MOVA LiDAX Ultra 1600. Wpuściłem robota na swój trawnik | TEST

Marka MOVA wraca do mnie ostatnio tak często, że przestałem już liczyć. Odkurzała i mopowała moje podłogi, grała mi w tle podczas pracy, a nawet odpowiadała za poranne mycie zębów. Tym razem padło na sprzęt, który zamiast salonu, biurka czy łazienki dostał do dyspozycji mój ogród. I od razu zaznaczę: to nie był trawnik przygotowany pod sesję zdjęciową, z rosą na źdźbłach i perfekcyjnie przyciętym obrzeżem. To był normalny ogród po kilku tygodniach wiosennego życia własnym rytmem. Kora, wyższa zaniedbana trawa, nierówności. W takich warunkach robot koszący ma szanse się zaprezentować.

Robot MOVA LiDAX Ultra 1600 przyjechał z całym arsenałem technologii: LiDAR 3D, kamera HDR, mapowanie AI, wysuwana tarcza do krawędzi, strefy, ochrona ogrodu. Dużo tego. Na tyle dużo, że przez chwilę można odnieść wrażenie, że zaraz nie tyle skosi trawę, ile…przeprowadzi audyt i zaproponuje plan naprawczy. Ja mam proste wymagania – kosiarka ma jechać pewnie, ciąć równo, nie panikować co chwila przy przeszkodach i zostawić po sobie efekt, po którym nie muszę niczego poprawiać. Cała reszta, nawet jeśli brzmi imponująco, jest dla mnie jedynie miłym dodatkiem.

Robot koszący kosiarka automatyczna MOVA LiDAX Ultra 1600

Pierwsze wrażenie? Kawał sprzętu!

LiDAX Ultra 1600 na pewno na należy kategorii filigranowych kosiarek. Po otwarciu pudełka naszym oczom ukazuje się sporych rozmiarów robot. Szeroki rozstaw kół, masywna obudowa i konstrukcja przygotowana ewidentnie na coś więcej niż przejazd po kilku metrach kwadratowych trawnika (jak w moim przypadku). W zestawie jest stacja, zasilacz, elementy montażowe i cała reszta potrzebna do startu, ale największe wrażenie robi sam robot. Jest duży, konkretny i wygląda poważnie.

Na żywo bryła LiDAX Ultra 1600 wypada lepiej niż na zdjęciach. Szaro-czarna obudowa z czerwonymi akcentami jest nowoczesna, ale nie przesadzona. Przy krzewach, rabatach i zwykłej ogrodowej zieleni robot wygląda naturalnie, jak sprzęt użytkowy z dopracowanym designem. Widać, że MOVA nie próbowała go optycznie odchudzić na siłę. To ma być maszyna do pracy. Pod górną klapką znalazł się panel sterowania z ekranem, pokrętłem i fizycznymi przyciskami. I bardzo dobrze. Aplikacja jest ważna, ale w ogrodzie często chcesz podejść do sprzętu, kliknąć i wrócić do swoich zajęć. Polski język w menu też jest miłym detalem, bo przy pierwszej konfiguracji od razu wiadomo, co robić.

Instalacja bez przewodu to spora ulga na starcie

Konfiguracja i pierwsze uruchomienie potrafi bardzo szybko ostudzić nasz zapał. W przypadku LiDAX Ultra 1600 ten etap na szczęście jest dość wygody i szybki. Robot nie wymaga do tego fizycznego przewodu ani stacji. Według mnie to jedna z najważniejszych cech.

MOVA korzysta tu z systemu UltraView 2.0, czyli połączenia 360-stopniowego LiDAR 3D i kamery 1080p HDR ze wsparciem AI. W skrócie? Robot rozumie, gdzie jest trawnik, gdzie kończy się jego teren i gdzie zaczynają się miejsca, w które lepiej nie wjeżdżać z wirującymi ostrzami. LiDAR mierzy przestrzeń wokół urządzenia, kamera dorzuca obraz tego, co znajduje się przed nim, a algorytmy składają z tego mapę.

Samo mapowanie przypomina pierwszy obchód po działce, Robot najpierw poznaje teren, a później w aplikacji można poukładać ogród po swojemu: wyznaczyć strefy, odgrodzić rabaty, wskazać przejazdy między fragmentami trawnika i ustawić inną wysokość czy kierunek koszenia dla wybranych miejsc. Być może przy prostym układzie terenu brzmi to może jak nadmiar funkcjonalność, ale w moim przypadku ogród nie jest ani prostokątem ani żadnym innym foremnym kształtem.

