BYD pokazuje miejskie EV za cenę, która w Europie brzmi niemal nierealnie

Jeszcze kilka lat temu tani samochód elektryczny był trochę jak zdrowy fast food: wszyscy mówili, że rynek go potrzebuje, ale efekt zwykle kończył się kompromisem, którego trudno było bronić bez dużej dawki dobrej woli. Mała bateria, skromny zasięg, wnętrze z klimatem sprzętu AGD i cena, przy której człowiek zaczynał zerkać na używaną hybrydę. BYD Seagull od początku podgryzał ten schemat, a jego wersja na 2026 rok robi to już całkiem bezczelnie.

W Chinach nowy Seagull startuje od 69 800 juanów, czyli orientacyjnie około 36 300 zł. Za te pieniądze mówimy o pełnoprawnym, pięciodrzwiowym miejskim aucie elektrycznym, a nie czterokołowym eksperymencie do przewożenia zakupów z osiedlowego sklepu. Co więcej, wyżej w gamie pojawia się większa bateria, zasięg do 405 km według chińskiej normy CLTC, nowy kokpit i wariant z LiDAR-em oraz rozbudowanymi systemami wspomagania kierowcy. W małym aucie. W tej cenie.

Mały elektryk, który coraz mniej przypomina „budżetową karę”

BYD Seagull ma niespełna 3,8 metra długości, więc formalnie gra w segmencie miejskich maluchów. Tyle że obecny rynek zdążył już pokazać, iż „mały” wcale nie musi oznaczać „prymitywny”. W nowej wersji Seagull dostaje większy, 12,8-calowy ekran centralny, system multimedialny DiLink 150, podgrzewane przednie fotele, elektryczną regulację fotela kierowcy w sześciu kierunkach i opcjonalne bezprzewodowe ładowanie telefonu o mocy 50 W. To nadal nie jest limuzyna, ale zestaw robi wrażenie, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie, jak jeszcze niedawno wyglądały najtańsze elektryki.

Mam wrażenie, że właśnie tu BYD najlepiej czyta nastroje kierowców. Nie każdy potrzebuje 600-kilometrowego zasięgu, ogromnego SUV-a i przyspieszenia, którym można poprawiać sobie humor na światłach. Bardzo wiele osób potrzebuje auta do codzienności: do pracy, po dziecko, na zakupy, na drugi koniec miasta. I chciałoby, żeby taki samochód nie wyglądał przy okazji jak kara za rozsądek.

Zasięg 405 km brzmi świetnie, ale warto dopisać drobnym drukiem: CLTC

W bazowych wersjach Seagull korzysta z akumulatora Blade Battery o pojemności 30,08 kWh, który zapewnia 305 km zasięgu według normy CLTC. Wyżej pojawia się bateria 38,88 kWh i deklarowane 405 km. To właśnie ta druga liczba robi medialną karierę, choć dobrze pamiętać, że chińska procedura CLTC jest łagodniejsza od europejskiego WLTP. W realiach Starego Kontynentu wynik byłby niższy. Nadal jednak skala pozostaje istotna: mówimy o aucie miejskim, którego papierowy zasięg nie kończy się po 180 kilometrach.

Silnik ma 55 kW, czyli około 75 KM, i 135 Nm momentu obrotowego. Na autostradzie nikt nie będzie z tego robił postrachu lewego pasa, ale w ruchu miejskim taka charakterystyka powinna wystarczyć z zapasem. Seagull od początku był projektowany jako zwinny, lekki elektryk do codziennych zadań i pod tym względem BYD nie uległo pokusie, by z małego auta robić miniaturowego grand tourera.

fot. BYD

LiDAR w aucie za mniej niż 50 tysięcy złotych wygląda jak zapowiedź nowej wojny

Najgłośniejszą nowością nie jest jednak bateria, tylko opcjonalny pakiet zaawansowanego wspomagania kierowcy. Wersje z systemem God’s Eye B, znanym też w opisach eksportowych jako DiPilot 300, korzystają z LiDAR-u i mają oferować funkcje wspierające jazdę miejską oraz po drogach szybkiego ruchu, w tym rozpoznawanie świateł, obsługę rond czy nawigację z częściową automatyzacją manewrów. Chińskie ceny wariantu z LiDAR-em zaczynają się od około 90 900 juanów, czyli w przybliżeniu 47 300 zł.

Tu mam mieszane uczucia, ale raczej z ciekawości niż sceptycyzmu. Z jednej strony systemy tego typu bywają w komunikacji marek opisywane z rozmachem, a codzienność potrafi szybko sprawdzić ich realną użyteczność. Z drugiej strony sam fakt, że LiDAR schodzi do poziomu małego, niedrogiego samochodu, jest znaczący. Jeszcze niedawno podobne rozwiązania kojarzyły się z drogimi modelami premium albo motoryzacyjnymi laboratoriami na kołach. Teraz stają się elementem oferty auta, które w Chinach kosztuje tyle, ile u nas dobrze wyposażona Dacia Sandero z silnikiem spalinowym.

Europa zobaczy go inaczej. I niestety znacznie drożej

BYD Seagull ma już europejskiego krewniaka. Na naszym rynku pojawia się pod nazwą Dolphin Surf, choć specyfikacja i pozycjonowanie różnią się od chińskiej wersji. Taka kwota nie pojawi się w polskim konfiguratorze. Cła, homologacja, transport, podatki, lokalna strategia cenowa i wyposażenie zrobią swoje.

Mimo to Seagull pokazuje, że „tani elektryk” wcale nie musi stać w miejscu. Może dostawać lepszy ekran, większy zasięg, wygodniejsze wnętrze i technologie, które jeszcze niedawno były zarezerwowane dla droższych modeli. A skoro BYD potrafi to przygotować na rynku chińskim, presja na innych producentów będzie tylko rosnąć.

Zobacz też