Test SMAPP 610 – zaczęło się od kilku jabłek, a teraz suszę wszystko

Kilka jabłek pokrojonych w plasterki, banany i pomarańcze. Niby nic szczególnego, a jednak przygotowanie własnych suszonych owoców potrafi wciągnąć bardziej, niż można przypuszczać. Zwłaszcza kiedy zamiast piekarnika ma się do dyspozycji pięć piętrowych sit, na których można rozłożyć całkiem pokaźną porcję przekąsek.

W mojej kuchni pojawiła się suszarka SMAPP 610, a wraz z nią kolejny powód do eksperymentowania. Zainteresowanie owocami okazało się zresztą tak duże, że do degustacji zgłosiła się nawet nasza papuga.

Pięć sit daje spore pole do popisu. Najpierw trzeba jednak wszystko pokroić

Przygotowanie owoców do suszenia bywa bardziej pracochłonne niż samo uruchomienie urządzenia. Jabłka trzeba pokroić na plasterki, banany podzielić na krążki, a pomarańcze przygotować tak, żeby poszczególne kawałki miały zbliżoną grubość. Im bardziej równomiernie pokrojone produkty, tym łatwiej później kontrolować stopień ich wysuszenia.

SMAPP 610 ma pięć przezroczystych, lekko przydymionych sit o średnicy 30 cm. Łączna pojemność wynosi 14 litrów, więc miejsca na owoce jest całkiem sporo. Przy przygotowywaniu większych porcji szybko docenia się możliwość rozłożenia ich na kilku poziomach bez układania plasterków jeden na drugim. Co istotne jeśli kręcimy się w częste używanie urządzenia, bez problemu w każdej chwili będziemy mogli dokupić kolejne pięterka do urządzenia, aby jeszcze zwiększyć powierzchnię dostępną do suszenia.

Konstrukcja nie jest szczególnie wymyślna. Czarna podstawa z panelem sterowania, pięć plastikowych sit i pokrywa z otworem wentylacyjnym. Całość ma 35 cm wysokości, dlatego przed zakupem warto sprawdzić, czy znajdzie się na nią miejsce w kuchennej szafce. Na blacie zajmuje powierzchnię około 31 × 31 cm. Przezroczyste sita mają praktyczną zaletę: pozwalają podglądać owoce podczas suszenia. Nie trzeba za każdym razem rozbierać całej konstrukcji, żeby zorientować się, jak wygląda zawartość. Przy kilku różnych produktach to przydatne rozwiązanie, choć przydymiony plastik nie zapewnia tak dobrej widoczności jak całkowicie przejrzyste pojemniki.

Na zdjęciach z przygotowywania przekąsek dobrze widać też zaletę zdejmowanych poziomów. Można rozłożyć sita na blacie, spokojnie ułożyć na nich owoce, a następnie złożyć całość. To wygodniejsze niż próba układania kolejnych plasterków wewnątrz gotowej, wysokiej konstrukcji.

Jabłka, banany i pomarańcze. Każdy owoc wymaga trochę innego podejścia

Jabłka nadają się do rozpoczęcia przygody z suszeniem szczególnie dobrze. Są łatwo dostępne, niedrogie i nie wymagają skomplikowanego przygotowania. Wystarczy je umyć, pokroić i rozłożyć na sitach. Skórkę można pozostawić, a dodatki w rodzaju cukru okazują się zupełnie zbędne. Podczas suszenia owoce tracą wodę, dzięki czemu ich naturalna słodycz staje się bardziej wyczuwalna. Efekt zależy jednak od odmiany jabłek, grubości kawałków i czasu suszenia. Jedne plasterki pozostają elastyczne, inne można doprowadzić do bardziej kruchej konsystencji.

