Warszawski Koneser ma tę specyficzną energię, w której technologiczne premiery brzmią jak obietnica czegoś większego niż tylko kolejnej półki produktów. Właśnie w takim otoczeniu Dreame otworzyło nowy rozdział i to w sposób, który trudno pomylić z kosmetycznym odświeżeniem portfolio. Zamiast klasycznego pokazania nowych modeli, dowiedzieliśmy się, że Dreame budujemy teraz domowy ekosystem – od kuchni po salon.
Najciekawsze było to, że w tej historii nie chodzi wyłącznie o sprzęt. W tle wybrzmiewało mocne uzasadnienie: marka w 2025 roku w Polsce urosła o 71% rok do roku w kategorii robotów sprzątających, a w segmencie Wet&Dry skok ma wynieść aż 400%, przy utrzymaniu pozycji lidera. To brzmi jak paliwo do ekspansji i dokładnie tak to zostało podane: skoro działa w czystości, czas wejść szeroko w duże AGD.

Dom, który ma działać jak jedna układanka
Na evencie najmocniej wybrzmiał motyw kompletowania domu jak zestawu: nie osobne urządzenia, tylko spójny kierunek. W praktyce oznacza to wejście Dreame w duże AGD z całym wachlarzem kategorii, które zwykle kojarzymy z markami od wszystkiego, a tu nagle wchodzi gracz znany dotąd głównie z robotów sprzątających, kosiarek i urządzeń do pielęgnacji.
Widać było, że to nie jest wyłącznie próba dopchania nowych sprzętów do katalogu. Narracja kręciła się wokół wygody: kuchnia, łazienka, pralnia i salon mają składać się w logiczny system. I choć na miejscu dominowały konkrety produktowe, to między wierszami dało się wyczuć ambicję: Dreame chce przestać być marką od jednej kategorii, a stać się marką od domu.

Największe AGD nowego rozdania: kuchnia, zmywanie, pranie i chłodzenie
Wśród nowości najmocniej wybijały się lodówki Mega Pro, promowane hasłem większej pojemności bez puchnięcia bryły – dzięki technologii SpaceBoost™ ma się pojawić do 20% więcej przestrzeni przy zachowaniu smuklejszego projektu. To jedna z tych obietnic, które brzmią prosto, ale w codziennym użyciu potrafią robić różnicę: jeśli lodówka realnie lepiej układa litry, to nagle mniej jest gimnastyki z półkami i przepychaniem pojemników.

Część gotowania pokazano szeroko: piekarnik All-in-One OZ60 Pro ma łączyć parę i air fry, obok pojawiła się też płyta gazowa CZ40 Pro dla tradycjonalistów oraz płyta indukcyjna EZ40 Pro z zestawem zabezpieczeń. Do tego dorzucono okap HZ40 Pro ze sterowaniem gestami i synchronizacją z płytami – czyli trend, który w kuchniach premium już znamy, ale tu ma wejść jako element większego, markowego układu.
Zmywarki DZ40 Pro i DZ60 Pro dostały funkcję przechowywania naczyń, która ma utrzymywać świeżość odpowiednio do 7 lub 15 dni (zależnie od modelu). To brzmi jak funkcja wymyślona dla prawdziwego życia: nie każdy ma czas opróżniać zmywarkę od razu, a zamknięty zapach i wilgoć potrafią zepsuć przyjemność korzystania.
W pralni pojawiły się pralka L9 z technologią prania pianą MousseBloom oraz suszarka L9 z pielęgnacją parową, która ma pomagać w redukcji zagnieceń – czyli dokładnie tam, gdzie ludzie szukają oszczędności czasu, a nie kolejnych przycisków.

