Soundcore Boom Go 3i. Mały głośnik, który najlepiej czuje się poza domem | TEST

Małe głośniki Bluetooth mają u mnie dość niewdzięczne zadanie. Z jednej strony oczekuję, że będą naprawdę mobilne, bo inaczej równie dobrze mogę zabrać coś większego. Z drugiej nie mam ochoty słuchać muzyki z urządzenia, które po zwiększeniu głośności zaczyna brzmieć jak telefon zamknięty w plastikowym pudełku. Soundcore Boom Go 3i próbuje znaleźć złoty środek, ale na samym graniu jego ambicje się nie kończą. Ma kolorowe podświetlenie, aplikację z zaskakująco dużą liczbą funkcji, może awaryjnie podładować telefon, a do plecaka da się go przypiąć bez kombinowania z dodatkowym etui.

Dorzućmy do tego odporność na wodę i kurz, BassUp 2.0 oraz długi czas pracy i robi się z tego ciekawy zestaw. Przez sporą część testów korzystałem z niego podczas treningów i właśnie wtedy najlepiej zrozumiałem pomysł stojący za Boom Go 3i. To głośnik, który znacznie częściej ma być z nami niż stać na półce.

Mały kwadrat, który łatwo zabrać ze sobą

Boom Go 3i jest niewielki, ale nie sprawia wrażenia delikatnej zabawki. Waży 380 gramów, więc po wzięciu do ręki czuć, że w środku faktycznie coś się znajduje, a jednocześnie nadal bez problemu można wrzucić go do plecaka czy torby. Zaokrąglona, niemal kwadratowa obudowa dobrze leży w dłoni, a przód w większości zajmuje perforowana maskownica.

Mój egzemplarz jest niebieski i akurat w tym kolorze trudno nazwać go dyskretnym. Jeszcze mniej dyskretnie robi się po uruchomieniu podświetlenia ukrytego pod maskownicą. Kolorowe pasy mogą reagować na muzykę, a ich zachowanie zmienimy zarówno przyciskiem, jak i z poziomu aplikacji. Jeśli świetlna dyskoteka nie jest tym, czego oczekujemy podczas słuchania podcastu, podświetlenie można całkowicie wyłączyć.

Na boku znalazł się niewielki ekran pokazujący między innymi poziom akumulatora. Lubię takie rozwiązanie znacznie bardziej niż kilka diod, z których trzeba wróżyć, czy zostało jeszcze 40, czy może już 15 procent energii. Obok umieszczono fizyczne przyciski, więc podstawowa obsługa nie wymaga sięgania po telefon.

Bardzo praktyczny jest również elastyczny pasek. Można wykorzystać go jako uchwyt albo zaczepić głośnik do plecaka. Boom Go 3i rzeczywiście nadaje się do noszenia ze sobą, zamiast być urządzeniem „mobilnym” głównie dlatego, że nie ma przewodu zasilającego podłączonego na stałe.

Soundcore Boom Go 3i
Soundcore Boom Go 3i

Wody i kurzu specjalnie się nie boi

Mobilność niewiele by znaczyła, gdyby po wyjściu z domu trzeba było traktować głośnik jak porcelanową filiżankę. Boom Go 3i ma klasę ochrony IP68, a więc zapewnia wysoki poziom ochrony przed pyłem i wodą. Soundcore deklaruje również odporność konstrukcji na upadek z wysokości jednego metra.

Co ciekawe, port USB-C nie został schowany pod gumową zaślepką. Sam również jest zabezpieczony zgodnie z IP68, choć po kontakcie z wodą przed podłączeniem przewodu trzeba oczywiście poczekać, aż całkowicie wyschnie. To drobiazg, ale brak klapki, z którą za każdym razem trzeba walczyć paznokciem, jest wygodny.

Podczas testów Boom Go 3i dobrze pasował mi przede wszystkim do domowej siłowni. Mogłem położyć go obok sprzętu albo zawiesić za pasek i nie przejmować się nim tak, jak urządzeniem wymagającym delikatnego traktowania. Podobnie wyobrażam sobie jego używanie na wyjeździe, plaży czy przy basenie. To właśnie w takich sytuacjach odporna obudowa zaczyna mieć większe znaczenie niż kolejny parametr zapisany w tabeli.

Soundcore Boom Go 3i
Soundcore Boom Go 3i

15 watów potrafi narobić sporo hałasu

W środku niewielkiej obudowy pracuje system o mocy 15 W, a Soundcore obiecuje maksymalną głośność 92 dB. Oczywiście nie należy oczekiwać, że urządzenie tej wielkości zacznie nagle zachowywać się jak duży głośnik imprezowy. Fizyki nie da się wyłączyć w ustawieniach aplikacji, choć Soundcore najwyraźniej bardzo chciałby znaleźć tam taki przełącznik.

