Pedały z lampkami brzmią jak drobiazg. A właśnie takich pomysłów brakuje w miejskich rowerach

Są rowerowe gadżety, które wyglądają na wymyślone przy trzeciej kawie, a potem okazuje się, że trafiają w bardzo zwyczajny, codzienny problem. Nowe pedały LOOK Geo City Vision należą właśnie do tej grupy. Na pierwszy rzut oka: platformy do miejskiego roweru z wbudowanymi lampkami LED. Można wzruszyć ramionami, bo przecież lampkę z tyłu już mamy, odblaski też, a niektórzy jeżdżą jeszcze w kamizelce, jakby wracali z nocnej zmiany przy remoncie autostrady. Tyle że w ruchu miejskim nie zawsze chodzi o to, by świecić mocniej. Czasem większą różnicę robi to, gdzie światło się znajduje i jak się porusza.

LOOK Geo City Vision wykorzystują ruch pedałowania, a więc coś, czego klasyczna lampka przy sztycy nie potrafi dać. Światło krąży razem z nogą, tworzy bardziej dynamiczny sygnał i łatwiej wybija się z tła miejskich neonów, reflektorów aut oraz czerwonych punktów migających gdzieś w oddali. Mam wrażenie, że właśnie w takich pozornie małych pomysłach mieści się dziś sens dobrze zaprojektowanego akcesorium rowerowego. Ono nie musi rewolucjonizować jazdy. Wystarczy, że zwiększa szansę, iż kierowca zauważy rowerzystę pół sekundy wcześniej. A ta pół sekundy czasem znaczy więcej niż kolejny karbonowy detal w specyfikacji.

Lampka w pedale ma więcej sensu, niż mogłoby się wydawać

LOOK nie wzięło tego pomysłu znikąd. Marka od kilku lat rozwija pedały z systemem Vision, wcześniej pokazując podobne rozwiązania w modelach szosowych Keo. W miejskich Geo City Vision technologia trafia jednak na znacznie bardziej praktyczny grunt. To zwykłe, płaskie pedały do jazdy w sneakersach, butach codziennych czy czymkolwiek, w czym wychodzimy z domu, a nie element sprzętu wymagającego kolarskiego rytuału z blokami i specjalnymi podeszwami.

fot. Look

W każdym pedale znajduje się wyjmowany moduł świetlny. Producent przewidział cztery tryby pracy: stałe światło o mocy 5 lumenów, mocniejsze 25 lumenów, nocne miganie 18 lumenów i dzienne miganie 38 lumenów. Deklarowana widoczność sięga 900 metrów, a światło rozchodzi się dookoła, w zakresie 360°. Czas działania wynosi od 15 godzin w trybie stałym do 60 godzin w oszczędnym trybie nocnego błysku. Ładowanie odbywa się przez USB-C i trwa około 3 godzin. Moduły można wyjąć bez narzędzi, więc nie trzeba wnosić całego roweru do mieszkania tylko po to, by podpiąć go do kabla.

To ostatnie akurat bardzo doceniam. W świecie akcesoriów rowerowych zaskakująco wiele rzeczy nadal projektuje się tak, jakby każdy użytkownik miał garaż, stojak serwisowy i odruch wieczornego obchodzenia sprzętu z ładowarką. Tymczasem rower miejski stoi często w piwnicy, na klatce, na balkonie albo przypięty pod blokiem. Wyjmowany moduł jest tu po prostu rozsądniejszy niż „sprytne” rozwiązanie, które w praktyce zniechęca do regularnego używania.

fot. Look

Widoczność, czyli temat nudny tylko do pierwszej nieprzyjemnej sytuacji

Najmocniejszy argument za takimi pedałami nie brzmi efektownie, ale jest bardzo konkretny. LOOK przywołuje badanie z Clemson University, według którego światła umieszczone przy piętach rowerzysty zwiększały jego zauważalność 5,5 raza względem światła zamocowanego przy sztycy. Warto zachować proporcje: to nie znaczy, że pedały z LED-ami magicznie rozwiązują temat bezpieczeństwa na drodze. Nie zastąpią rozsądku, dobrego oświetlenia podstawowego ani infrastruktury, której w wielu miastach nadal brakuje. Pokazują jednak coś ważnego – ruchome światło przy ciele rowerzysty daje kierowcy czytelniejszą informację, że widzi człowieka na rowerze, a nie kolejny anonimowy punkt w ciemności.

Na ulicy rzadko cierpimy na brak świateł. Problem polega na tym, że jest ich za dużo i wiele z nich nic nie znaczy. Czerwony punkt może być rowerem, skuterem, tylną lampą auta stojącego za zakrętem albo odbiciem od mokrego znaku. Dwa pulsujące punkty poruszające się rytmem pedałowania budują bardziej ludzką sygnaturę. Trudniej je zignorować.

80 euro za pedały? Drogo, ale nie całkiem bez powodu

Nowe LOOK Geo City Vision kosztują 80 euro, czyli około 340 zł, albo 95 dolarów, czyli około 350 zł. Nie ma sensu udawać, że to zakup impulsywny dla każdego, kto jeździ po bułki. Za taką kwotę można kupić komplet solidnych klasycznych lampek i nadal zostanie coś na dobre rękawiczki. Z drugiej strony nie mówimy o tanim plastiku z przypadkową diodą, tylko o markowych pedałach z wymiennymi modułami LED, sensownym czasem pracy, wodoodpornością IPX7 oraz serwisowalną konstrukcją.

Najbardziej przekonują mnie w rowerach miejskich i e-bike’ach, zwłaszcza tych używanych przez cały rok. Tam dodatkowa widoczność ma większą wartość niż w rekreacyjnej jeździe raz na dwa tygodnie w słoneczne popołudnie. Widzę je też przy rowerach cargo, na których wozi się dzieci albo zakupy i zwyczajnie chce się być na drodze możliwie czytelnym. LOOK opisuje je jako akcesorium do miejskiej jazdy, ale praktycznie rzecz biorąc to produkt dla osób, które często wracają po zmroku i wolą inwestować w sprzęt, który pracuje na ich zauważalność bez dodatkowych rytuałów.

Zobacz też