Alpine wyjechało na Goodwood, a Porsche wciąż układa elektrycznego Caymana

W świecie samochodów sportowych sama obecność na Goodwood Festival of Speed bywa komunikatem głośniejszym od całej prezentacji w sali konferencyjnej. Tłum, słynny podjazd, auto, które ma przejechać obok ludzi o własnych siłach – to środowisko, w którym prototyp nie może zasłonić się renderem, nastrojową muzyką i zdaniem o odważnej wizji marki. Alpine przywiozło tam rozwojowy egzemplarz elektrycznego A110 Future i przez trzy dni puszczało go na trasę hill climb. To gest pozornie skromny, lecz dla marki z Dieppe bardzo znaczący.

Mam wrażenie, że Francuzi dobrze rozumieją wagę chwili. A110 jest samochodem kochanym za lekkość, zwinność i tę rzadką dziś zdolność do angażowania kierowcy bez konieczności posiadania mocy małej elektrowni. Elektryczny następca musi przekonać ludzi, którzy z definicji podejrzliwie patrzą na dodatkowe setki kilogramów. Wystawienie takiego auta na Goodwood było więc czymś więcej niż efektownym przejazdem pod górę. Było pierwszym publicznym sprawdzianem odwagi.

Goodwood zamiast kolejnej mgły kamuflażu

Alpine A110 Future pozostaje autem rozwojowym, więc nie ma jeszcze sensu udawać, że znamy jego końcowy charakter po kilku przejazdach festiwalową trasą. Nie ujawniono kompletnej specyfikacji, osiągów ani finalnej masy. Właśnie masa będzie tu słowem ważniejszym od przyspieszenia do 100 km/h, bo sprint elektryka potrafi dziś zapewnić wiele modeli. Trudniej stworzyć samochód, który po kilku zakrętach wciąż chce się prowadzić, zamiast jedynie imponować pierwszym wciśnięciem pedału.

Sam fakt, że auto wspinało się po Goodwood, ma jednak swoją wartość. Prototyp można oglądać w świetle dnia, słuchać jego pracy i obserwować, jak radzi sobie pod obciążeniem. W epoce, gdy premiery aut potrafią przeciągać się przez lata, takie publiczne wystawienie techniki na próbę działa odświeżająco. Alpine nie otrzymało jeszcze medalu za gotowy samochód, lecz pokazało wyraźnie, że projekt wyszedł poza etap wygodnych obietnic.

Black sports car with blue lightning bolt and number 110 decals on a platform in a bright white garage.
fot. Alpine

A110 ma wyjątkowo trudne dziedzictwo

Przyszły model będzie trzecią generacją A110. Oryginalne Alpine A110 zapisało się w historii rajdów, a współczesne wcielenie zyskało status jednego z najbardziej lubianych lekkich sportowych aut ostatnich lat. Nie potrzebowało absurdalnych wartości mocy, aktywnych spoilerów wielkości stołu ani kabiny zamienionej w salon ekranów. Wystarczały proporcje, niska masa i świetnie zestrojone podwozie.

To czyni zadanie Alpine trudniejszym, ale też ciekawszym. Marka nie może po prostu włożyć baterii do sportowego nadwozia i liczyć, że natychmiast kupi nas cisza napędu oraz moment obrotowy. Klienci A110 są raczej z tej grupy, która zauważa, czy samochód ochoczo składa się w zakręt, czy przy hamowaniu czuć nadmiar bezwładności i czy kierownica przekazuje coś więcej niż precyzyjny obraz sytuacji. Producent będzie musiał znaleźć własną odpowiedź na problem elektrycznej masy, a nie przykrywać go kolejnymi trybami jazdy o nazwach rodem z automatu do kawy.

Top view of a black sports car with "A110 FUTURE" text in blue and gray on the roof and white racing stripes.
fot. Alpine

Porsche ma dziś bardziej skomplikowaną układankę

Publiczny debiut rozwojowego Alpine wygląda jeszcze mocniej w zestawieniu z sytuacją Porsche. Niemiecka marka pracuje nad elektrycznymi następcami 718 Boxstera i Caymana, ale projekt napotkał opóźnienia. Przez pewien czas pojawiały się nawet pogłoski, że koncepcja sportowego 718 wyłącznie na prąd może zostać porzucona. Porsche potwierdziło później, że do elektrycznych odmian mają dołączyć także nowe warianty spalinowe.

Rozumiem tę ostrożność. Porsche ma dużo więcej do stracenia, a 718 jest dla klientów punktem odniesienia w klasie sportowych aut dostępnych na co dzień. Tyle że z perspektywy widza motoryzacyjnego spektakl robi się nieco paradoksalny: gigant z ogromnym doświadczeniem elektrycznym nadal dopina swoją strategię, podczas gdy znacznie mniejsze Alpine już wysyła rozwijany samochód pod górę w Goodwood. To jeszcze nie dowód technicznej przewagi Francuzów. To bardzo czytelny dowód szybszej gotowości do pokazania kart.

Matte black Alpine race car with blue number 70 and star decal driving on a track with hay bales and crowd in background.
fot. Alpine

W elektrycznym coupe liczy się coś więcej niż liczby

Od elektrycznego A110 można oczekiwać szybkiej reakcji na gaz i bardzo mocnego wyjścia z nawrotów. Tego rodzaju kompetencje daje dziś sam charakter napędu. Prawdziwy egzamin zacznie się w miejscach mniej widowiskowych: w sposobie dawkowania mocy na śliskiej drodze, w zachowaniu po dłuższej serii zakrętów, w pracy hamulca i w tym, czy kierowca będzie miała ochotę pojechać tą samą trasą jeszcze raz.

Alpine ma tu pewien atut mentalny. Marka przez lata budowała swoją pozycję wokół prostego przekonania, że frajda nie musi wynikać z rozmiaru ani ostentacji. Jeśli przeniesie tę dyscyplinę do architektury elektrycznego A110, może stworzyć auto ważniejsze niż kolejny szybki kompakt na baterii. Jeśli zaś skończy z ciężkim coupe, które będzie ratować wrażenie setkami koni mechanicznych, najbardziej wierni fani od razu wyczują różnicę. A110 nie jest marką, której wybacza się brak lekkości tylko dlatego, że katalog przyspieszeń wygląda dobrze.

White Alpine sports car with distinctive round headlights driving on a winding road through grassy hills.
fot. Alpine

Pierwszy ruch nie daje zwycięstwa, ale buduje wiarygodność

Goodwood nie rozstrzyga, czy elektryczne Alpine A110 Future okaże się lepsze od przyszłego Caymana ani czy oba auta trafią do salonów w podobnym czasie. Nie znamy cen, zasięgu, akumulatorów, układu napędowego ani końcowej formy nadwozia. Byłoby zdecydowanie za wcześnie na werdykty. Można jednak ocenić samą postawę producenta.

Alpine postawiło swój najbardziej wrażliwy projekt przed publicznością, której nie imponuje sam znaczek ani futurystyczna sylwetka. I to akurat szanuję. Elektryfikacja samochodów sportowych potrzebuje mniej deklaracji o przyszłości, a więcej aut, które wyjeżdżają na drogę, skręcają, hamują i dają się osądzić. Francuzi wykonali pierwszy widoczny krok. Teraz pozostaje pytanie, czy pod lekką, ambitną nazwą A110 rzeczywiście zdołają zachować temperament, dla którego warto było pokochać poprzedników.

Zobacz też