Boom Go 3i potrafi jednak grać z energią, która dobrze pasuje do jego charakteru. Podczas treningu nie potrzebowałem dużej kolumny stojącej w rogu pomieszczenia – chciałem czegoś niewielkiego, co postawię obok sprzętu, uruchomię playlistę i nie będę się nim dalej zajmował. W takiej roli 15 W okazuje się zupełnie wystarczające do nagłośnienia pomieszczenia.

Do dyspozycji jest również BassUp 2.0, czyli tryb wzmacniający niskie częstotliwości. Nie należy oczywiście oczekiwać basu znanego z konstrukcji mających kilkukrotnie większą obudowę. BassUp dodaje jednak muzyce masy i przy rytmicznych utworach dobrze współgra z przeznaczeniem tego modelu.

Dużym plusem jest możliwość zmiany charakteru brzmienia. W aplikacji znajdziemy profile Soundcore Signature, wzmocnienie wysokich tonów, ustawienie skupione na głosie oraz bardziej neutralny balans. Jeśli żaden z nich nie odpowiada naszym preferencjom, dostępny jest także własny korektor. To rozwiązanie ma sens, bo pozwala dopasować niewielki głośnik zarówno do muzyki podczas treningu, jak i podcastu czy spokojniejszego grania w tle.

Boom Go 3i obsługuje kodeki SBC i AAC. Nie ma natomiast wejścia AUX, więc źródłem dźwięku pozostaje przede wszystkim Bluetooth 6.0.

Aplikacja trochę się rozpędziła. I dobrze

Spodziewałem się, że aplikację Soundcore otworzę kilka razy – przy pierwszej konfiguracji, zmianie korektora i ewentualnej aktualizacji oprogramowania. Okazało się, że Boom Go 3i oferuje w niej zaskakująco dużo możliwości, a kilka z nich rzeczywiście przydaje się podczas normalnego używania.

Podstawą jest oczywiście regulacja dźwięku. Możemy włączyć BassUp 2.0, wybrać jeden z gotowych profili korektora albo przygotować własne ustawienie. Jest również wzmacniacz głosu, który przydaje się bardziej przy materiałach mówionych niż podczas słuchania muzyki.

Druga duża część aplikacji odpowiada za podświetlenie. Dostępnych jest sześć dynamicznych efektów reagujących na rytm oraz osiem trybów ambientowych, a intensywność światła można regulować. Nie jestem osobą, która potrzebuje RGB w każdym urządzeniu znajdującym się w domu, ale wieczorem kolorowe pasy pod maskownicą wyglądają całkiem efektownie. A gdy mam ochotę tylko posłuchać muzyki, światła wyłączam.

Najbardziej spodobał mi się jednak timer treningowy. Możemy uruchomić zwykły stoper albo ustawić odliczanie, więc funkcja rzeczywiście pasuje do głośnika, który towarzyszył mi podczas ćwiczeń. Czy kupiłbym Boom Go 3i specjalnie dla timera? Oczywiście, że nie. Ale skoro już tutaj jest, faktycznie znalazłem dla niego zastosowanie.

Soundcore dorzucił również funkcję odnajdywania urządzenia. Po jej uruchomieniu głośnik zaczyna odtwarzać dźwięk, który pomaga go zlokalizować. Możemy też ustawić automatyczne wyłączanie, sterować podświetleniem przycisków i korzystać z podwójnej łączności.

A potem odkryłem sekcję dźwięków otoczenia i białego szumu. Do wyboru mamy między innymi odgłosy natury, zwierząt czy codziennego otoczenia, a kilka z nich można połączyć we własną kompozycję. W pewnym momencie zorientowałem się, że miałem tylko posłuchać muzyki podczas treningu, a właśnie komponowałem sobie las z ptakami. Soundcore trochę się tutaj rozpędził, ale akurat w dobrą stronę.

Najważniejsze jest jednak to, że aplikacja nie wymaga ciągłego używania. Podstawowe funkcje nadal obsługujemy z obudowy. Telefon wyciągamy wtedy, kiedy chcemy pobawić się dźwiękiem, światłami albo jedną z dodatkowych możliwości. I właśnie tak powinno to wyglądać.

Dwa głośniki mają więcej sensu niż jeden

Jeśli jeden Boom Go 3i okaże się niewystarczający, dwa egzemplarze można połączyć w trybie TWS. Jeden odpowiada wtedy za lewy, a drugi za prawy kanał, dzięki czemu otrzymujemy prawdziwe stereo, a nie tylko dwa urządzenia odtwarzające dokładnie to samo.