Banany zachowują się inaczej. Mają sporo naturalnych cukrów i wody, a ich suszenie wymaga cierpliwości. Pokrojone w cienkie krążki mogą stać się przyjemnie ciągnące, choć przygotowanie naprawdę chrupiących chipsów bananowych w domowej suszarce bywa trudniejsze. Pomarańcze dorzuciłam do owocowych eksperymentów przede wszystkim ze względu na ich wszechstronność. Suszone plasterki świetnie nadają się do dekoracji, świątecznych kompozycji czy aromatyzowania napojów. Trzeba jednak uwzględnić ich dużą zawartość wody i odpowiednio długi proces suszenia.

Najciekawsza w tych eksperymentach okazuje się możliwość samodzielnego decydowania o końcowym efekcie. Nie każdy owoc musi zostać wysuszony do identycznej konsystencji. W przypadku przekąsek przeznaczonych do szybkiego zjedzenia można pozwolić sobie na nieco więcej elastyczności. Produkty przygotowywane do dłuższego przechowywania wymagają natomiast dokładniejszego usunięcia wilgoci.

Oczywiście owocowe zapasy zwróciły uwagę również domowej papugi. Taka skrzydlata kontrola jakości z pewnością nie znalazła się w instrukcji producenta, ale trudno odmówić jej uroku. Dla bezpieczeństwa i higieny ptaki powinny oczywiście otrzymywać własną, odpowiednio przygotowaną porcję, poza sitami przeznaczonymi do przechowywania żywności dla ludzi. 🙂

SMAPP 610 nie wymaga studiowania instrukcji

Panel sterowania znajduje się z przodu urządzenia. Zamiast wyświetlacza, rozbudowanego menu i kilkunastu programów otrzymujemy dwa przyciski: POWER oraz FULL POWER. Pierwszy uruchamia suszenie w temperaturze około 40°C, drugi pozwala osiągnąć zakres 50–60°C. Niższa temperatura przydaje się przy delikatniejszych produktach, między innymi ziołach. Wyższa sprawdzi się podczas usuwania wilgoci z wielu owoców i grzybów.

Takie rozwiązanie upraszcza obsługę, ale narzuca również konkretne ograniczenia. Nie da się ustawić dokładnie 45 czy 55°C ani zaprogramować zakończenia pracy po określonej liczbie godzin. Suszarka nie ma timera ani cyfrowego termostatu z płynną regulacją temperatury. Przy sporadycznym przygotowywaniu jabłek czy grzybów dwa tryby mogą w zupełności wystarczyć. Osoby regularnie suszące różne produkty i korzystające z precyzyjnych przepisów prawdopodobnie doceniłyby jednak większą kontrolę.

Ważna jest też cierpliwość. Suszenie potrafi trwać wiele godzin, szczególnie w przypadku grubszych lub mocno soczystych kawałków. Podawanie jednego uniwersalnego czasu dla wszystkich owoców mija się z celem, ponieważ ostateczny rezultat zależy od zbyt wielu czynników. Przy produktach o różnej zawartości wody dobrze kontrolować poszczególne sita oddzielnie. Nie ma sensu przedłużać suszenia cienkich plasterków tylko dlatego, że znajdujące się na innym poziomie grubsze kawałki nadal potrzebują czasu.

Wielogodzinna praca oznacza również zużycie energii. Co warto wiedzieć?

Moc znamionowa SMAPP 610 wynosi 450 W, a zastosowana grzałka ma moc 420 W. Nie oznacza to jednak, że urządzenie przez cały czas pobiera dokładnie 450 W. Rzeczywiste zużycie energii zależy od pracy układu grzewczego oraz długości suszenia. Producent deklaruje hałas na poziomie 50–57 dB. Wentylator suszarki musi pracować przez dłuższy czas, dlatego jej umiejscowienie ma znaczenie. W niewielkim mieszkaniu wielogodzinny szum może przeszkadzać bardziej niż w kuchni oddzielonej od salonu.

