Lubię projekty, które zmieniają znany przedmiot bez rozbierania go na części i składania od nowa. W świecie elektroniki to wcale nie takie częste. Zwykle „edycja specjalna” oznacza nowy kolor, logo w innym miejscu i komunikat napisany tak, jakby ktoś właśnie wynalazł drugie koło. Współpraca Bang & Olufsen z japońskim Fragment Design działa trochę inaczej.
Tu zmiana faktycznie zaczyna się od powierzchni, ale nie kończy na niej. Cztery rozpoznawalne produkty duńskiej marki zostały ubrane w głęboką, lśniącą czerń, która nie próbuje przyciągać wzroku błyskiem złota ani przesadą. Jest chłodna, zdyscyplinowana, niemal surowa. I właśnie dlatego pasuje do Bang & Olufsen lepiej, niż mogłoby się wydawać.
Cztery ikony B&O, jeden bardzo konsekwentny filtr
Kolekcja Bang & Olufsen x Fragment obejmuje słuchawki Beoplay H100, przenośny głośnik Beosound A1 3rd Gen, modułowy system ścienny Beosound Shape oraz Beosystem 9000c z głośnikami Beolab 28. Ten ostatni zestaw będzie dostępny wyłącznie w Japonii i tylko w formule made-to-order, co od razu ustawia go bliżej obiektu kolekcjonerskiego niż zwykłego zakupu do salonu. Całość spina charakterystyczny znak Fragment Design, czyli podwójna błyskawica, i monochromatyczna estetyka, z której studio Hiroshiego Fujiwary słynie od lat.
W przypadku Beoplay H100 czarne, wysoko połyskujące anodowane elementy kontrastują z białymi oznaczeniami, a skóra na pałąku i poduszkach dopełnia całości bez zbędnych ozdobników. Beosound A1 ma z kolei wyglądać niemal jak polerowany kamień, tylko bardziej precyzyjny i droższy. Przy Beosound Shape robi się ciekawiej, bo Fujiwara zaproponował układ przypominający kwiat, który wcześniej naszkicował po wizycie w siedzibie B&O w Struer. To drobny detal, ale pokazuje, że nie chodziło wyłącznie o nałożenie czarnego filtra na katalog.
Czerń, ale wykonana tak, żeby było ją widać
Najbardziej przekonuje mnie w tym projekcie sposób wykończenia. Bang & Olufsen zastosowało proces, którego wcześniej nie wykorzystywało: specjalną anodizację aluminium, a później ręczne polerowanie, aż do uzyskania gładkiej, niemal płynnej tafli. To ważne, bo czerń w sprzęcie premium potrafi być pułapką. Może wyglądać elegancko, ale może też w sekundę zamienić produkt w kolejny anonimowy gadżet, który zlewa się z półką RTV. Tu zdecydowano się na połysk, który łapie światło i pozwala zachować rzeźbiarską formę urządzeń.
Bang & Olufsen od dawna dobrze czuje się na granicy elektroniki i wzornictwa wnętrz. Głośnik tej marki nie musi stać gdzieś z boku, byle działał. Ma być widoczny, ale nie nachalny. Fragment Design dodaje do tej filozofii własną dyscyplinę. Zamiast nowej palety kolorów jest redukcja. Zamiast dekoracyjności – kontrola. Mam wrażenie, że właśnie dlatego ta kolekcja wygląda bardziej dojrzale niż wiele luksusowych kolaboracji, w których partnerzy tak mocno próbują zaznaczyć swoją obecność, że finalny produkt zaczyna przypominać witrynę sklepu podczas wyprzedaży.
Hiroshi Fujiwara i współpraca, która ma osobiste tło
Hiroshi Fujiwara nie pojawia się tu przypadkiem. Założyciel Fragment Design od 35 lat słucha sprzętu Bang & Olufsen, a sama marka opisuje tę współpracę jako projekt przygotowany przez wieloletniego admiratora, nie zewnętrznego stylistę wynajętego do szybkiego „odświeżenia” portfolio. To oczywiście nadal biznes i limitowana kolekcja dla zamożnych klientów, ale osobisty punkt wyjścia daje jej więcej wiarygodności niż kolejnej kolaboracji zawartej wyłącznie dlatego, że dwa logotypy dobrze wyglądają obok siebie.

Fujiwara od lat działa między modą, muzyką, designem i kulturą uliczną. Fragment Design wypracowało rozpoznawalny język, który bazuje na oszczędności, logo traktowanym jak znak wtajemniczenia i przedmiotach kierowanych do ludzi lubiących wiedzieć, co mają przed sobą. Sam tytuł kampanii B&O – „For those who know” – nie zostawia tu wielkiego pola do interpretacji. To oferta dla odbiorcy, który bardziej ucieszy się z czarnego, ręcznie polerowanego Beosound A1 niż z głośnika krzyczącego neonowym kolorem z drugiego końca mieszkania.
Ceny niestety są wysokie
Za Beoplay H100 Fragment Edition trzeba będzie zapłacić 1950 euro, czyli około 8290 zł. Beosound A1 3rd Gen Fragment Edition wyceniono na 399 euro, czyli około 1700 zł. Beosound Shape kosztuje 6000 euro, czyli około 25 500 zł, a japoński Beosystem 9000c Fragment Edition — 60 000 euro, czyli około 255 000 zł. Premiera najpierw rusza w Tokio: od 20 do 26 maja kolekcję będzie można zobaczyć i kupić w pop-upie w domu towarowym Isetan w dzielnicy Shinjuku. Szersza sprzedaż w Japonii rozpocznie się później, a globalna premiera została zaplanowana na 3 czerwca.
Te kwoty oczywiście od razu odsuwają kolekcję od rozmowy o racjonalnym zakupie. Ale Bang & Olufsen od dawna nie gra w tej lidze. To marka, która sprzedaje dźwięk, materiały i obecność przedmiotu we wnętrzu w jednym pakiecie. Fragment dokłada do tego kod kulturowy, bardziej zbliżony do limitowanej serii zegarka albo sneakersów niż klasycznego audio. Czy to potrzebne? Pewnie nie. Czy potrafię zrozumieć, dlaczego ktoś będzie chciał taki egzemplarz zamiast standardowej wersji? Jak najbardziej.
