Byliśmy na evencie Roborock. Marka pokazała, dokąd zmierza inteligentne sprzątanie

Na wydarzeniach technologicznych łatwo wpaść w pułapkę wielkich haseł o rewolucji, nowym rozdziale i przyszłości, która właśnie wjeżdża na scenę. Tym razem jednak hasło „Designed for Freedom” całkiem nieźle pasowało do tego, co Roborock faktycznie pokazał. Marka nie mówi już o urządzeniach, które po prostu pomagają posprzątać. Mówi o sprzęcie, który ma zepchnąć sprzątanie na dalszy plan, najlepiej tak skutecznie, żeby domownicy przestali w ogóle myśleć o tym, że podłoga wymaga uwagi.

W Warszawie zobaczyliśmy nową generację flagowych robotów z serii Saros 20 oraz linię odkurzaczy myjących F25. W praktyce była to prezentacja sprzętu, który ma coraz mniej wspólnego z klasycznym odkurzaczem, a coraz więcej z domowym systemem utrzymania porządku. Nie chodzi już wyłącznie o moc ssania czy rodzaj szczotki. Dziś liczy się to, czy robot prześlizgnie się pod meblami, czy nie zgubi orientacji pod łóżkiem, czy ominie przeszkodę bez teatralnego obijania się o nogi krzesła i czy po wszystkim sam ogarnie własne mopowanie, suszenie i opróżnianie.

Podczas prezentacji firma mocno akcentowała swój wzrost i pozycję rynkową. Według przywoływanych danych IDC Roborock został w 2025 roku światowym numerem jeden w kategorii inteligentnych robotów sprzątających z udziałem na poziomie 17,7%. Marka podkreślała też, że Polska należy do najszybciej rosnących rynków w regionie, a sam segment robotów sprzątających urósł u nas w zeszłym roku o 45%, podczas gdy kategoria urządzeń do sprzątania na mokro wzrosła o ponad 300%. Roborock dorzuca do tego własne wyniki: wzrost sprzedaży o 89% wolumenowo i 105% wartościowo. To sygnał, że domowa automatyzacja przestała być gadżetem dla wczesnych entuzjastów i weszła do bardziej masowego obiegu.

Saros 20 to robot, który nie chce być ograniczany przez progi, dywany i meble

Najmocniejszym punktem wydarzenia była oczywiście seria Saros 20, czyli następca linii Saros 10. I już na pierwszy rzut oka widać, że Roborock próbuje tu rozwiązać te problemy, które w praktyce najbardziej drażnią użytkowników robotów. Nie te z reklam, tylko te z codzienności: próg między pokojami, dywan, który dla jednego robota jest przeszkodą nie do przejścia, a dla drugiego miejscem, gdzie nagle gubi sens istnienia, albo niska szafka, pod którą sprzęt chciałby wjechać, ale jego konstrukcja skutecznie mu to uniemożliwia.

Saros 20 dostał podwozie AdaptiLift Chassis 3.0, dzięki któremu ma pokonywać progi do 8,8 cm, a do tego utrzymywać odpowiednią siłę ssania na dywanach, sięgającą nawet 36 000 Pa. Samo brzmienie tych parametrów jest efektowne, ale ciekawsze jest to, co z nich wynika w praktyce: robot ma być mniej jak ostrożny turysta stojący przed krawężnikiem, a bardziej jak ktoś, kto po prostu wie, jak przejść dalej. Pomaga w tym również smukła konstrukcja o wysokości 7,98 cm, dzięki której seria Saros 20 może zaglądać tam, gdzie wiele robotów kończy jazdę jeszcze przed meblem.

W samym modelu Saros 20 najciekawszy jest brak klasycznej wieżyczki. Zamiast tego zastosowano system StarSight 2.0, który łączy czujniki 3D i kamerę RGB. Efekt? Szybkie mapowanie przestrzeni, rozpoznawanie ponad 300 typów przeszkód i sylwetka bardziej przypominająca niski, sprytny pojazd zwiadowczy niż tradycyjnego robota jeżdżącego po domu po z góry ustalonej trasie. Do tego dochodzi FlexiArm, prowadzący szczotkę i mop bliżej listew i mebli, oraz architektura TripleLift, pozwalająca niezależnie unosić podwozie, szczotkę główną i dwa obrotowe mopy. Innymi słowy, Saros 20 nie próbuje sprzątać wszystkiego w identyczny sposób. On ma reagować na to, po czym właśnie jedzie.

Saros 20 Sonic stawia na mopowanie z dokładnością, której robotom długo brakowało

Jeśli zwykły Saros 20 wygląda jak maszyna do przejmowania kontroli nad całym mieszkaniem, to Saros 20 Sonic sprawia wrażenie modelu zaprojektowanego z myślą o tych użytkownikach, którzy najbardziej nie znoszą niedomytych krawędzi i smug zostawianych tam, gdzie teoretycznie miało być już czysto. To urządzenie nastawione przede wszystkim na twarde podłogi i precyzję mopowania.

Kluczową rolę odgrywa tu system VibraRise 5.0 z technologią soniczną oraz wysuwany mop. Brzmi technicznie, ale sens jest prosty: chodzi o skuteczniejsze ruszanie zaschniętego brudu i dokładniejsze czyszczenie przy krawędziach. W domowych warunkach to właśnie te miejsca bywają testem prawdy dla tego typu sprzętu. Środek podłogi potrafi ogarnąć niemal każdy przyzwoity robot. Sztuka zaczyna się przy listwach, narożnikach i w miejscach, gdzie zabrudzenie zdążyło się już dobrze zaprzyjaźnić z powierzchnią.