OK, kosimy

Jak wspomniałem wcześniej MOVA LiDAX Ultra 1600 trafił u mnie (zgodnie z zamierzeniem) na idealne warunki do testu: wyższa trawa, gęstsze kępy, trochę nierówności, porozrzucana kora. Zielony tor przeszkód. Robot nie zachowywał się jak zaskoczony tym, co napotkał. Jeździł spokojnie, pracował metodycznie i po kolejnych przejazdach było widać, że regularność jest tu najważniejsza – mniej koszenia na raz, a więcej systematycznego podcinania. Dzięki któremu ogród nie zdąży wrócić do stanu lekkiego rozpasania. Pomaga szeroki zakres wysokości cięcia od 3 do 10 cm ustawiany w aplikacji. Przydatna rzecz w ogrodach, w których trawa raz rośnie jak szalona, a innym razem trzeba podejść do niej ostrożniej. Po deszczu, na początku sezonu albo przy bardziej bujnych fragmentach lepie będzie zacząć wyżej i dopiero później schodzić z ustawieniem.

Na nierównościach pracuje pływający system tnący, czyli zespół noży lepiej dopasowujący się do terenu. W moim ogrodzie ma to znaczenie, bo są miejsca, gdzie ziemia po opadach układa się inaczej, trawa przy roślinach rośnie gęściej. MOVA poradziła sobie z tym bardzo dobrze. Po kilku cyklach trawnik zaczął wyglądać bardziej równo i schludnie. Poniżej efekt po jednym, pierwszym przejeździe.

Bliżej krawędzi, czyli bliżej problemów

Krawędzie to ten trudniejszy fragment koszenia. Środek trawnika to zwykle żadne wyzwanie dla dobrego robota, ale jeśli przy rabacie zostaje zielony pasek, to odruchowo zerkam w stronę podkaszarki. W moim ogródku takich miejsc jest całkiem sporo: rośliny, obrzeża, linie przy krzewach, fragmenty bardziej otwarte i takie, gdzie robot musi trzymać się na dystans. Normalna rzecz – trawa i rośliny niestety lubią wchodzić sobie w drogę.

LiDAX Ultra 1600 ma na to system UltraTrim 1.0, czyli ruchomą tarczę tnącą wysuwaną bliżej krawędzi. Robot nie jedzie dzięki temu zbyt szeroko, trzyma linię bliżej granicy, a przy prostszych odcinkach efekt jest zauważalnie schludniejszy. Nie oznacza to magicznego końca pracy ręcznej przy każdym obrzeżu. Przy krzakach, rabatach i miejscach, gdzie rośliny wchodzą nisko nad trawnik, nadal zdarzy się fragment do poprawienia. Tego nie ma co pudrować. Różnica polega na tym, że po pracy MOVA tych poprawek zostaje po prostu mniej.

Dobrze wypada też sposób, w jaki robot obserwuje otoczenie. MOVA deklaruje rozpoznawanie ponad 300 typów obiektów, od zabawek i węży ogrodowych po meble, ludzi oraz zwierzęta. Coś zostało na trawie? Robot ma to zauważyć, ominąć i wrócić do koszenia. Takie drobiazgi decydują, czy faktycznie masz mniej zajęć lub kolejny sprzęt do pilnowania.

Robot koszący kosiarka automatyczna MOVA LiDAX Ultra 1600

Duże koła i spokojna jazda

LiDAX Ultra 1600 nie obraża się na trochę mniej idealny teren. Duże tylne koła nie są tu ozdobą. Muszą radzić sobie wtedy, gdy trawnik jest miększy po deszczu lub gdy pojawia się delikatny uskok. MOVA deklaruje pokonywanie wzniesień do około 24 stopni oraz przeszkód o wysokości do 4 cm. W moim ogrodzie nie ma co prawda alpejskich serpentyn, ale są miejsca, w których pewność prowadzenia jest istotna.

Do tego dochodzi kultura pracy. W trybie standardowym robot pracuje podobno z głośnością na poziomie 57 dB, czyli naprawdę cicho. Robot jest słyszalny, ale nie wchodzi na pierwszy plan i nie przeszkadza. Można siedzieć na tarasie, przejść obok, zająć się czymś przy roślinach i nie mieć poczucia, że w tle pracuje maszyna budowlana.

MOVA Home. Ogród pod kontrolą z telefonu

MOVA Home jest z pewnością czymś więcej niż pilotem do włączania i zatrzymywania robota. W aplikacji możesz  ustawiać harmonogramy, strefy, wysokość cięcia, kierunek koszenia, tryby pracy i obszary wykluczone. Podoba mi się też podwójny harmonogram koszenia. Można przygotować osobne plany dla sezonu wiosna/lato oraz jesień/zima, co przy trawnikach ma dużo sensu. W maju trawa rośnie bardzo szybko. Latem dochodzi upał i okresy suszy, a pod koniec sezonu wszystko zwalnia. Możliwość ustawienia innych planów pracy pozwala lepiej dopasować robota do tego rytmu, zamiast co chwilę ręcznie przestawiać te same parametry.

