyki nie oszukasz
Soundcore stosuje przetworniki 16 × 13 mm i opisuje je jako customized driver, do tego dorzuca 0,6 mm membrany oraz hourglass-shaped chamber, czyli komorę akustyczną, która ma pomagać w uzyskaniu bardziej energicznego dźwięku.
Najważniejsze w brzmieniu open-ear jest to, że bas zawsze jest trudniejszy niż w dokanałówkach. Nie masz uszczelnienia, więc niskie częstotliwości naturalnie uciekają. V40i próbują to obejść na dwa sposoby. Pierwszy to duży przetwornik, który ma czym poruszyć powietrze. Drugi to regulowany zaczep, który możesz ustawić tak, aby źródło dźwięku było bliżej kanału słuchowego. Producent idzie nawet w konkret i mówi o basie do 7,5 dB głośniejszym w porównaniu z konstrukcjami bez regulacji.
W realnym użyciu to nie będą słuchawki dla basolubów w sensie klubowego uderzenia jak w dobrych dokanałówkach, ale mogą dać przyjemny, sprężysty dół jak na swoją kategorię, szczególnie jeśli dobrze dobierzesz pozycję zaczepu i skorzystasz z korektora w aplikacji. V40i mają szansę brzmieć bardziej pełno niż typowe, tanie open-ear, które często grają cienko i z wycofanym dołem.
Jednocześnie trzeba uczciwie nastawić oczekiwania. W głośnym mieście i przy wietrze open-ear zawsze tracą część wrażeń, bo otoczenie wchodzi ci w muzykę. To jest cena za świadomość otoczenia. Jeśli priorytetem jest izolacja, czyli zamknięta bańka dźwięku, to nie jest ten typ produktu.
Rozmowy i mikrofony: 4 mikrofony z AI, czyli punkt, który w open-ear ma znaczenie
Soundcore podaje 4 mikrofony i algorytmy AI do poprawy jakości rozmów. W słuchawkach open-ear to bywa ważniejsze niż w dokanałówkach, bo często używasz ich właśnie w ruchu i na zewnątrz. Jeśli konstrukcja ma sens na rower, spacer czy do pracy w mieście, to rozmowy muszą brzmieć stabilnie, bez dramatów przy ruchu ulicznym.
Nie ma tu obietnicy cudów. Mikrofony w małych słuchawkach zawsze walczą z fizyką. Ale podejście Soundcore jest logiczne: więcej mikrofonów i algorytmy redukcji szumu to dziś minimum, żeby rozmowy były powtarzalnie dobre, a nie zależne od humoru wiatru.

Łączność: Bluetooth 5.4 i multipoint, czyli funkcje, które robią się niezbędne
V40i pracują na Bluetooth 5.4 i mają multipoint, czyli możliwość bycia połączonym jednocześnie z dwoma urządzeniami. To jest jedna z tych funkcji, która po pierwszym tygodniu staje się czymś, bez czego nie chcesz wracać. Laptop i telefon w tym samym czasie, bez ręcznego rozłączania i bez rytuału: wejdź w ustawienia Bluetooth, wybierz, połącz, poczekaj.
Sterowanie i aplikacja: sensowne dopieszczenie
Soundcore mówi wprost o sterowaniu dotykowym i aplikacji do personalizacji. I to jest ważne, bo przy open-ear często chcesz kontrolować głośność i tryb odtwarzania bez wyciągania telefonu, zwłaszcza w ruchu.
W praktyce aplikacja Soundcore zwykle daje dostęp do korektora, ustawień sterowania i aktualizacji oprogramowania. W tych słuchawkach korektor ma szczególne znaczenie, bo pozwala dopasować charakter brzmienia do tego, jak ci siadają na uchu i ile basu realnie słyszysz przy konkretnym ustawieniu zaczepu.
