Dreame przez lata kojarzyło mi się przede wszystkim ze sprzątaniem. Roboty, odkurzacze pionowe, stacje dokujące, mopowanie, czujniki, mapy mieszkania – cały ten domowy ekosystem, który w teorii ma dać nam trochę więcej świętego spokoju. Dlatego, gdy na testy trafił do mnie Dreame S100 65, miałam w głowie jedną myśl: marka wchodzi w telewizory z dokładnie takim samym nastawieniem, z jakim wcześniej weszła w sprzątanie. Chce pokazać, że da się zrobić sprzęt efektowny, nowoczesny i mocno napakowany funkcjami, ale nadal przeznaczony do zwykłego salonu, a nie tylko do katalogowych wizualizacji.
Po kilkunastu dniach z tym telewizorem mam wrażenie, że S100 65 jest bardzo ciekawym debiutem w kategorii, w której łatwo polec. Telewizor musi przecież zdać kilka egzaminów naraz. Ma wyglądać dobrze w dzień, nie męczyć wieczorem, radzić sobie ze streamingiem, sportem, konsolą, kablówką, YouTubem, pilotem, aplikacjami i domownikami, którzy nie mają ochoty uczyć się pięciu nowych skrótów. Dreame S100 65 nie jest sprzętem idealnym, ale jest jedną z tych propozycji, przy których widać ambicję. A ja takie wejścia na rynek lubię, nawet jeśli podchodzę do nich z lekką rezerwą.
Design jest spokojny, ale ten telewizor i tak robi wrażenie
Wersja 65-calowa to już ekran, który realnie zmienia salon. Nie da się go traktować jak dodatku do komody. Dreame S100 65 od razu przejmuje ścianę i trzeba mu dać trochę przestrzeni. Ramki są smukłe, całość wygląda nowocześnie, ale bez przesadnego kombinowania. Dla mnie to plus, bo telewizor nie powinien udawać designerskiej rzeźby, jeśli przez większość czasu ma służyć do oglądania serialu po pracy albo meczu w weekend.

Podoba mi się też to, że konstrukcja nie sprawia wrażenia taniej. W kategorii 65 cali wiele telewizorów potrafi wyglądać dobrze na zdjęciu, a po rozpakowaniu nagle wychodzi przeciętne spasowanie, lekko plastikowy charakter i pilot, który pamięta czasy pierwszych smart TV. Tutaj pierwsze wrażenie jest znacznie lepsze. Dreame zrobiło sprzęt, który spokojnie można postawić w bardziej dopracowanym wnętrzu i nie ma się poczucia, że trzeba go wizualnie ukrywać.
Oczywiście przy takim rozmiarze warto od razu pomyśleć o sensownym ustawieniu. 65 cali w małym pokoju może być zachwytem przez pierwsze dwa dni, a potem ćwiczeniem dla karku. W większym salonie Dreame S100 65 odnajduje się znacznie lepiej. To telewizor do oglądania z wygodnej odległości, najlepiej na kanapie, z miejscem na pełne wykorzystanie dużego ekranu.
Obraz: Mini LED i QLED robią tu najwięcej dobrego
Dreame S100 65 korzysta z panelu 4K QLED z podświetleniem Mini LED. W praktyce oznacza to połączenie szerokiej palety barw z lepszą kontrolą światła niż w klasycznych telewizorach LCD. I rzeczywiście, właśnie obraz jest najmocniejszym argumentem tego modelu. Kolory są żywe, kontrast przyjemny, a filmy i seriale w dobrej jakości wyglądają po prostu efektownie.