Saros 20 Sonic ma też system RetractSense, który chowa moduł LiDAR podczas pracy pod niskimi meblami. To ciekawy kompromis między zwinnością a orientacją przestrzenną, bo robot zachowuje smukłą wysokość 7,98 cm, a jednocześnie nie traci zdolności nawigacyjnych. Producent dorzuca do tego podwójny system zapobiegający plątaniu, łączący szczotkę główną DuoDivide z boczną szczotką FlexiArm Arc. To jeden z tych elementów, które w domu z długimi włosami albo sierścią zwierząt urastają do rangi świętego spokoju.

RockDock ma zrobić to, czego użytkownicy nie chcą robić sami

W obu modelach z serii Saros 20 ważna jest nie tylko sama jazda po mieszkaniu, ale też współpraca z nową stacją RockDock. To właśnie tutaj widać, jak bardzo rynek odszedł od prostego myślenia o robocie jako urządzeniu, które tylko zbiera kurz. Stacja myje mopy w temperaturze do 100 stopni Celsjusza, suszy je ciepłym powietrzem, automatycznie opróżnia pojemnik na kurz i przejmuje sporą część konserwacji. A to znaczy, że coraz mniej czasu trzeba poświęcać na obsługę sprzętu, który przecież miał użytkownika wyręczać, a nie generować mu nowe rytuały serwisowe.

F25 pokazuje, że Roborock nie chce sprzątać tylko automatycznymi robotami

Obok Sarosów Roborock pokazał też linię F25, czyli urządzenia wet and dry oraz konstrukcje bardziej klasyczne w formie, ale równie mocno naszpikowane technologią. I tu widać, że firma nie zamierza zamykać się w jednym segmencie. Chce być obecna wszędzie tam, gdzie w domu trzeba coś odkurzyć, umyć, odświeżyć albo doprowadzić do porządku bez nadmiernego machania rękami.

F25 ACE Pro to sprzęt, który najmocniej wyróżnia technologia JetFoaming. Producent mówi o gęstej pianie tworzonej przez nawet 167 milionów mikropęcherzyków z 1 ml roztworu. To oczywiście brzmi spektakularnie, ale najważniejsze jest praktyczne założenie: zabrudzenie ma się rozpuszczać i odklejać od podłogi, a nie być tylko przesuwane z miejsca na miejsce cienką, mokrą smugą. Do tego dochodzi moc ssania do 25 000 Pa, system JawScrapers Anti-Tangle mający radzić sobie z włosami o długości do 50 cm oraz samoczyszczenie w temperaturze do 95 stopni z automatycznym suszeniem. Innymi słowy, to urządzenie stworzone dla tych, którzy chcą umyć podłogę bez wrażenia, że właśnie odtworzyli domową wersję pracy z mopem i wiadrem.

Jeszcze ciekawiej wypada F25 Ultra, bo ten model łączy czyszczenie parą i gorącą wodą. To podejście bliższe sprzętowi, który ma rozprawiać się z trudniejszym brudem, tłustymi śladami i zaschniętymi plamami bez brutalnego traktowania powierzchni. Producent zaznacza przy tym, że urządzenie nadaje się także do delikatniejszych podłóg, w tym drewnianych. Pomagają w tym technologie VaporFlow i WaveFlow, automatyczne dozowanie detergentu oraz systemy samoczyszczenia i suszenia. F25 Ultra wygląda więc jak propozycja dla tych, którzy chcą iść krok dalej niż zwykłe codzienne odświeżenie podłogi.

Z kolei F25 ACE Combo jest najbardziej „szwajcarskim scyzorykiem” w całym zestawie. To rozwiązanie 5 w 1, które łączy funkcję odkurzacza myjącego, klasycznego bezprzewodowego odkurzacza pionowego i urządzenia do usuwania roztoczy. Modułowa konstrukcja ma tu ogromne znaczenie, bo zamiast kilku osobnych sprzętów dostajemy jedną bazę, którą można dostosować do różnych zadań. Do tego dochodzi moc ssania do 20 000 Pa, JawScrapers, SlideTech 2.0 poprawiający manewrowanie, FlatReach 2.0 do sprzątania pod niskimi meblami i automatyczny dozownik detergentu. To sprzęt dla tych, którzy chcą mieć jeden system do ogarniania wielu frontów, a nie osobne urządzenie do każdego rodzaju zabrudzenia.

Ceny pokazują, że Roborock chce mocno wejść z nową serią

Premiera nowych urządzeń została powiązana z promocją obowiązującą od 25 marca do 30 kwietnia. Saros 20 Standard w wersji podstawowej wyceniono promocyjnie na 5199 zł, a wersję z systemem automatycznego uzupełniania i odprowadzania wody na 5899 zł. Saros 20 Complete kosztuje 5499 zł i można do niego dokupić za 1 zł dodatkowy zestaw akcesoriów o wartości 299 zł. Tyle samo, czyli 5499 zł, kosztuje Saros 20 Sonic Complete. W serii F25 ceny startują od 2099 zł za model ACE Combo, przez 2199 zł za ACE Pro, po 2899 zł za F25 Ultra.

Zobacz też