Głośnik wykorzystuje również Auracast do tworzenia większych zestawów. Przy trzech lub większej liczbie kompatybilnych urządzeń można odtwarzać ten sam materiał na całej grupie. Przy dwóch egzemplarzach sensowniejszy pozostaje TWS ze względu na podział kanałów.

Tutaj pojawia się jednak ważne ograniczenie. Według aktualnej dokumentacji Soundcore Boom Go 3i nie współpracuje przez Auracast z urządzeniami innych marek. Jeśli więc ktoś planuje budowę większego zestawu z kilku różnych głośników, warto o tym wiedzieć przed zakupem.

Ciekawostką jest także alarm awaryjny. Pięciokrotne naciśnięcie przycisku zasilania uruchamia głośny sygnał alarmowy. Nie jest to funkcja, dla której kupowałbym Boom Go 3i, ale podczas wycieczki czy biwaku może kiedyś okazać się przydatna. Oby nigdy nie musiała.

24 godziny to dopiero część historii

Soundcore deklaruje do 24 godzin standardowego odtwarzania przy 50-procentowej głośności, wyłączonym podświetleniu i aktywnym BassUp. Wynik mocno zależy jednak od tego, w jaki sposób korzystamy z urządzenia.

Po uruchomieniu trybu Eco deklarowany czas pracy może wzrosnąć nawet do 40 godzin. Na drugim końcu skali mamy maksymalną głośność, BassUp i włączone podświetlenie. W takich warunkach Soundcore podaje około sześciu godzin. To dobrze pokazuje, dlaczego przy głośnikach Bluetooth samo „do 24 godzin” niewiele mówi bez poznania warunków pomiaru.

Pełne ładowanie przy użyciu odpowiedniego zasilacza trwa około czterech godzin. Akumulator ma 4800 mAh i może zostać wykorzystany również jako awaryjny powerbank do telefonu. Według testów Soundcore pełne naładowanie Boom Go 3i wystarczyło do uzupełnienia akumulatora iPhone’a 17 od zera do około 60 procent.

Nie traktowałbym tego jako zamiennika normalnego powerbanku. To raczej energetyczne koło ratunkowe: jeżeli podczas wyjazdu telefon zaczyna umierać, mogę poświęcić część czasu grania i odzyskać kilkadziesiąt procent baterii. W takiej sytuacji wybór pomiędzy kolejną godziną playlisty a działającym telefonem jest raczej prosty.

Soundcore Boom Go 3i
Soundcore Boom Go 3i

Boom Go 3i najlepiej czuje się poza półką

Po testach Soundcore Boom Go 3i najbardziej przekonało mnie to, że jego mobilność nie kończy się na niewielkich wymiarach. Waży 380 gramów, ma praktyczny pasek, IP68 i może pracować przez wiele godzin bez dostępu do gniazdka. To zestaw cech, dzięki któremu naprawdę chce się go gdzieś zabierać.

15 W nie zrobi z niego sprzętu do nagłośnienia dużej imprezy i nie taki jest jego cel. W pokoju, podczas treningu, na tarasie, działce czy wyjeździe możliwości Boom Go 3i mają znacznie więcej sensu. BassUp pozwala dodać brzmieniu trochę masy, korektor daje możliwość dopasowania charakteru dźwięku, a podświetlenie można potraktować jako efektowny dodatek albo całkowicie je wyłączyć.

Najbardziej zaskoczyła mnie aplikacja. Nie dlatego, że bez niej głośnik byłby trudny w obsłudze – wręcz przeciwnie. Soundcore wykorzystał ją do dodania funkcji, których początkowo zupełnie się tutaj nie spodziewałem. Timer treningowy, biały szum, dźwięki otoczenia, odnajdywanie urządzenia, tryb Eco czy rozbudowane sterowanie światłami nie będą potrzebne każdemu, ale kilka z nich faktycznie zacząłem wykorzystywać.

Do tego dochodzi możliwość awaryjnego podładowania telefonu i odporność, dzięki której nie trzeba obchodzić się z urządzeniem przesadnie ostrożnie. To właśnie takie drobiazgi sprawiają, że niewielki głośnik łatwiej zabrać na trening albo wyjazd, zamiast kolejny raz zostawić go w domu.

Największą zaletą Boom Go 3i jest to, że łatwo znaleźć dla niego miejsce w plecaku, a później zaskakująco dużo powodów, żeby go z tego plecaka wyciągnąć.

Rafał
Rafał
Właściciel / Redaktor Naczelny Numag.pl / Pasjonat brytyjskiej muzyki i włoskiej motoryzacji. Od ponad 10 lat zajmuje się dziennikarstwem technologicznym, specjalizuje się w testach elektroniki użytkowej i trendach w branży IT

Zobacz też