SMAPP zastosował również automatyczny ogranicznik temperatury, który chroni sprzęt przed przegrzaniem. Nie zastępuje on jednak timera ani konieczności przestrzegania zasad bezpiecznego użytkowania. Na plus zasługuje prosta budowa. Brak skomplikowanej elektroniki ułatwia opanowanie obsługi, a zdejmowane sita można osobno umyć i przygotować do kolejnego suszenia. Jednocześnie plastikowe elementy wymagają ostrożności podczas czyszczenia i przechowywania.

Ile trwa suszenie w SMAPP 610?

Na pierwszą porcję suszonych owoców najlepiej zarezerwować sobie większą część dnia. W trybie FULL POWER, który utrzymuje temperaturę około 50–60°C, cienkie plasterki jabłek o grubości 3–5 mm powinny potrzebować orientacyjnie 6–12 godzin. Banany pokrojone w krążki mogą wymagać około 8–12 godzin, natomiast pomarańcze, ze względu na dużą zawartość wody, nawet 8–16 godzin.

Wiele zależy od dojrzałości owoców, grubości plasterków, liczby zapełnionych sit i wilgotności powietrza. Przy niższej temperaturze suszenie potrwa odpowiednio dłużej. Warto co kilka godzin skontrolować zawartość i w razie potrzeby zamienić sita miejscami, aby owoce wysychały równomiernie. Gotowe jabłka powinny być elastyczne lub kruche, zależnie od oczekiwanego efektu, ale bez wilgotnego środka.

Banany mogą pozostać lekko ciągnące, natomiast pomarańcze przygotowywane do dekoracji powinny być dokładnie wysuszone. Najlepiej wyjąć kilka kawałków, poczekać, aż ostygną, i dopiero wtedy sprawdzić ich konsystencję. Jeżeli po przekrojeniu nadal widać wilgoć, suszenie trzeba przedłużyć.

Czy warto wydać około 300 zł na suszarkę SMAPP 610?

Największy sens zakupu suszarki dostrzegam wtedy, gdy korzysta się z niej regularnie. Jedna partia jabłek przygotowana raz do roku raczej nie uzasadnia przeznaczenia miejsca w szafce na kolejne urządzenie AGD. Sytuacja wygląda inaczej, gdy do jabłek dołączają banany, cytrusy, grzyby, warzywa i zioła.

SMAPP 610 kosztuje na stronie producenta od 289 do 299 zł, zależnie od wersji kolorystycznej. W tej cenie otrzymujemy pięć sit, dwa poziomy temperatury i prostą konstrukcję. Urządzenie powstaje pod marką polskiej firmy Zelmotor z Rzeszowa, co również może mieć znaczenie dla osób zwracających uwagę na pochodzenie sprzętu.

Nie każdemu przypadnie do gustu brak dokładnej regulacji temperatury i automatycznego wyłączania. To ograniczenia, których nie warto pomijać przy wyborze suszarki, szczególnie gdy planujemy częste przygotowywanie różnych produktów. Z drugiej strony podstawowe zadanie takiego urządzenia pozostaje proste: zapewnić odpowiedni przepływ ogrzanego powietrza i umożliwić stopniowe usuwanie wilgoci z żywności. Pięć niezależnych poziomów daje przy tym sporą swobodę organizowania kolejnych partii.

Mnie najbardziej przekonuje możliwość wykorzystania sezonowych owoców, zanim zaczną się psuć. Jabłka, które zalegają w koszyku, dojrzałe banany czy nadmiar cytrusów mogą znaleźć zupełnie nowe zastosowanie. Oczywiście pod warunkiem, że produkty nadal są świeże i nadają się do spożycia.

A kiedy na blacie pojawiają się kolejne tacki z jabłkami, bananami i pomarańczami, szybko wychodzi na jaw jeszcze jedna rzecz: znacznie trudniej zdecydować, co wysuszyć jako następne, niż obsłużyć samą suszarkę.

Zobacz też