Najlepiej widać to przy treściach z platform streamingowych, szczególnie tych z Dolby Vision albo HDR10+. Dreame S100 65 potrafi wydobyć z obrazu sporo szczegółów, a sceny nocne nie zlewają się w jedną szarawą plamę. Nie jest to poziom czerni znany z OLED-ów, bo fizyki nie da się zaczarować, ale Mini LED bardzo pomaga w codziennym oglądaniu. W ciemnym pokoju telewizor potrafi stworzyć naprawdę kinowe wrażenie, choć przy bardzo kontrastowych scenach można czasem dostrzec ograniczenia lokalnego wygaszania.
Jasność w wersji 65-calowej wynosi 400 nitów typowo i do 600 nitów w szczycie. To ważna informacja, bo nie jest to ekran stworzony do walki z pełnym słońcem wpadającym prosto na matrycę. W normalnym salonie, przy dziennym świetle, radzi sobie dobrze. Jeśli jednak ktoś ma bardzo jasny pokój, ogromne okna i ogląda dużo w środku dnia, powinien mieć świadomość, że topowe Mini LED-y z wyższej półki potrafią świecić mocniej.

Wieczorem S100 65 pokazuje się z lepszej strony. Mam wrażenie, że to właśnie wtedy ten telewizor najłatwiej polubić. Przy filmach, dokumentach, koncertach i serialach obraz ma przyjemną głębię, a duży ekran robi swoje. Wystarczy włączyć dobrze zrealizowany materiał w 4K, żeby zrozumieć, po co komu 65 cali w salonie. Nie każdy seans musi być od razu domowym kinem, ale tutaj bardzo łatwo się do tego przyzwyczaić.
Ruch, sport i codzienne oglądanie. 144 Hz przydaje się bardziej, niż sądziłam
Dreame S100 65 oferuje odświeżanie do 144 Hz. W praktyce największą korzyść zobaczą gracze, ale wyższe odświeżanie i sprawna obsługa ruchu pomagają też przy sporcie czy dynamicznych materiałach. Mecze, wyścigi, szybkie przejazdy kamery i gry wyglądają płynnie, choć sporo zależy od jakości źródła.
Przy słabszym sygnale telewizyjnym cudów nie ma. To nadal 65-calowy ekran 4K, który bez litości pokazuje, gdy materiał jest przeciętny. Kanały w niższej jakości wyglądają poprawnie, ale nie ma sensu oczekiwać, że telewizor zamieni każdy obraz w pokaz możliwości. To zresztą dotyczy większości dużych ekranów. Im większy panel, tym trudniej ukryć niedoskonałości źródła.

W ustawieniach warto poświęcić chwilę na dopasowanie płynności obrazu. Fabryczne tryby bywają efektowne, ale ja zwykle wolę ograniczyć zbyt agresywne upłynnianie, bo przy filmach może dawać nienaturalny efekt. Dreame pozwala regulować obraz dość szeroko, więc po kilku zmianach można uzyskać bardziej naturalny balans. To nie jest telewizor, który trzeba oglądać wyłącznie w jednym trybie, a to dla mnie duża zaleta.
Granie na Dreame S100 65 jest jednym z najmocniejszych argumentów za tym modelem
Jeśli ktoś szuka dużego telewizora do konsoli, Dreame S100 65 ma sporo atutów. Jest HDMI 2.1, VRR, ALLM, 4K przy 144 Hz i deklarowany czas reakcji na poziomie 8 ms. W codziennym graniu oznacza to szybkie przełączanie w tryb o niskim opóźnieniu, płynniejszy obraz i mniejsze ryzyko szarpania animacji. Dla osób grających na PlayStation 5, Xbox Series X albo mocnym PC to już zestaw funkcji, którego warto wymagać od nowoczesnego telewizora.