Bateria i ładowanie: wynik wystarczający, a szybkie ładowanie robi robotę
Soundcore deklaruje 6 godzin odtwarzania na słuchawkach i 21 godzin łącznie z etui. To nie jest rekord świata, ale w codziennym scenariuszu open-ear jest to uczciwa obietnica. Wiele osób i tak częściej odkłada słuchawki do etui w trakcie dnia, więc doładowania po drodze dzieją się naturalnie.
Najbardziej praktyczna jest tu szybka regeneracja. Producent podaje, że 10 minut ładowania daje 1,5 godziny słuchania, co pokrywa się z wartościami przy testach. To jest dokładnie ten typ parametru, który ratuje dzień, gdy wychodzisz z domu i orientujesz się, że słuchawki są prawie puste. Krótki postój przy ładowarce i znowu masz realny czas działania.
Odporność: IP55 i SweatGuard, czyli bez stresu o pot i lekki deszcz
V40i mają IP55 i system SweatGuard. To sugeruje, że są projektowane pod aktywność i codzienność, w tym pot, zachlapania i pył. Dla słuchawek do miasta i w ruchu to jest ważne, bo open-ear zachęcają do używania na zewnątrz. IP55 nie oznacza pływania z nimi w basenie, ale oznacza, że deszcz i trening nie powinny być powodem do paniki.
Testowałam je podczas większych opadów i podczas treningów, a ze słuchawkami nie stało się nic złego. Wiadomo, że przy takim zabezpieczeniu dla pewności nie warto ryzykować z większymi strumieniami wody, ale nie musimy się martwić o podstawowy kontakt z wilgocią.
Cena i opłacalność: gdzie V40i zaczynają być naprawdę kuszące?
Na polskim rynku V40i wchodzą w segment, w którym open-ear przestaje być egzotyką, a zaczyna być sensowną alternatywą dla klasycznych TWS. Ceny w porównywarkach potrafią startować od okolic 190 zł na Amazonie a typowe, popularne oferty w Polskich krążą w rejonie 369 zł.
I to jest moment, w którym V40i robią się bardzo interesujące, bo dostajesz pełen zestaw funkcji użytkowych, które zwykle kosztują więcej: regulację zaczepu w 4 pozycjach, multipoint, Bluetooth 5.4, IP55, szybkie ładowanie i duży przetwornik. Jeśli kupujesz open-ear pierwszy raz, taki pułap cenowy jest też psychologicznie bezpieczniejszy. Łatwiej przetestować, czy ten styl słuchawek w ogóle ci pasuje, bez wchodzenia w budżet klasy premium.

Czy Soundcore V40i będą dobrym wyborem?
V40i mają najwięcej sensu, jeśli chcesz wygody i świadomości otoczenia. Dla osób, które dużo chodzą po mieście, jeżdżą na rowerze, pracują w domu i nie chcą odcinać się od domowników, to jest bardzo logiczny format. Sprawdzą się też, jeśli dokanałówki cię męczą albo zwyczajnie ich nie lubisz.
Nie polecałabym ich natomiast komuś, kto oczekuje izolacji, bardzo mocnego basu i pełnego zanurzenia w muzyce w hałaśliwym otoczeniu. Open-ear są w tym słabsze z definicji, bo oddają część kontroli na rzecz komfortu i bezpieczeństwa sytuacyjnego.
Soundcore V40i to słuchawki, które dobrze rozumieją, po co w ogóle istnieje kategoria open-ear. Mają być wygodne, przewiewne, stabilne i wystarczająco dobrze brzmiące, żebyś chciała ich używać na co dzień, a nie tylko od święta. Duże przetworniki, regulowane zaczepy i korekcja w aplikacji mają tu realną rolę, bo pomagają wycisnąć z open-ear maksimum tego, co w tej konstrukcji jest możliwe.
Jeśli twoim celem jest komfort i świadomość otoczenia, a jednocześnie nie chcesz taniego, cienko grającego kompromisu, V40i wypadają jak rozsądny punkt wejścia. Szczególnie wtedy, gdy złapiesz je w okolicach do 200 zł, bo w tej cenie zestaw funkcji i parametrów wygląda bardzo dobrze.



