W robotach sprzątających z niższej i średniej półki bardzo szybko wychodzi jedna rzecz: producenci zwykle potrafią dać albo niezłą moc, albo sensowną nawigację, albo stację, która zdejmuje z głowy część obsługi. Rzadziej udaje się złożyć to wszystko w model, który nie kosztuje fortuny, a jednocześnie nie sprawia wrażenia urządzenia skazanego na ciągłe poprawianie po nim. MOVA E20s Pro Plus próbuje wejść właśnie w tę lukę. To robot, który nie chce być „budżetowy” w starym sensie tego słowa, czyli grzeczny, uproszczony i dobry tylko na papierze. Zamiast tego stawia na kilka bardzo konkretnych rzeczy: mocne odkurzanie, nawigację laserową, omijanie przeszkód, jednoczesne mopowanie i stację opróżniającą pojemnik.
Już sama specyfikacja pokazuje, że ten model został ustawiony dość ambitnie. Mamy tutaj siłę ssania do 13 000 Pa, nawigację LDS Smart Pathfinder, system 3DAdapt z laserem liniowym i czujnikami podczerwieni, stację z 4-litrowym workiem, czas pracy do 150 minut, wysokość 9,6 cm, zbiornik na kurz 330 ml i zbiornik na wodę 245 ml z elektryczną regulacją dozowania.

Ten robot chce sprzątać pewnie
W wielu tańszych robotach największy problem nie polega wcale na tym, że coś pominą. Problem zaczyna się wtedy, gdy sprzątają w sposób mało przekonujący. Dużo jeżdżą, mało z tego wynika, a użytkownik po kilku dniach zaczyna czuć, że urządzenie bardziej „odbywa trasę”, niż realnie dba o podłogę. W E20s Pro Plus wyraźnie postawiono na to, żeby tego wrażenia uniknąć. Największą robotę robi tu połączenie siły ssania z sensowną nawigacją. 13 000 Pa to poziom, który daje bardzo konkretny zapas przy codziennym kurzu, okruchach, drobinkach wniesionych z zewnątrz i lżejszych dywanach. Producent wiąże to z autorskim silnikiem TurboForce 6, który ma osiągać 80 000 obr./min, a dodatkowo dochodzi Carpet Boost, czyli automatyczne podbijanie siły ssania po wykryciu dywanu.
To właśnie dywan bardzo szybko pokazuje, czy robot ma realny zapas możliwości, czy tylko dobrze radzi sobie na panelach. Jeśli urządzenie rozpoznaje miękką powierzchnię i samo zwiększa siłę ssania, odpada część ręcznego zarządzania. Użytkownik nie musi pamiętać, gdzie akurat leży chodnik, co trzeba puścić osobno i w którym pokoju robot powinien „bardziej się postarać”. W dobrze pomyślanym urządzeniu taka automatyzacja nie jest gadżetem. To zwykła wygoda.

LDS Smart Pathfinder i 3DAdapt robią tu więcej niż same nazwy sugerują
Drugi filar tego modelu to nawigacja. LDS Smart Pathfinder odpowiada za laserowe skanowanie przestrzeni i szybkie tworzenie mapy mieszkania, a 3DAdapt wykorzystuje laser liniowy i czujniki podczerwieni do omijania przeszkód. To akurat bardzo dobrze pasuje do codziennego mieszkania, bo problem robotów rzadko polega dziś na tym, że nie wiedzą, gdzie jest ściana. Bardziej chodzi o to, czy poradzą sobie z życiem rozrzuconym po podłodze: krzesłem przesuniętym o kilka centymetrów, kapciami, kablem, nogą stołu, suszarką, zabawką psa czy zwykłym bałaganem dnia codziennego.
W tej klasie cenowej dobrze widzieć, że producent nie poszedł w prosty układ: siła ssania jest, ale robot porusza się po mieszkaniu trochę po omacku. Tutaj logika jest inna. Sprzęt ma nie tylko zasysać brud, ale też nie tracić czasu na bezsensowne powtórzenia trasy i nie prosić użytkownika o przygotowywanie mieszkania jak scenografii do reklamy. To szczególnie ważne, jeśli robot ma działać regularnie.