Podoba mi się, że tryb gamingowy nie wygląda tutaj jak dopisek zrobiony na potrzeby pudełka. Dreame dorzuca panel z funkcjami dla graczy, w tym podgląd liczby klatek, przełączanie ustawień HDR i dodatkowe opcje ekranowe. Nie każda z tych funkcji będzie potrzebna każdemu, ale sama obecność takiego zestawu pokazuje, że producent rozumie, jak dziś używa się dużego telewizora.
Największą różnicę czuć w grach dynamicznych. Wyścigi, strzelanki, szybkie gry akcji i sportowe tytuły korzystają z płynności, a 65 cali robi z rozgrywki znacznie bardziej angażujące doświadczenie. Tu naprawdę trudno potem wrócić do mniejszego ekranu. W spokojniejszych grach, przy eksploracji albo filmowych produkcjach, większe znaczenie ma z kolei kontrast i HDR. Dreame S100 65 potrafi wtedy pokazać bardzo atrakcyjny obraz, choć znów – nie jest to OLED z perfekcyjną czernią.
Dźwięk zaskakuje, bo 70 W i 11 przetworników sprawdza się dobrze
W telewizorach dźwięk bardzo często traktuję jako punkt obowiązkowy, który po prostu trzeba odhaczyć przed podłączeniem soundbara. Dreame S100 65 jest pod tym względem przyjemnym wyjątkiem. System audio ma 70 W mocy, 11 przetworników i obsługuje Dolby Atmos. To nadal nie zastąpi dobrego zestawu kina domowego, ale jak na wbudowane głośniki brzmi naprawdę solidnie.

Dialogi są czytelne, scena jest szersza, niż spodziewałabym się po samym telewizorze, a przy filmach akcji i koncertach dźwięk ma więcej ciała. Nie jest płaski ani cienki, co w dużym ekranie ma ogromne znaczenie. Gdy obraz jest kinowy, a dźwięk przypomina radio z kuchni, cały efekt szybko się sypie. Tutaj ten dysonans jest znacznie mniejszy.

Czy dokupiłabym soundbar? Raczej nie. Ewentualnie pomyślałabym o uzbieraniu do pełnego kinowego zestawu. Do zwykłego oglądania seriali, YouTube’a, wiadomości, sportu i okazjonalnych filmów – niekoniecznie od razu. I to chyba najlepszy komplement dla tego systemu audio. Dreame S100 65 nie zmusza do natychmiastowego doposażenia salonu.
Google TV jest wygodne, choć momentami chciałabym mniej podpowiedzi
System Google TV to bezpieczny wybór. Dostęp do aplikacji jest szeroki, konfiguracja nie wymaga kombinowania, a użytkownik dostaje znane środowisko z Netflixem, Disney+, Prime Video, YouTube’em, Maxem i innymi usługami. Dla mnie to jedna z praktyczniejszych decyzji, bo telewizor ma być sprzętem dla całego domu. Im mniej tłumaczenia, gdzie co kliknąć, tym lepiej.
Dreame S100 65 ma 3 GB RAM i 32 GB pamięci, więc na tle wielu telewizorów wypada sensownie. Aplikacje uruchamiają się sprawnie, przełączanie między nimi nie irytuje, a system nie daje wrażenia, że już w dniu zakupu jest zmęczony życiem. Oczywiście Google TV ma swój charakter. Lubi rekomendacje, podpowiedzi, kafelki i treści, których wcale nie zamawiałam. Da się z tym żyć, ale czasem tęsknię za prostszym ekranem głównym, który pokazuje mniej, za to bardziej po mojemu.

