Timex odświeża kultowy motyw z lat 70. Blue Vega pokazuje, że retro wciąż może mieć świeżość

Marka sięga po wzór mocno kojarzony z modelem Red Vega, który zyskał drugie życie dzięki „Pulp Fiction”, tylko zamiast powtarzać czerwono-czarny numer jeden do jednego, wybiera chłodniejszą, bardziej elegancką wersję z niebieskim, marmurkowym cyferblatem. I dobrze. Filmowe skojarzenie jest tu dodatkiem, nie całym pomysłem na zegarek.

Mam wrażenie, że Timex coraz lepiej rozumie, jak korzystać z nostalgii, żeby nie zamienić jej w bazar z replikami wspomnień. Kolekcja Q od lat żongluje estetyką lat 70., kwarcowym rodowodem i detalami, które dziś wydają się wręcz odświeżające, bo nie próbują być futurystyczne. Blue Vega wpisuje się w ten kierunek bardzo naturalnie. Nie jest cichym, bezpiecznym zegarkiem „do wszystkiego”, ale też nie wygląda jak gadżet dla fanów jednego filmu. Ma charakter, a to w tej półce cenowej wcale nie jest oczywiste.

Marmurkowa tarcza robi tu niemal całą robotę

Najważniejszy jest oczywiście cyferblat. Q Timex Blue Vega ma czarno-niebieską, marmurkową tarczę, która wygląda trochę jak popękany lakier, trochę jak szkło oglądane pod ostrym światłem. To detal bardzo wyrazisty, ale ciekawie osadzony w klasycznej formie. Srebrne indeksy, wskazówki z lumą i okno dnia oraz daty przy godzinie trzeciej porządkują całość, dzięki czemu zegarek nie wpada w przesadę. Jest ozdobny, lecz nadal czytelny.

Tu właśnie widzę największą różnicę względem czerwonej Red Vegi. Tamten model był bardziej bezczelny, od razu przyciągał wzrok i mocno grał skojarzeniem z rekwizytem z kina. Blue Vega wydaje się dojrzalsza. Niebieski kolor uspokaja ten motyw, a czarny pasek z tłoczeniem na wzór skóry krokodyla dorzuca odrobinę starej szkoły. Efekt jest nadal trochę teatralny, ale bardziej w klimacie późnego wieczoru w dobrym barze niż filmowej sceny z lat 90.

fot. Timex

38 mm, kwarc i zero udawania zegarmistrzowskiego cudu

Koperta ma 38 mm średnicy i powstała ze stali nierdzewnej. To rozmiar, który w ostatnich latach wrócił do łask po długim okresie dominacji większych zegarków. Na papierze może brzmieć zachowawczo, ale przy tak dekoracyjnej tarczy jest po prostu rozsądny. Większa koperta mogłaby zamienić Blue Vegę w krzykliwy dodatek. Tu proporcje trzymają ją w ryzach.

W środku pracuje mechanizm kwarcowy, a Timex oczywiście nie próbuje robić z tego wada. Seria Q od początku była przecież związana z epoką, gdy kwarc uchodził za symbol nowoczesności, a litera „Q” na tarczy była powodem do dumy. Dziś ten napis działa niemal przewrotnie. W świecie, w którym wiele marek próbuje przekonywać nas, że zegarek liczy się dopiero wtedy, gdy ma widoczny mechanizm i cenę używanego auta, Timex przypomina o prostszej przyjemności: dobrze zaprojektowany przedmiot nie musi udawać dzieła haute horlogerie.

Na wyposażeniu znalazły się także luminescencyjne wskazówki i oznaczenia, a front wieńczy wypukłe szkło akrylowe. Ten detal również mocno pracuje na klimat. Akryl nie jest materiałem „najbardziej premium” według dzisiejszych katalogowych standardów, ale świetnie pasuje do estetyki modeli inspirowanych latami 70. Łapie refleksy inaczej niż szafir, daje łagodniejszy obraz tarczy i po prostu buduje klimat. W tym konkretnym projekcie trudno byłoby go zastąpić czymś nowocześniejszym bez straty dla całości.

fot. Timex

Cena jest jeszcze rozsądna, choć „tani Timex” to już nie zawsze prawda

Nowy model trafił do przedsprzedaży w cenie 229 dolarów, czyli około 840 zł, na rynku amerykańskim. W europejskim sklepie Timexa kosztuje 219 euro, czyli około 930 zł. Dostawy zapowiedziano na przełom października i listopada, więc nie jest to zegarek „na jutro”, raczej propozycja dla tych, którzy od razu wiedzą, że podoba im się ten konkretny projekt.

I tu mam mieszane uczucia. Z jednej strony, mniej więcej 900 zł za charakterystyczny zegarek z wyraźnym pomysłem, stalową kopertą i porządnym dopracowaniem stylistycznym nadal brzmi uczciwie. Z drugiej, Timex coraz częściej wychodzi poza rolę marki „świetnej, bo niedrogiej” i przesuwa część modeli w okolice, gdzie konkurencja robi się naprawdę szeroka. Blue Vega broni się jednak designem. Nie kupuje się jej po to, by wygrać tabelę parametrów. Kupuje się ją dlatego, że po spojrzeniu na tarczę zostaje w głowie. A to akurat w zegarkach bywa ważniejsze niż kolejny punkt w specyfikacji.

Zobacz też