Odkurzanie i mopowanie w jednym cyklu to nie jest drobiazg, tylko oszczędność czasu
E20s Pro Plus ma konstrukcję 2 w 1, więc jednocześnie odkurza i mopuje. Samo hasło dziś już nikogo nie zaskakuje, ale tutaj ważne są szczegóły. Robot ma zbiornik na kurz 330 ml i zbiornik na wodę 245 ml, a dozowanie wody odbywa się elektrycznie i można je regulować w trzech poziomach. System ma utrzymywać stałą wilgotność ściereczki, co w praktyce powinno ograniczać dwa najczęstsze problemy tańszych robotów mopujących: zbyt mokrą podłogę albo odwrotnie – symboliczne przecieranie bez większego efektu.
To nie jest model, który ma zastąpić ręczne mycie podłogi po większej kuchennej katastrofie. Ale w codziennym używaniu taka funkcja potrafi mocno uprościć życie. Robot nie tylko zbiera kurz, ale od razu przechodzi po powierzchni wilgotnym padem, więc podłoga po prostu szybciej zaczyna wyglądać na ogarniętą, a nie tylko na odkurzoną. Przy regularnym sprzątaniu to bardzo duża różnica, bo właśnie takie lekkie, powtarzalne utrzymywanie porządku daje najlepszy efekt wizualny.

Stacja z workiem 4 litry i wygodna aplikacja
Najbardziej niedoceniona część wielu robotów stoi zwykle pod ścianą i wygląda mało widowiskowo. To stacja. W MOVA E20s Pro Plus jest ona bardzo ważna, bo właśnie ona odróżnia ten model od wielu tańszych urządzeń, przy których pojemnik trzeba opróżniać ręcznie co chwilę. Tutaj stacja sama opróżnia robot po sprzątaniu, a zebrany brud trafia do 4-litrowego worka. W praktyce oznacza to znacznie mniej kontaktu z kurzem i mniej sytuacji, w których niby masz robota, ale i tak co dwa dni kończysz z ręką przy pojemniku.
Przy codziennym użytkowaniu to właśnie takie rzeczy budują prawdziwy komfort. Nie kolejny efektowny tryb, tylko moment, w którym urządzenie naprawdę zostawia człowiekowi mniej roboty. A skoro E20s Pro Plus ma być sprzętem rozsądnie wycenionym, to dobrze, że producent właśnie tutaj nie poszedł na skróty.

Robot obsługuje Wi-Fi, harmonogramy, wirtualne ściany, strefy zakazane i sterowanie przez aplikację, z poziomu której można ustawić siła ssania, poziom nawilżenia czy harmonogram sprzątania. Przy robocie z laserową mapą sens całego systemu nie polega tylko na tym, żeby raz puścić go po mieszkaniu. Chodzi o to, żeby później dało się sensownie nim zarządzać: wydzielić miejsca bez mopowania, wykluczyć fragmenty podłogi albo po prostu ustawić logiczny rytm pracy.
Dobrze też, że nie wygląda to na sprzęt przywiązany do jednego scenariusza. Można traktować go jako klasycznego robota do codziennego ogarniania mieszkania, ale da się też ustawić bardziej konkretną rutynę: mocniejsze odkurzanie, lżejsze mopowanie, konkretne pokoje, konkretne godziny. I właśnie w tym miejscu taki model zaczyna mieć sens dla zwykłego użytkownika, a nie tylko dla kogoś, kto lubi nowinki.
Czy warto kupić MOVA E20s Pro Plus?
Na koniec najważniejsze pytanie: czy ten model ma sens? I tu odpowiedź brzmi: tak, jeśli szukasz robota, który ma dać dużo funkcji bez wchodzenia w segment drogich flagowców. MOVA E20s Pro Plus można kupić obecnie w cenie 649 zł. Siła ssania 13 000 Pa, laserowa nawigacja, omijanie przeszkód, jednoczesne odkurzanie i mopowanie, Carpet Boost i stacja opróżniająca z 4-litrowym workiem to zestaw, który naprawdę wygląda sensownie jak na tę klasę cenową.









