W branży gier przywykliśmy, że duże projekty ogłasza się wtedy, gdy mają już logo, zwiastun, datę, edycję kolekcjonerską i przynajmniej trzy obietnice, z których jedna będzie później dyskretnie wycofana. Hideo Kojima działa inaczej. PHYSINT ma już nazwę, gwiazdorską obsadę z Billem Skarsgårdem na czele i wyraźny szum wokół siebie, ale jego twórca wciąż rozważa rzecz pozornie podstawową: na jakim silniku właściwie ta gra powstanie. I przyznam, że ta niedookreśloność pasuje do Kojimy bardziej niż najpiękniejszy pokaz technologiczny.
Twórca potwierdził, że eksperymentuje z technologią dla PHYSINT i nie przesądził jeszcze, czy sięgnie po Decimę, czyli silnik znany z serii Death Stranding oraz produkcji Guerrilla Games. Jednocześnie współpraca z Xboxem ma zapewnić Kojima Productions dostęp do zaplecza technologicznego Microsoftu. Brzmi to jak etap, na którym w studiu więcej czasu spędza się przy prototypach niż przy tabelce z zamkniętymi zadaniami. Dla części odbiorców będzie to powód do niepokoju. Dla mnie raczej uczciwe postawienie sprawy: PHYSINT jeszcze się kształtuje.
Silnik nie jest detalem z końca prezentacji
Gracze często traktują wybór silnika jak techniczną przyprawę, którą można pominąć, by przejść do konkretów: fabuły, skradania, strzelania i fotorealistycznej twarzy aktora. Tymczasem dla gry zapowiadanej jako widowiskowa, szpiegowska produkcja akcji decyzja ta może wpłynąć na właściwie każdy element doświadczenia. Od tego, jak świat reaguje na gracza, przez oświetlenie i animacje, aż po skalę lokacji czy sposób prowadzenia kamery.
Decima byłaby wyborem naturalnym. Kojima Productions doskonale zna ten silnik, wykorzystało go w Death Stranding i jego kontynuacji, a technologia Guerrilla ma opinię solidnej podstawy dla gier o wielkich, szczegółowych przestrzeniach. Z drugiej strony powrót do dobrze znanego narzędzia bywa wygodny jak ulubiona kurtka: zapewnia komfort, lecz niekoniecznie prowadzi w miejsce, którego wcześniej nie widzieliśmy.
Kojima wyraźnie nie chce zamykać się w takim komforcie. Wspominał o laboratoriach Microsoftu i eksperymentach z technologiami, które zrobiły na nim duże wrażenie. To ważne, bo partnerstwo z Xboxem może oznaczać więcej niż logo przy zwiastunie i pomoc przy finansowaniu. Jeśli studio dostanie rzeczywisty dostęp do specjalistycznych narzędzi, rozwiązań chmurowych czy zespołów badawczych, PHYSINT może być projektowane od początku wokół możliwości, których sam silnik Decima nie musi oferować w gotowej formie.
Xbox dostaje twórcę, którego nie da się prowadzić na smyczy
Microsoft od lat inwestuje w rozpoznawalne studia, marki i katalog usług. Kojima wnosi do tego układu coś znacznie mniej uporządkowanego: nazwisko, które samo uruchamia wyobraźnię graczy. Czasem także wyobraźnię działów finansowych, a to już inny gatunek napięcia. PHYSINT ma należeć do nurtu action espionage, który Kojima współtworzył za sprawą Metal Gear, więc łatwo byłoby oczekiwać po prostu jego efektownego powrotu do szpiegowskiej formuły.
Tyle że Kojima rzadko wraca gdziekolwiek wprost. Death Stranding miało być grą o dostarczaniu przesyłek, a zmieniło się w osobliwą opowieść o więziach, samotności i stawianiu drabin w deszczu. To opis, który w 2019 roku brzmiał jak żart napisany przez algorytm po nieprzespanej nocy, a jednak zadziałał. Można więc zakładać, że PHYSINT nie będzie grzecznym odtworzeniem Metal Gear Solid w nowym garniturze.
Właśnie dlatego technologiczna swoboda ma znaczenie. Duże firmy lubią harmonogramy, mierzalne etapy i odpowiedzi na pytania zadane jeszcze przed pierwszym prototypem. Twórcy tacy jak Kojima wolą czasem najpierw sprawdzić, co da się zrobić, a dopiero później zdecydować, co z tego będzie miało sens w grze. To ryzykowny model pracy i trudno udawać, że nie bywa kosztowny. Jednak próba wtłoczenia jego projektów w rygor typowej produkcji AAA mogłaby skończyć się grą poprawną, drogą i całkowicie pozbawioną powodu, by o niej pamiętać.
PHYSINT i OD: dwa projekty, dwa kierunki
Warto przy tym nie mieszać PHYSINT z OD, drugim projektem Kojima Productions realizowanym z Xbox Game Studios. OD ma wykorzystywać chmurowe technologie Microsoftu i rozwijany jest jako doświadczenie z pogranicza gry oraz interaktywnego horroru. Produkcja wróciła do prac po przerwie związanej ze strajkiem SAG-AFTRA, ale nadal pozostaje owiana typową dla Kojimy mgłą niedopowiedzeń.
PHYSINT wydaje się projektem o zupełnie innym ciężarze gatunkowym. Ma odwoływać się do kina szpiegowskiego i współczesnej gry akcji, a udział Billa Skarsgårda sugeruje, że twórca ponownie buduje obsadę z aktorów rozpoznawalnych daleko poza światem konsol. Nie oznacza to jeszcze, że zobaczymy hollywoodzkie widowisko, w którym od czasu do czasu można nacisnąć przycisk. Kojima zbyt długo pracuje z językiem gier, by zadowolić się takim rozwiązaniem. Ale granica między grą, serialową inscenizacją i technologicznym eksperymentem zapewne znów będzie u niego wyjątkowo cienka.
Trochę cierpliwości zamiast kolejnego CGI
Nie podzielam odruchu, według którego każda wiadomość o braku decyzji musi oznaczać produkcyjny bałagan. Oczywiście, historia gier zna wiele projektów, które miesiącami zmieniały fundamenty i kończyły jako ostrzeżenie dla całej branży. Nie ma też sensu romantyzować niekończącego się eksperymentowania. Gra kiedyś musi wejść w fazę konkretnej pracy, a ludzie w studiu potrzebują jasnego kierunku.
Na dziś jednak brak decyzji o silniku mówi przede wszystkim, że Kojima Productions ma jeszcze przestrzeń do wyboru, a nie że projekt zatrzymał się w miejscu. Wolę tę sytuację od konferencyjnego rytuału, w którym pokazuje się imponujący zwiastun z hasłem o premierze za kilka lat, a potem przez następne miesiące poprawia całą koncepcję za zamkniętymi drzwiami.
PHYSINT zapowiada się jako projekt, którego nie należy oceniać po tym, ile wiemy już teraz. Właściwie wiemy niewiele, ale ta niewiedza ma tu swój sens. Kojima dostał od Xboxa technologiczny plac zabaw, a gracze powinni raczej pilnować, by nie zamienił się w wystawę gadżetów bez celu. Jeśli z tych eksperymentów wyjdzie świeże spojrzenie na szpiegowską grę akcji, czas poświęcony na wybór silnika okaże się jedną z rozsądniejszych decyzji podjętych przed premierą.