Jest też TrueGuard Garden Security System. Robot może dawać podgląd wideo na żywo, wykonywać automatyczne patrole wtedy, gdy akurat nie kosi, i wysyłać powiadomienia o wykryciu człowieka. Nie robiłbym z niego głównego strażnika posesji, bo od tego są dedykowane kamery i alarmy, ale jako dodatkowe oko w ogrodzie ma to swoje miejsce. Skoro urządzenie i tak ma kamerę, czujniki i porusza się po terenie, taki podgląd bywa przydatny. Co jeszcze? Animal Friendly Mode. Robot może pracować wolniej, pozwala wyznaczać strefy aktywności zwierząt i ustawić godziny „Nie przeszkadzać”. U niektórych trawnik nie jest tylko pustym polem do koszenia. Przechodzi po nim pies, ktoś zostawia zabawkę, czasem leży wąż po podlewaniu, a domownicy żyją obok robota swoim rytmem. LiDAX Ultra 1600 ma się w tym odnaleźć.

Robot wyposażony jest w zabezpieczenia antykradzieżowe Jest alarm po podniesieniu, powiadomienia w aplikacji, wsparcie dla AirTag oraz śledzenie GPS w czasie rzeczywistym z alertami o opuszczeniu strefy dzięki modułowi Link. Do tego dochodzi czujnik pogody przerywający pracę w deszczu oraz odporność IPX6, która pozwala umyć sprzęt wodą pod ciśnieniem. Po koszeniu mokrawej trawy i przejazdach przy rabatach bardzo szybko docenisz, że czyszczenie nie wymaga obchodzenia się z robotem jak z porcelaną.

Robot koszący kosiarka automatyczna MOVA LiDAX Ultra 1600

Większy ogród = więcej powodów dla LiDAX Ultra 1600

LiDAX Ultra 1600 nie opiera się na jednym zamyśle. LiDAR, kamera, UltraTrim, strefy, harmonogramy, tryb dla zwierząt i zabezpieczenia tworzą sprzęt, który potrafi ogarnąć cały rytm pracy w ogrodzie. Trzeba tylko pamiętać, że to nadal robot koszący, a nie ogrodnik. Wysoka, mokra trawa może wymagać kilku cykli. Bardziej zarośnięte krawędzie nadal czasem kończą się krótką wizytą z podkaszarką. Aplikację warto ustawić porządnie na początku, bo od map, stref i harmonogramów zależy późniejszy komfort. To normalna część życia ze sprzętem pracującym w ogrodzie, czyli miejscu, które każdego tygodnia wygląda trochę inaczej.

MOVA LiDAX Ultra 1600 kosztuje obecnie w Polsce 4899 zł. Warto rozważyć ten model wtedy, gdy ogród ma większy metraż, kilka stref, przejścia, rabaty, krawędzie i miejsca, które klasyczną kosiarką trzeba regularnie ogarniać z cierpliwością. Najmocniejsze według mnie zalety tego robota to wygodna instalacja bez kabli, dobre mapowanie, sensowna praca przy krawędziach, cicha jazda i aplikacja, która pozwala precyzyjnie dopasować koszenie do własnego ogrodu. Do tego dochodzi jeszcze zestaw funkcji bezpieczeństwa, tryb dla zwierząt i odporność IPX6, czyli rzeczy, które w sezonie szybko przestają być dodatkami.

Warto pamiętać, że żaden robot koszący nie zastąpi człowieka w stu procentach, bo ogród zawsze znajdzie sposób, żeby przypomnieć o podkaszarce i nie tylko, ale MOVA LiDAX Ultra 1600 wyraźnie przesuwa granicę między regularną pielęgnacją a weekendowym nadrabianiem zaległości. Po pracy robota zostaje mniej miejsc do poprawienia, trawnik dłużej trzyma równy wygląd, a samo koszenie przestaje wisieć nad człowiekiem jak kolejny punkt na liście obowiązków.

Rafał
Rafał
Właściciel / Redaktor Naczelny Numag.pl / Pasjonat brytyjskiej muzyki i włoskiej motoryzacji. Od ponad 10 lat zajmuje się dziennikarstwem technologicznym, specjalizuje się w testach elektroniki użytkowej i trendach w branży IT

Zobacz też