Koszenie trawy jest jedną z tych prac, które w teorii brzmią nawet przyjemnie. Trochę świeżego powietrza, zapach ogrodu, poczucie dobrze wykonanej roboty. W praktyce bywa z tym różnie. Gdy trawnik ma kilkaset metrów, a weekend znowu kończy się pogodą „idealną do ogarnięcia ogrodu”, romantyzm szybko przegrywa z potem, hałasem i pytaniem, czemu trawa rośnie akurat wtedy, gdy człowiek chciałby usiąść z kawą.
Dlatego roboty koszące coraz częściej przestają być gadżetem dla zapaleńców, a stają się zwyczajnym domowym pomocnikiem. Szczególnie gdy nie wymagają rozkładania przewodu granicznego wokół całego ogrodu, czyli tej części instalacji, która potrafi zabić entuzjazm jeszcze przed pierwszym uruchomieniem. MOVA wprowadza teraz do Polski dwa modele z zupełnie różnych półek: mocnego LiDAX Ultra 2000 AWD do większych, bardziej wymagających terenów oraz kompaktowego ViAX 500 do mniejszych przydomowych trawników. I mam wrażenie, że to dobrze pokazuje, dokąd idzie ten segment: robot koszący ma być coraz mniej „projektem ogrodowym”, a coraz bardziej sprzętem, który po prostu przejmuje nudną część dbania o zieleń.
Bez przewodu, czyli mniej ogrodowej archeologii
Najważniejsza wspólna cecha obu modeli brzmi bardzo praktycznie: nie potrzebują fizycznych przewodów granicznych. Dla osób, które nigdy nie montowały takiego systemu, może to wydawać się detalem. Dla tych, którzy próbowali poprowadzić kabel wokół rabat, ścieżek, drzew i krawędzi działki, to często kluczowy argument. Ogród rzadko jest prostokątem z katalogu. Zwykle ma swoje zakamarki, lekkie spadki, obrzeża, podjazd, dziecięcą piaskownicę, miskę psa i kilka miejsc, które nagle trzeba omijać.

MOVA stawia tu na nawigację przestrzenną z wykorzystaniem LiDAR-u i kamer analizujących otoczenie. W większym LiDAX Ultra 2000 AWD pracuje system UltraView 3.0 z LiDAR-em 360 stopni oraz podwójną kamerą AI HDR. ViAX 500 wykorzystuje z kolei UltraEyes 2.0, również łączący skanowanie otoczenia z analizą obrazu. W praktyce chodzi o to, by robot sam rozumiał układ ogrodu, tworzył mapę i poruszał się po niej bez zakopywania kabli na lata. To brzmi jak technologia z dużych robotów sprzątających przeniesiona na trawnik – i dokładnie w tym kierunku rynek najwyraźniej zmierza.
LiDAX Ultra 2000 AWD. Robot dla ogrodu, który ma własne ambicje
MOVA LiDAX Ultra 2000 AWD jest propozycją dla osób, które mają więcej niż mały skrawek zieleni za tarasem. Obsługuje teren do 2000 m², ma 40-centymetrową szerokość koszenia i może pracować do 165 minut na jednym ładowaniu. Producent przewidział zarządzanie nawet 150 strefami, więc ten model celuje nie tylko w duże powierzchnie, ale też w działki bardziej skomplikowane: z oddzielonym ogrodem przed domem, tyłem posesji, fragmentami wokół altany czy drzewami rozrzuconymi po trawniku.
Najbardziej charakterystyczny jest jednak napęd na cztery koła. Robot ma pokonywać przeszkody do 6 cm i pracować na zboczach o nachyleniu bliskim 80%. To parametr, który brzmi trochę jak opis małej terenówki, ale w ogrodzie naprawdę ma znaczenie. Równa, płaska działka jest wygodna na zdjęciach sprzedażowych. Prawdziwe posesje częściej mają uskoki, pochyłości, nierówne przejścia przy kostce czy ślady po pracach ziemnych, które po dwóch sezonach nadal nie są tak idealnie wyrównane, jak planowaliśmy. I właśnie tam dodatkowa trakcja przestaje być ozdobnikiem w tabeli.
LiDAX Ultra 2000 AWD ma też zestaw funkcji, które pokazują, że segment premium robotów ogrodowych zaczyna iść w stronę sprzętu pod stałym nadzorem z aplikacji. Jest łączność 4G, GPS, system TrueGuard, a do tego odporność IPX6. Nie chodzi tylko o zdalne sprawdzenie, czy kosiarka pracuje. Coraz ważniejsza staje się też kontrola nad urządzeniem, które jednak spędza czas na zewnątrz i kosztuje więcej niż niejeden porządny rower.

ViAX 500. Mniejszy ogród też zasługuje na święty spokój
Drugi z nowych modeli, MOVA ViAX 500, jest o wiele bardziej przyziemny w najlepszym sensie tego słowa. Obsługuje trawniki do 500 m², kosi w schemacie litery U i pozwala ustawić wysokość trawy od 2 do 6 cm. Może pracować na nachyleniach do 40%, przejeżdżać przez przeszkody do 4 cm i – co w gęstszej zabudowie bywa ważniejsze niż marketingowy rozmach – działa z hałasem poniżej 57 dB.
To propozycja dla właścicieli domów szeregowych, niewielkich działek i tych ogrodów, które nie wymagają „maszyny do zadań specjalnych”, ale nadal potrafią irytować regularnością obowiązków. Trawnik 300 czy 400 m² nie wydaje się ogromny, dopóki nie trzeba go kosić co tydzień przez pół sezonu. Tu mam zresztą wrażenie, że robot koszący jest nawet łatwiejszy do uzasadnienia niż wiele innych domowych automatyzacji. Nie poprawia samopoczucia obietnicą przyszłości. Po prostu oddaje czas.
ViAX 500 zachowuje przy tym cechy droższego modelu: bezprzewodową konfigurację, obsługę stref w aplikacji, pięć trybów pracy, ochronę TrueGuard i klasę IPX6. Dzięki temu nie sprawia wrażenia mocno okrojonej wersji dla tych, którzy „muszą się zadowolić tańszym”. Jest raczej sprzętem dopasowanym do innej skali ogrodu. A to różnica, którą doceni każdy, kto nie lubi przepłacać za możliwości, z których nie skorzysta.

Ceny promocyjne do 22 maja
Oba modele wchodzą na rynek z promocją obowiązującą od 8 do 22 maja 2026 roku. MOVA LiDAX Ultra 2000 AWD kosztuje w tym czasie 8599 zł zamiast 9499 zł. MOVA ViAX 500 można znaleźć za 2749 zł zamiast 2999 zł.
To nadal zakup, który większość osób będzie rozważać, a nie wrzucać do koszyka między ziemią do pelargonii a nową końcówką do węża ogrodowego. Ale jeśli ktoś od dawna myśli o automatycznym koszeniu, ten moment jest przynajmniej wart uwagi. Zwłaszcza że różnica między klasyczną kosiarką a robotem nie sprowadza się wyłącznie do wygody w dniu zakupu.