Pilot jest wygodny, a obsługa głosowa przydaje się częściej, niż zakładałam. Szczególnie przy wyszukiwaniu treści, wpisywaniu tytułów i przełączaniu aplikacji. W telewizorze tej klasy to już niemal obowiązek, ale dobrze, że działa naturalnie i nie przypomina rozmowy z bardzo upartym automatem.
Jedną rzecz odnotowałam dość szybko, bo na co dzień korzystam z urządzeń Apple – Dreame S100 65 nie ma obsługi AirPlay. Dla części użytkowników to będzie drobiazg, dla innych realna niedogodność. Jeśli ktoś chce szybko przerzucić zdjęcia z iPhone’a, puścić film z MacBooka albo pokazać coś na dużym ekranie bez szukania kabla i kombinowania z dodatkowymi aplikacjami, brak tej funkcji potrafi zirytować. Google TV daje oczywiście własne możliwości przesyłania treści, działa Chromecast i przy Androidzie wszystko jest bardziej naturalne, ale w domu opartym na iPhonie, iPadzie i Macu AirPlay jest po prostu wygodnym nawykiem.
W moim przypadku nie przekreśla to telewizora, bo większość treści i tak oglądam bezpośrednio z aplikacji, ale przy sprzęcie tej klasy chętnie zobaczyłabym pełniejszą otwartość na ekosystem Apple. Zwłaszcza że w 65-calowym telewizorze za kilka tysięcy złotych takie drobne braki potrafią być bardziej odczuwalne niż kolejny tryb obrazu ukryty w ustawieniach.
Dla kogo jest Dreame S100 65?
Dreame S100 65 najbardziej pasuje do osób, które chcą dużego, efektownego telewizora do salonu i korzystają z niego na wiele sposobów. Streaming, konsola, YouTube, sport, filmy wieczorem, czasem klasyczna telewizja – ten model dobrze odnajduje się w takim mieszanym scenariuszu. Właśnie w tym widzę jego siłę. Nie trzeba go kupować wyłącznie jako telewizora dla gracza albo wyłącznie jako ekranu do filmów.
To dobry wybór dla kogoś, kto chce wejść w Mini LED i 144 Hz, ale niekoniecznie chce płacić kwoty zarezerwowane dla najbardziej prestiżowych serii znanych marek. Cena Dreame S100 65 wynosi 4 299 zł, więc robi się z tego propozycja znacznie ciekawsza, niż można by zakładać po samej specyfikacji. W tej kwocie dostajemy duży ekran 4K, podświetlenie Mini LED, Google TV, zestaw funkcji dla graczy i zaskakująco mocny dźwięk. Oczywiście konkurencja w okolicach 4 tysięcy złotych jest już bardzo gęsta, ale właśnie dlatego Dreame ma tu argument – nie sprzedaje samej obietnicy nowej marki w telewizorach, tylko konkretny pakiet funkcji, który w codziennym użyciu faktycznie ma co robić.
Nie polecałabym go natomiast osobom, które mają bardzo jasny salon z bezpośrednim słońcem na ekranie przez większość dnia. Wtedy część zalet może zwyczajnie zginąć. Dreame S100 65 potrzebuje dobrego źródła i sensownych warunków, żeby pokazać, po co ma te wszystkie technologie.
Moja ocena? Udany debiut, który ma charakter i kilka rozsądnych kompromisów
Dreame S100 65 zostawił mnie z poczuciem, że marka nie weszła w telewizory przypadkiem. Widać tu ambicję, dobre wyposażenie i zrozumienie tego, jak dziś korzysta się z dużego ekranu. Obraz jest atrakcyjny, gaming wypada bardzo dobrze, dźwięk pozytywnie zaskakuje, a Google TV daje wygodę, której w codziennym użyciu trudno nie docenić.
Mam też kilka zastrzeżeń. Jasność w wersji 65-calowej jest dobra, ale nie rekordowa. Przy bardzo trudnych warunkach oświetleniowych można chcieć więcej. Lokalnego wygaszania nie da się pomylić z OLED-em, więc osoby wyczulone na absolutną czerń powinny brać to pod uwagę.

Mimo tego Dreame S100 65 uważam za sprzęt bardzo udany. Szczególnie dla osób, które chcą jednego telewizora do wszystkiego i nie mają ochoty wybierać między filmami, grami a codzienną wygodą. To model, który potrafi dać dużo frajdy bez poczucia, że połowa funkcji istnieje tylko w tabelce. I chyba właśnie dlatego po teście najłatwiej zapamiętałam go nie jako eksperyment marki od odkurzaczy, lecz jako pełnoprawny telewizor, który ma prawo walczyć o miejsce w salonie.
Werdykt? Dreame S100 65 to bardzo ciekawy telewizor dla osób, które chcą dużego ekranu 4K z Mini LED, mocnego zestawu funkcji dla graczy, dobrego dźwięku i wygodnego systemu Google TV. Nie jest bezkompromisowy, ale jego kompromisy są zrozumiałe. Po kilku dniach korzystania mam wrażenie, że Dreame udało się zrobić coś trudniejszego niż efektowny debiut – sprzęt, który po prostu dobrze działa w codziennym salonie.