Ceny na start i okno premierowej promocji
Tu akurat padły bardzo konkretne ramy: sprzedaż nowych urządzeń ruszyła 6 lutego 2026 r., a ceny premierowe mają obowiązywać do 20 lutego 2026 r. Widzieliśmy rozpisane widełki dla kluczowych modeli – i to jest ten moment, w którym widać strategię wejścia z impetem, bo rabaty nie są symboliczne.
Najłatwiej złapać skalę na przykładach: lodówki Mega Pro startują premierowo od 2049 zł (Mega Pro 1.85-D), a najwyżej wyceniany wariant z tej serii w promocji ma 2599 zł (Mega Pro 2.01-C). Piekarnik OZ60 Pro ma kosztować premierowo 3599 zł, zmywarki: 2849 zł (DZ40 Pro) i 3499 zł (DZ60 Pro). Z kolei płyty – gazowa CZ40 Pro i indukcyjna EZ40 Pro – dostały identyczną cenę premierową: po 899 zł, a okap HZ40 Pro ustawiono na 1599 zł. W pralni: pralka L9 ma kosztować 3099 zł, a suszarka L9 3599 zł.
W praktyce to wygląda jak bardzo świadomie dobrany zestaw pierwszego kontaktu – tak, żeby w każdej nowej kategorii był jeden mocno komunikowany punkt wejścia cenowego. I żeby dało się wejść w ekosystem stopniowo, nie wydając od razu fortuny na komplet.

Dreame nie porzuca sprzątania: seria X60 wchodzi na scenę
Mimo całego hałasu wokół dużego AGD, marka wyraźnie pilnowała, żeby nie brzmiało to jak ucieczka od korzeni. Kulminacją sprzątającej części była zapowiedź flagowej serii robotów X60 – z premierą na polskim rynku 25 lutego 2026 r. i z mocnym naciskiem na smukłą konstrukcję. Chodzi o to, że robot ma chować wieżyczkę nawigacji, dzięki czemu ma wjeżdżać pod meble o prześwicie powyżej 7,95 cm.

Najbardziej działało w tej prezentacji to, że AI nie było podane jako ozdobnik. System OmniSight™ opisano jako dwa szerokokątne oczy naśladujące ludzki wzrok, rozpoznające ponad 280 typów obiektów i budujące trójwymiarową mapę przeszkód. Do tego dochodzi identyfikacja zabrudzeń z użyciem światła podczerwonego i niebieskiego, by automatycznie dobierać strategię sprzątania. W warstwie obietnic brzmi to jak próba ograniczenia tych irytujących momentów, kiedy robot niby sprząta, ale nie rozumie bałaganu: kabla, skarpetki, miski, zabawki czy nietypowej plamy.

Co dalej: od kosiarek po… smartfony
Na końcówce wjechała lista zapowiedzi, która miała dać jasny sygnał: to nie jest jednorazowy wyskok. Dreame mówi o 2026 jako roku domykania ekosystemu kolejnymi kategoriami: roboty koszące A3 AWD Pro, ekspresy do kawy Ecceluxe, inteligentne airfryery, wejście w sektor klimatyzacji oraz rozszerzenie pielęgnacji o golarki, trymery i regeneracyjne maski LED.
Najbardziej zaskakujący był jednak kierunek elektronika użytkowa: padła zapowiedź kamery sportowej i smartfonów. To już wykracza poza klasyczny dom rozumiany jako AGD i sprzątanie – i jeśli faktycznie pójdzie za tym konsekwentna strategia, to za chwilę zaczniemy mówić o marce, która chce być obecna w codzienności niemal na każdym kroku.

Co dalej?
To był event, po którym zostaje w głowie jedna myśl: Dreame próbuje przeskoczyć z roli specjalisty do roli gospodarza całego mieszkania. Taka transformacja zawsze jest ryzykowna, bo łatwo się rozmyć – a przecież konsumenci lubią prostą narrację: ta marka jest od robotów, tamta od pralek, inna od RTV. Tyle że rynek od jakiegoś czasu nagradza spójne ekosystemy, a nie pojedyncze fajne urządzenia.

Jeśli największe AGD Dreame będzie równie dopracowane, jak ich topowe sprzątające konstrukcje, to możemy zobaczyć realne przetasowanie – szczególnie w segmencie premium w rozsądnej cenie, gdzie ludzie chcą funkcji znanych z droższych marek, ale bez przebijania sufitu budżetu. A jeśli do tego dojdą sensownie spięte aplikacje, serwis i dostępność części – wtedy hasło o jednej domowej układance przestaje być sloganem, a zaczyna być argumentem zakupowym.
Najciekawsze w tym wszystkim jest jednak tempo. Z jednej strony: imponujące, bo w jednym ruchu otwierasz kilka wielkich kategorii. Z drugiej: wymagające, bo utrzymanie jakości w tylu segmentach naraz to nie sprint, tylko maraton. I dopiero kolejne miesiące pokażą, czy Dreame biegnie z równym oddechem, czy tylko zrobiło mocny start.

